„Problemy z Krzepic rozlały się na cały powiat” – Gazeta Kłobucka
Rozmowa tygodnia

„Problemy z Krzepic rozlały się na cały powiat”

„Problemy z Krzepic rozlały się na cały powiat”

Od jakości wody przez arogancję wobec prawa po brak powagi państwa polskiego – o tym rozmawiamy z Markiem Kajkowskim, przedstawicielem stowarzyszenia Semper Veritas, które zyskało rozgłos przy okazji walki ze smrodem gnojowicy w Krzepicach

„Gazeta K łobucka”: Ostatnio jeździ pan na sesje rad w różnych gminach. Straszy pan możliwością skażenia podziemnych zasobów wody pitnej w regionie. Po co?
Marek Kajkowski:
To naturalna konsekwencja wiedzy, jaką zebraliśmy w ciągu półtorarocznej działalności dotyczącej zanieczyszczeń powstałych w gminie Krzepice. Mówiąc o problemach, które „wypączkowały” z Krzepic i rozlały się na cały powiat, straszyłem nie jakimiś negatywnymi prognozami, tylko rzeczywistością. Teraz borykają się z nią mieszkańcy gminy Popów. Zbiornik wód podziemnych jest już w tej chwili znacząco zanieczyszczony.

GK: Różnie się mówi o przyczynach tego zanieczyszczenia. W gminie Popów złą jakość wody z ujęcia w Rębielicach Królewskich tłumaczy się m.in. skażeniem ściekami bytowymi. Publicznie pan to kwestionował. Na jakiej podstawie?
M.K.:
Przyjrzeliśmy się temu dokładnie. W jednym z dokumentów wydanych przez Wojewódzkiego Państwowego Inspektora Sanitarnego w Katowicach znajdowała się informacja, iż wszystkie działania, które zmierzały do zapobiegania zanieczyszczeniu, a idące w kierunku ograniczenia wpływu działalności rolniczej i ścieków bytowych, spełzły na niczym. Zanieczyszczenie nie malało, a rosło. Działalność rolnicza nie tłumaczy zanieczyszczenia tych wód, bo choć w ostatnich latach zmniejszył się areał upraw, to ono wzrosło. Podobnie kontrfaktyczne jest twierdzenie, że przyczyną są ścieki bytowe. W takich sytuacjach zanieczyszczenie ma bowiem charakter szerszy niż tylko samo przekroczenie norm zawartości azotanów.

GK: Czyli byłyby wówczas odnotowane także innego rodzaju zanieczyszczenia?
M.K.:
Ścieki bytowe to związki chloru, fosforu, to nade wszystko występowanie bakterii escherichia coli, bakterii z grupy coli, enterokoków kałowych. Wyraźnie o tym pisze stosowny w tym względzie protokół z kontroli NIK-owskiej w związku z zanieczyszczeniem ściekami bytowymi ujęcia wody w Olkuszu, które miało miejsce na początku 2016 r. Tamto ujęcie zostało w sposób udowodniony skażone ściekami bytowymi. I tam była gigantyczna nadreprezentacja tych bakterii.

GK: To skąd w takim razie to zanieczyszczenie w gminie Popów, skoro nie ze ścieków bytowych?
M.K.:
Między ujęciami wody w Krzepicach i Rębielicach Królewskich jest kilkukilometrowa odległość. Ujęcie w Krzepicach jest płytkie, czwartorzędowe, niezwykle wrażliwe na zanieczyszczenia bytowe. Teoretycznie powinno być znacząco skażone, bo we wsiach je poprzedzających, gdzie brak kanalizacji, pobór wody sięga 30 tys. metrów sześciennych rocznie, a tylko w małym procencie ścieki są przewożone do oczyszczalni.

GK: Czyli duża część ścieków idzie w grunt?
M.K.:
Idzie w grunt, idzie do rzeki i tak dalej.

GK: A le co to ma wspólnego z Rębielicami?
M.K.:
Bardzo wiele. Zestawiliśmy wyniki badań wody praktycznie z tego samego dnia z listopada 2016 r. z ujęcia w Krzepicach i z głębszego, górnojurajskiego ujęcia ze zbiornika GZWP 326 w Rębielicach Królewskich. Przy normie 50 mg/l w Krzepicach mamy 3 mg/l azotanów, a w tym samym dniu w Rębielicach Królewskich 73 mg/l.

GK: Skąd w takim razie te różnice?
M.K.:
Można by pomyśleć, że czynnikiem zanieczyszczającym jest znajdujące się między oboma ujęciami miasto Krzepice. Ale dysponujemy wynikami badań wód wypuszczanych z oczyszczalni w Krzepicach – i wykazują one znakomity poziom oczyszczenia. To w praktyce oznacza, że czynnikiem tak mocno różnicującym wyniki z ujęć w Krzepicach i Rębielicach na pewno nie jest miasto Krzepice. Musi to być jakiś inny obiekt produkujący bardzo dużą ilość azotu, który zanieczyścił zbiornik wody pitnej.

