Woda się leje, znikąd pomocy – Gazeta Kłobucka
Opatów

Woda się leje, znikąd pomocy

W środku Opatowa woda zalewała mieszkanie, a kontaktu z kimkolwiek, kto mógłby pomóc mieszkance, nie było praktycznie żadnego.
JAROSŁAW JĘDRYSIAK
Woda się leje, znikąd pomocy

PROBLEM. W wynajmowanym przez naszą czytelniczkę domu w środku nocy pękła rura w ścianie. Kobieta próbowała skontaktować się z gminą, jednak na stronie urzędu nie było ani jednego telefonu alarmowego. Problem ten dotyczy nie tylko Opatowa

Jest późny wieczór, około godziny 23., środek lipcowego tygodnia. W mieszkaniu, które pani Małgorzata wynajmuje tu na piętrze jednorodzinnego domu, nagle w ścianie pęka rura – i woda zaczyna szybko zalewać mieszkanie. Nigdzie pod ręką nie ma zaworu, żeby po prostu dopływ wody zakręcić. W domu są dzieci. Rozpoczyna się nerwówka. I próby wezwania pomocy.

Do kogo dzwonić?
– Miałam tej nocy ogromny problem. Dzwoniłam wszędzie, gdzie mogłam. Szukałam kogoś, kto mógłby mi pomóc – mówi nasza czytelniczka. Niestety, choć tutejszą sieć wodociągową obsługuje gmina, nie było szans, by którykolwiek z telefonów kontaktowych, jakie są tam podane, w ogóle się odezwał. Zresztą trudno się dziwić, skoro w zakładce z kontaktami są podane numery na pierwszy rzut oka telefonów stacjonarnych, a wiadomo, że przed północą urząd gminy jest nieczynny. Jakiegoś innego telefonu, pod który można by w takiej sytuacji awaryjnej zadzwonić, nasza rozmówczyni nie znalazła. – Nie udało mi się wezwać pomocy, więc pojechałam jej szukać – mówi pani Małgorzata.

Policja nie od tego
W pierwszej kolejności nasza czytelniczka udała się na policję. Założyła, że skoro jest to służba odpowiedzialna za bezpieczeństwo, to tam uzyska jakąś pomoc.
– Pan, który był na dyżurze, zbył mnie. Nie przejawił żadnej empatii i nie pomógł mi – relacjonuje kobieta. Być może trudno oczekiwać od policji, że pojedzie do kogoś naprawiać rurę. Pani Małgorzacie chodziło natomiast o jakąkolwiek pomoc – choćby o kontakty do osób, które mogą jej pomóc, bo założyła, że policja na pewno tego rodzaju kontakty posiadać musi. Ale nic z tego. A cała sytuacja spowodowała u proszącej o pomoc kobiety jedynie kryzys zaufania do policji w ogóle.
– Do tej pory uczyłam swoje dzieci, że jeśli dzieje się coś złego, to powinny zawiadamiać policję. A tam już na pewno znajdzie się ktoś, kto udzieli im pomocy albo powiadomi inne służby, które będą mogły to zrobić. Teraz sama wątpię, czy dobrze uczyłam swe dzieci – mówi.

Strażacy się spisali
– Pojechałam do straży. Było gdzieś około północy. Tu starali się mi pomóc. Po pierwsze dzwonili sami do różnych instytucji, do których mieli kontakty. Ale zbywano ich. Wtedy dowódca podjął decyzję, że pojadą do mnie i sprawdzą, co się dzieje. Podkreślam, że jako jedyni strażacy zawodowi zainteresowali się moim problemem – mówi nam pani Małgorzata.
Na miejscu wody było już sporo i, jak relacjonuje nasza czytelniczka, strażacy aż „złapali się za głowę”, jak to zobaczyli. Starali się zakręcić zawór znajdujący się na ulicy. Sami też wzywali na miejscu inne służby. Pod mieszkaniem, które wynajmuje nasza czytelniczka, znajduje się zakład usługowy. W końcu udało się dotrzeć do osoby, która miała klucze do tego pomieszczenia. Po dostaniu się do środka można było wreszcie zakręcić dopływ wody. Ale wszystko trwało na tyle długo, że szkód zdążyło się już narobić.
– Opowieści byłoby dużo. Do 4. nad ranem zbierałam tę wodę z domu – mówi pani Małgorzata. – Byłoby pewnie jeszcze gorzej, gdyby nie ci młodzi strażacy, którym chcę podziękować za to, że jako jedyni okazali się prawdziwymi mężczyznami z ludzkimi odruchami. A gdzie było jakieś pogotowie wodociągowe? Gdzie ktokolwiek, kto by pełnił dyżur, żeby reagować w takich przypadkach bez zwłoki? – pyta nasza rozmówczyni.

