Spróbują podważyć zezwolenie dotyczące odpadów? – Gazeta Kłobucka
Lgota, Kłobuck

Spróbują podważyć zezwolenie dotyczące odpadów?

Pojawiają się tematy, które wcześniej do nas nie docierały. Sprawdzimy wszystkie te wątpliwości – zapewnił Henryk Kiepura.
©JAROSŁAW JĘDRYSIAK
Spróbują podważyć zezwolenie dotyczące odpadów?

KONTROWERSJE. Podczas spotkania w Lgocie, jak można się było spodziewać, wyrażano oczekiwanie, iż władze samorządowe sprawią, że przetwarzanie odpadów ropopochodnych zostanie zakończone. Rozważano nawet pewne możliwości w tym zakresie

Zacznijmy od odpowiedzi, którą starostwo powiatowe udzieliło na nasze pytania dotyczące działalności pod Lgotą.

Konsultacje nie są przewidziane
Mieszkańcy zgłaszali nam pretensje, iż nikt nie pytał ich o zdanie na temat przetwarzania odpadów nieopodal wsi, nim starosta wydał na to zgodę. Starostwo wyjaśnia tu, że przepisy ustawy o odpadach nie przewidują konsultacji społecznych przed wydaniem takiego zezwolenia. Innymi słowy, nawet gdyby starosta takie badanie opinii mieszkańców przeprowadził i w efekcie uzyskał wiedzę, że choćby i wszyscy mieszkańcy są temu przeciwni, to i tak nie mógłby na tej podstawie odmówić wydania decyzji, która uruchomiła obecnie prowadzoną tuż pod Lgotą działalność.
Poważne wątpliwości mieszkańców dotyczyły nadzoru nad dotrzymywaniem przez firmę warunków określonych w wydanym zezwoleniu. Według starostwa kontrole takie należą głównie do Inspekcji Ochrony Środowiska. Szóstego grudnia samo starostwo prowadziło za to kontrolę interwencyjną. Ponadto ma dokumentację fotograficzną poletka i rozłożonej tam bentomaty przed rozpoczęciem przetwarzania odpadów. Bentomata ma wymagany certyfikat. Firma złożyła wyniki badań gruntu przed rozpoczęciem działalności oraz badań tego gruntu, który jest przeznaczony do oczyszczania. Przedkłada w starostwie również karty ewidencji i przekazania odpadów.
Mieszkańcy podpowiadali nam, że nigdzie nie widzieli folii, którą odpady mają być nakrywane w czasie deszczu. Firma odpowiadała w tej materii, że folia jest – i sugerowała, że będzie stosownie reagować na rozpowiadanie, że jej nie ma. Starostwo też potwierdza nam, że podczas kontroli 6 grudnia taką folię tam widziano.

Nie mogli odmówić?
Starostwo potwierdza podane nam przez firmę dane dotyczące ilości już przywiezionych odpadów. Dodaje, że na razie są one składowane, a proces odzysku przewidziany jest na okres wiosenno-letni, gdy są odpowiednie do tego temperatury. Zadaliśmy też pytanie, czy w ogóle starosta musiał wydawać firmie zgodę na przetwarzanie odpadów pod Lgotą. Czy nie mógł po prostu odmówić, by tego rodzaju działalność prowadzono po prostu gdzieś indziej? W końcu w Lgocie już kiedyś była wielka awantura o odpady. I można się było spodziewać, że mieszkańcy będą i teraz stawiać veto.
– Wniosek spełniał wymagania określone w stosownym artykule ustawy o odpadach i nie zachodziły przesłanki odmowy wydania zezwolenia – odpowiada nam korespondencyjnie z upoważnienia starosty członek zarządu powiatu Krzysztof Nowak.
Ziemia, która zostanie oczyszczona w procesie bioremediacji, ma być – zgodnie z odpowiedzią starostwa na nasze pytania – wykorzystana na terenie naszego powiatu do rekultywacji wyrobiska w Lgocie.

Gorąco na spotkaniu
Czas na zwięzłą relację, co działo się na spotkaniu mieszkańców Lgoty.
Nie było zaskoczeniem, że niektórzy z mieszkańców ostrze pretensji kierowali zwłaszcza w kierunku starosty – to jego podpis widnieje pod zgodą na rozpoczęcie w Lgocie przetwarzania odpadów. Starosta bronił się, iż decyzja została wydana zgodnie z obowiązującymi przepisami, a jednocześnie nie było podstaw do tego, by podmówić firmie jej wydania. Całą urzędową procedurę, jaka miała tu miejsce, mieszkańcom zreferowano.
Wspomniano też, że zgodnie z obowiązującymi przepisami nie ma możliwości dokonania niezapowiedzianej kontroli na poletku bioremediacyjnym. Trzeba ją zapowiedzieć tydzień wcześniej. Jak na tę informację zareagowali mieszkańcy – można się domyślić. Wyrażanie obaw i nieufności – to dyplomatyczne określenie ich stanowiska.