GK: Na sesjach jako czynnik wpływający na skażenie wymieniał pan produkcję żywca.
M.K.:
Przemysłowy tucz zwierząt. Zwłaszcza o charakterze bezściółkowym. Właściwie należałoby się odnieść do tej kwestii w sposób nieco szerszy. Mamy tu do czynienia z gigantycznym kłopotem w skali państwa. Obserwuje się powszechne wręcz naruszanie prawa przez obiekty tej branży przemysłu rolnego. A dotyczy to substancji – gnojowicy – która została uznana za nawóz naturalny, a która jest niezwykle groźna dla środowiska naturalnego. Bo nosi w sobie olbrzymi ładunek azotu, a jako substancja płynna – łatwo przenika do wód głębinowych i je uszkadza. Wyczerpująco pisze na ten temat pan doktor Jerzy Mizera. Wraz z profesorem Maliną zajął się on naukowo kwestiami ochrony zbiornika, o którym tu mówimy. Woda ta stanowi rezerwuar także dla Górnego Śląska.

GK: Jak sytuacja odnotowana w Rębielicach może wpływać na jakość wody w ujęciach w Łobodnie? Sugerował pan to podczas sesji w Kłobucku. Ujęcia te są dość daleko od siebie. Źródło zanieczyszczeń nie mogłoby być punktowe.
M.K.:
Zbiornik, o którym mówimy, rozciąga się między Wieluniem a Krakowem. W ramach tego zbiornika odbywają się ruchy lateralne poziome. Zanieczyszczenia pojawiające się po zachodniej stronie zbiornika mają tendencję do spływania w kierunku wschodnim. W praktyce Łobodno w sposób bezpośredni zasilane jest tym potężnym ładunkiem azotu, który został rozdysponowany w takich gminach jak Popów, Miedźno czy Krzepice. Skutkiem jest wyraźna tendencja wzrostowa zawartości azotu w Łobodnie. Pan doktor Mizera podaje środki zaradcze.

GK: Jakie? Bo słyszy się czasem: „to co, mamy nie jeść wieprzowiny?”. Tu by się chciało mieć i czystą wodę, i mięso.
M.K.:
Zgodnie z prawdą mówi się, że zjeść ciastko i mieć ciastko jest rzeczą prawie niemożliwą. Ale pytanie rzeczywiście jest dobre. Naukowcy stoją na stanowisku, że obszar objęty tym zbiornikiem powinien być w sposób szczególny chroniony. W katalogu działalności mogących w sposób znaczący wpływać na środowisko mieści się działalność rolnicza o charakterze przemysłowym. Podjęcie decyzji o zlokalizowaniu obiektu, który może wygenerować wysokie skażenie w postaci rozdysponowywania nawozów naturalnych o wysokim ładunku azotowym bez żadnej kontroli ze strony Państwa Polskiego i służb mu podległych na obszarach GZWP 326 skończy się dramatycznym uszkodzeniem tego zbiornika, wody w nim zawartej.

GK: Czyli nie hodować świń na terenie tego zbiornika wód podziemnych?
M.K.:
Jeżeli nie zadbamy o stworzenie lobby chroniącego ten zbiornik, to w perspektywie pokolenia lub dwóch nie będzie mowy o zaopatrywaniu się w wodę z niego. Chyba że przyjmiemy punkt widzenia urzędów, które bezrefleksyjnie podnoszą normę azotanów powyżej 50 mg/l. W kwestii samej produkcji dotykamy spraw szerszych niż zasięg naszego powiatu. Produkcja przemysłowa wieprzowiny generuje bardzo poważne problemy środowiskowe. Niemcy, Dania czy Hiszpania systematycznie wypychają ją poza swoje granice na wschód Europy. Podyktowane jest to także niską ceną wieprzowiny na rynkach światowych, nieadekwatną do kosztów prowadzenia tej produkcji zgodnie z prawem i zasadami ochrony środowiska. Istnieje niepisany alians między starą Unią Europejską a gigantycznym lobby producentów wieprzowiny polegający na tym, że producenci w Polsce mają dostęp do poważnych środków pozwalających na uruchamianie tego typu produkcji.