Zgaduj, gdzie dzwonić
Choć w tym przypadku rura pękła w środku domu, łatwo sobie wyobrazić, że z jakiejś przyczyny mogła się też rozszczelnić instalacja wodociągowa gdzieś w terenie. Woda lałaby się wtedy fontanną pewnie do rana – i to nawet gdyby ktoś to szybko zauważył. Bo co z tego, że by zauważył, skoro nie wiadomo, komu taki problem zgłosić? W Opatowie jest gminna sieć wodociągowa. Trudno, żeby wyciek tamowała tu policja czy straż pożarna, gdy osoby odpowiadające za mienie gminne śpią, bo jest noc. Z sytuacji, która dotknęła naszą czytelniczkę, wiemy, że nawet straż pożarna, która zwykle ma niezbędne numery kontaktowe, miała trudności z doproszeniem się o interwencję kogoś, kto mógłby po prostu wodę zakręcić czy też w jakiś inny stosowny sposób zająć się awarią – pilnie, a nie dopiero rano. W miejscowościach takich, jak nasze, mieszkańcy zwykle wiedzą, że wodociąg to nie własność straży, a gminy. Gdy więc zauważą problem – i po obywatelsku postanowią o nim powiadomić – będą szukać kontaktu z gminą. A co tam znajdą? Ano – niewiele. Numery kontaktowe są, ale raczej takie, pod które można dzwonić po prostu w godzinach pracy urzędu. Tymczasem wystarczyłby jeden łatwo widoczny numer alarmowy, który mieszkaniec widziałby od razu po wejściu na stronę gminy. Oczywiście takiego numeru nigdzie na opatowskiej stronie nie ma.
Nie tylko w Opatowie ta sprawa kuleje. Całkiem niedawno pisaliśmy, jak w gminie Popów zawartość kanalizacji zalała piwnice jednemu z mieszkańców Zawad. Też próbował gdzieś dzwonić, alarmować. I też bez skutku. Tam za brak numeru alarmowego łatwo dostępnego dla mieszkańców punktował wójta jeden z radnych. Tu, w Opatowie, robimy to my – bo sytuacja, której doświadczyła pani Małgorzata, powinna pozwolić wyciągnąć wnioski. Wójt gminy pozostawia nadzieję, że tak właśnie się stanie.
– Rzeczywiście ta sytuacja każe się zastanowić nad jakimś rozwiązaniem. Wezmę ją pod uwagę i na pewno nad tym w urzędzie pomyślimy – mówi Bogdan Sośniak.
Wójt nie deklaruje jeszcze, jakie rozwiązanie uzna za właściwe. Telefon alarmowy byłby pewnie dobry, ale i trochę kłopotliwy – bo musiałby być ktoś zobowiązany do dyżurowania pod takim numerem przez całą dobę. A to z kolei, co jasne, wymagałoby gratyfi kacji w postaci wynagrodzenia. Może jednak warto przekalkulować, czy to się bardziej opłaca, czy ewentualne straty z powodu braku reakcji na awarię, której nie było komu zgłosić.
Wójt sugeruje też, że w sytuacjach nagłych można dzwonić do niego bezpośrednio. Na uwagę, że nie każdy ma numer jego komórki odpowiada, że w ostateczności ma go straż pożarna. Czyli w pewnym sensie kółko się zamyka – i na dziś pozostaje droga, którą przeszła metodą prób i błędów pani Małgorzata.

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Opatów

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 34 317-33-23

Więcej w Opatów

fed

Co z budynkiem po szkole?

Jarosław Jędrysiak15 października 2018
rgt

Złoty małżeński jubileusz

Jarosław Jędrysiak15 października 2018
15-660x400

Wybory nowego sołtysa

Jarosław Jędrysiak8 października 2018
rde

Pod wielką biało-czerwoną

Jarosław Jędrysiak18 września 2018
Bez nazwy-1

Sto przeżytych lat

Jarosław Jędrysiak3 sierpnia 2018
43

Pójdą po chodniku, a nie po jezdni

Jarosław Jędrysiak1 sierpnia 2018