„Szorstka przyjaźń” zawadą?
Nowe wątki do dyskusji wniosła wypowiedź przedstawicieli gminy Kłobuck.
– Źle się stało, panie starosto, że ta decyzja została podjęta. Nie kwestionuję uwarunkowań prawnych. Ale brakło troszkę wyczucia – ocenił Jerzy Zakrzewski.
Burmistrz dodał, że podobna instalacja do przetwarzania odpadów miała powstać na Brodach-Malinie. Tam do niej nie doszło, bo firma nie uzyskała decyzji środowiskowej. W sprawie Lgoty gmina oczekiwałaby podobnego raportu.
– Tę informację firma miała z gminy. Pomijając ją, poszła do starostwa. I dostała decyzję. Gdybyście poszli w tym samym kierunku, że wymagany jest taki raport, musieliby wrócić do nas i taki raport złożyć – dodał Zakrzewski.
Burmistrz uważa przy tym, że metody, które chciała stosować firma zainteresowana terenem w BrodachMalinie, „to jest XXI wiek”. Nie ma tak dobrej opinii o metodzie wykorzystywanej pod Lgotą.
Jak wiemy, powiat nie komunikował się z gminą w procesie wydawania decyzji (nie musiał, ale mógł). Wydanej decyzji nie przesłał też gminie od razu, a udostępnił ją dopiero w listopadzie. Wcześniej gminę zaalarmował sołtys Lgoty i mieszkańcy. Czy swoista szorstka przyjaźń burmistrza i starosty stanęła tu na przeszkodzie dobrej komunikacji?

Miasto ma wątpliwości
Zakrzewski dorzucił kilka informacji, które – o ile zostałyby potwierdzone – mogłyby mieć znaczenie dla całej sprawy.
– Po interwencji mieszkańców i sołtysa dokonaliśmy wręcz pewnego małego śledztwa. Wystąpiliśmy do firmy, która dostarcza tę ziemię firmie Hydrogeotechnika. Tu na zebraniu padła informacja o 8 tys. ton. A my mamy informację, że stamtąd wywieziono już ponad 12 tys. ton. Pytanie, gdzie te ponad 4 tys. ton? – powiedział Zakrzewski. To nie wszystko.
– Chciałbym, żeby to pan starosta usłyszał. W uzasadnieniu decyzji jest napisane, że firma Ecopar ma umowę dzierżawy z firmą Hydrogeotechnika. Wystąpiliśmy do państwa z całkiem inną procedurą, podatkową. Uzyskaliśmy informację, że nie macie takiej umowy. A w uzasadnieniu piszecie, że firma posiada umowę na dzierżawę. Czy firma przedstawiła umowę, czy tylko powiedziała, że ją ma? – dorzucił burmistrz.

Starosta odpowiada
Henryk Kiepura zauważył, że w przypadku wspomnianych zamiarów przetwarzania odpadów w Brodach-Malinie sytuacja była inna. Tam miała powstać instalacja wymagająca raportu oddziaływania na środowisko. W przypadku Lgoty firma wybrała inny tryb załatwienia sprawy, niewymagający uzyskania takiego raportu.
– Nie chcę się wypowiadać na temat metody. Ale tę stosowaną w Lgocie dopuszcza rozporządzenie ministra. I wcale nie z roku 1915, a z roku 2015. Trzy lata temu minister środowiska dopuścił tę metodę do stosowania – argumentował starosta kłobucki.
Umowa, o której braku wspomniał Zakrzewski, według Kiepury jest w pakiecie dokumentów. Informacja, że jej nie ma – którą uzyskało miasto – musi więc być nieporozumieniem.
– Mamy kłopot z tą sprawą. I jeżeli tylko byłby punkt zaczepienia, który na to pozwoli, wydam decyzję cofającą wydane zezwolenie – zapowiedział Kiepura.

Będą szukać sposobu?
Co do ewentualnego szukania takowych punktów zaczepienia z dyskusji na zebraniu zdaje się wynikać, iż jednym z nich mogłaby tu być rozbieżność w liczbie ton, o której wspomniał burmistrz. Oczywiście o ile ta rozbieżność opiera się na faktach, a nie na jakiegoś rodzaju nieporozumieniu – jak to się już na zebraniu okazało w kwestii istnienia bądź nieistnienia umowy dzierżawy gruntu. Na pewno to wymaga sprawdzenia. Jak powiedziano podczas spotkania – fakty i przypuszczenia zweryfikuje policja.
Inne sugestie dotyczyły zainteresowania się rozwiązaniami zastosowanymi na poletku pod Lgotą. Mieszkańcy zauważyli tam np. stojącą, zamarzniętą wodę. Uważają, że nie powinno jej być; że to może być powód do podważania wydanej decyzji. Jeszcze inny głos dotyczył dawniejszej decyzji marszałka województwa, iż na interesujący nas teren w Lgocie nie mogą być sprowadzane odpady niebezpieczne. Marek Prubant, przewodniczący wręczyckiej rady gminy, zwracał z kolei uwagę na ryzyko dla ujęć wody, które znajdują się w pobliżu i z których korzystają mieszkańcy gminy Wręczyca. Jeden z mieszkańców zauważył, że w decyzji starosty zapisano, iż „w wyniku przetwarzania odpadów nie będą powstawały odpady”. A skoro pracę tę wykonują ludzie, to choćby ich odzież ochronna, po zużyciu, staje się właśnie odpadem. Ile w tej swoistej burzy mózgów zmieściło się rzeczywistych, a ile rzekomych argumentów do ewentualnej próby podważenia wydanej już decyzji, okaże się zapewne z czasem.
– Pojawiają się tematy, które wcześniej do nas nie docierały. Sprawdzimy wszystkie te wątpliwości – zapewnił Henryk Kiepura. – Zrobimy wszystko, żeby ten problem rozwiązać – zapowiedział.
– Może uda nam się wybrnąć z tego problemu, jeśli połączymy siły, porównamy nasze dokumenty z waszymi – zwrócił się do starosty Jerzy Zakrzewski.
W naszej relacji ze spotkania brakuje wypowiedzi przedstawicieli firmy. Zabrakło ich też obecnym tam mieszańcom, gdyż nikt reprezentujący ten podmiot nie był na zebraniu obecny. Do kolejnych wątków sprawy jeszcze wrócimy.

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Lgota, Kłobuck

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 34 317-33-23

Więcej w Lgota, Kłobuck