GK: Uzyskanie tych środków jest uwarunkowane dotrzymaniem norm dotyczących ochrony środowiska, więc nowe inwestycje nie powinny tak mocno szkodzić.
M.K.:
Wychodząc z taką tezą, dotyka pan niezwykle istotnego problemu. Polega on na generalnej kwestii przestrzegania zasad prawa w Polsce. Gdybyśmy mieli sytuację, że Państwo Polskie, będąc państwem poważnym – a wciąż nim nie jest – spełnia swoją funkcję za pomocą swoich urzędów zajmujących się ochroną przestrzegania prawa i ochroną środowiska, to wtedy moglibyśmy powiedzieć, że tego typu inwestycje wydają się bez znaczenia dla środowiska naturalnego. W warunkach nierespektowania prawa w promieniu kilkunastu kilometrów od obiektu produkującego zwierzęta hodowlane nie da się żyć. Trzeba emigrować. Chcę wyraźnie uprzedzić, że jeśli Państwo Polskie nie uczyni jakiegoś kroku w kierunku egzekwowania prawa od branży hodowlanej, to będziemy mieć do czynienia z emigracją za wodą, za czystym środowiskiem. Wracając do istoty rzeczy – Państwo Polskie nie zdaje i nie zdawało egzaminu, gdy idzie o respektowanie prawa, które de facto wcale nie jest prawem złym i jego przestrzeganie uchroniłoby nas od wielu problemów natury środowiskowej i zdrowotnościowej.

GK: Czyli po wyborach nic się nie zmieniło pod tym względem?
M.K.:
Instytucje odpowiedzialne za przestrzeganie prawa to ministerstwa, to na przykład pion inspekcji ochrony środowiska. Za tym stoją urzędy różnych szczebli. Wymiana kadr w związku z wyborami wyborami dokonała się w zakresie kierownictwa. Ale tam wciąż pracują ludzie, których ta zmiana z natury rzeczy nie objęła. Mówiąc krótko, ma pan do czynienia z gigantyczną urzędniczą masą, powiedziałbym wręcz kastą, która ma określone przyzwyczajenia.

GK: Czyli taki Matrix, z którego trzeba by się obudzić, tak?
M.K.:
Dokładnie tak, z tym, że to przebudzenie nie jest proste. Pion Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska jest powołany do egzekwowania prawa o ochronie środowiska, a praktycznie znajduje się w totalnej dysfunkcji. Proszę zapytać, ile obiektów zanieczyszczających środowisko w okresie 4 lat zamknęły te instytucje z Katowic i Częstochowy. To są pojedyncze przypadki. Wstydem i porażką Państwa Polskiego są urzędy, o których wcześniej mówiliśmy, które pismami informują, że sprawą powinien się wg nich zająć burmistrz, starosta, wojewoda, prokuratura – ale na pewno nie oni. Urząd jako emanacja władzy państwowej mówi: „ja nie chcę się tym zajmować, nie chcę tego w swojej dokumentacji”. By zapytany za 5 lat, jak w aferze Amber Gold, powiedzieć: „nic o tym nie wiedziałem”.

GK: Czyli sami musimy o swoje zadbać?
M.K.:
To, co w szczegółowym ujęciu widać u nas i co skończyło się uszkodzeniem bezcennego zasobu wody pitnej w zbiorniku GZWP 326, jest skutkiem nie tylko braku respektowania prawa w Polsce, ale również efektem pewnej dysfunkcji samorządności terytorialnej. Mamy do czynienia z państwem, którego regulacje prawne mają charakter korupcjogenny. Korupcja, którą w tej chwili obserwujemy na poziomie samorządowym różnych szczebli, ma właśnie takie źródło.

GK: Przekonanie o istnieniu korupcji ma wielu. A le korupcję trzeba móc udowodnić.
M.K.: Niewątpliwie tak. Korupcja ma charakter dwojaki: indywidualny, ale też systemowy, polityczny. Funkcjonariusze publiczni we władzach samorządowych, będący członkami określonych grup politycznych, realizują cele, które przez władze tych grup są narzucane. A są one w całkowitej sprzeczności z interesem ludzi, którzy wybrali te osoby na stanowiska samorządowe. Jakie jest rozwiązanie? To, które my przedsięwzięliśmy i widzimy je jako jedyne możliwe, bo zgodne z prawem. To społeczna kontrola. Zjawiska, które dzieją się w naszym powiecie i kraju wynikają z faktu, że społeczeństwo porzuciło swoje niezbywalne prawo do nieustannej kontroli władzy różnych szczebli, której decyzje wpływają na życie tego społeczeństwa.

GK: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Jarosław Jędrysiak

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Rozmowa tygodnia

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 34 317-33-23

Więcej w Rozmowa tygodnia

zak

Więc czego się pan obawia?
Brudnej kampanii

Magdalena Kurzak6 grudnia 2017
kotynia

– Jaka była reakcja tych gości z Chin?
– Reakcja była taka, że to są ludzie bardzo małomówni…

Jarosław Jędrysiak19 października 2017
antonina

– Antoniny Johnson pan nie zna?
– Nie znam. Znam Antończaków, ale to chyba nie rodzina

Ewa Chojnacka11 października 2017
rozmowa

„Myślę, że oczarowała ich nasza praca”

Jarosław Jędrysiak9 sierpnia 2017
3

Będą rewolucje w stypendiach

Magdalena Kurzak13 czerwca 2017
3

„Te decyzje powinny zapaść 30 lat temu”

Redakcja31 października 2016