O prawie do prawdziwej informacji – Gazeta Kłobucka
Kilka minut o prawach

O prawie do prawdziwej informacji

Adam Kasperkiewicz
O prawie do prawdziwej informacji

Wydawałoby się, że wszystko zaczęło się w piątek 16 grudnia 2016 r. od zablokowania przez marszałka Sejmu posłowi Platformy Obywatelskiej, Michałowi Szczerbie, karty do głosowania. Marszałek wykluczył posła z obrad za to, że po wejściu na mównicę trzymał w rękach kartkę z napisem „Wolne media w Sejmie”. Michał Szczerba protestował przeciwko planowanym ograniczeniom obecności przedstawicieli mediów w parlamencie.
Wszystko jednak zaczęło się dużo wcześniej. Początkiem kryzysu były działania zmierzające do podporządkowania Trybunału Konstytucyjnego władzy wykonawczej i ustawodawczej. Był to w swej istocie udany zamach na ten szczególnie ważny element systemu sądowniczego w Polsce. Trybunał Konstytucyjny stanowił skuteczną zaporę przeciwko ustawowej samowoli parlamentu. Pacyfikacja Trybunału pozwala władzy dowolnie znosić lub ograniczać prawa i wolności obywatelskie zagwarantowane w Konstytucji. Konstytucja bez Trybunału Konstytucyjnego szybko stanie się piękną fasadą, za którą kryć się będzie brutalna rzeczywistość. Poseł Szczerba protestował przeciwko nadmiernemu ograniczeniu konstytucyjnego prawa do informacji, czyli prawa do pozyskiwania wiedzy o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje w szczególności wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu. Prawo do informacji jest niezbędnym atrybutem państwa demokratycznego. Wymusza przejrzystość działań władzy publicznej, pozwala władzę kontrolować i zapewnia obywatelom świadomy udział w życiu społecznym. Trybunał Konstytucyjny w jednym ze swych postanowień zauważył, że Konstytucja „(…) przyznaje obywatelowi prawo do uzyskiwania informacji, a więc także do bycia informowanym”.
Prawo do informacji kreuje po stronie władzy publicznej obowiązek informowania obywateli o jej poczynaniach. Nie trzeba dodawać, że musi to być informacja prawdziwa.
Wszelkie systemy totalitarne oparte są na kłamstwie. Nośnikiem kłamstwa w systemach totalitarnych są media całkowicie podporządkowane władzy publicznej. Ogromną rolę w szerzeniu zatrutej kłamstwem ideologii odegrało w hitlerowskich Niemczech radio. Mistrz propagandy Goebbels głosił: „Idea i tym samym egzystencja prasy polega po prostu tylko na tym, że stanie się ona środkiem do wychowania i prowadzenia narodu w służbie państwa”. Zdaniem wielu polityków „(…) media publiczne powinny przede wszystkim służyć Polakom”, co nie brzmi wcale tak niewinnie. Władza publiczna wyjęta spod obywatelskiej kontroli może przecież dowolnie decydować, jakie artystyczne treści zawarte w filmie czy literaturze służą Polakom. Nie będę przypominał, że chodzi o prawdziwych Polaków.
Totalitaryzm kształtuje postawy obywateli za pomocą języka kłamstwa, zwanego nowomową lub językiem drewnianym. Analizę języka kłamstwa w PRL-u przeprowadził Marek Jasiński w publikacji „Język przemówień politycznych Wojciecha Jaruzelskiego w okresie stanu wojennego”, z której zaczerpnąłem wiele interesujących myśli.
Język drewniany (nowomowa) służy propagandzie, która zamiast informować, wprowadza stan dezinformacji. Georg Orwell w powieści „Rok 1984” porównywał komunikat propagandowy do kwakania kaczek. Orwell nazwał język propagandy kwakmową. Kwakmówca tak naprawdę nic nie mówi, wytwarza jedynie szum informacyjny. Do charakterystycznych cech języka drewnianego należą manicheizm, rytualność i magiczność. Wedle religii manichejskiej światem rządzą dwie przeciwstawne, zwalczające się moce: dobra i zła. Kwakmowa po manichejsku dzieli rzeczywistość społeczną na dwie części, których w żaden sposób nie można pogodzić. Ostra polaryzacja społeczeństwa za pomocą języka kłamstwa jest charakterystyczna dla systemów totalitarnych i ma na celu mobilizację mas. Nowomowa jest skutecznym narzędziem fałszowania historii.
Prawo do informacji uniemożliwia władzy publicznej posługiwanie się językiem drewnianym i zmusza ją do prawdziwego przekazu. Każde kłamstwo jest szybko – w warunkach prawidłowo działającej demokracji – demaskowane i ośmieszane. Prawo do prawdziwej informacji jest tarczą przed inkwizycyjnymi zakusami.
Poproszony o rozwinięcie myśli o współczesnych inkwizytorach, Leszek Kołakowski odpowiedział: „Słowo «inkwizytor» jest zbyt podniosłe, by nim określać małych, rozwścieczonych krzykaczy i kłamców, którzy nie mogą znieść tego, że inni ludzie naprawdę walczyli przeciw PRL-owskiej władzy, naprawdę siedzieli latami w więzieniach albo naprawdę uzbrajali nas siłą polskiego słowa. Kuroń, Michnik, Wałęsa czy Miłosz muszą być zdrajcami. Ale ich imiona są i będą chwalebnie zapisane w historii naszego kraju. A o niezdarnych kłamcach nikt nie będzie pamiętał za lat kilka”.

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Kilka minut o prawach

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 34 317-33-23

Więcej w Kilka minut o prawach

prawnik-1

Zamach na niezależne sądownictwo

Ewa Chojnacka3 sierpnia 2017
prawnik

O sędziowskiej bezstronności

Redakcja11 grudnia 2016
prawnik

O ładzie konstytucyjnym

Redakcja2 grudnia 2016