<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Były mąż zabrał jej dziecko. Ziobro pomoże? &#8211; Gazeta Kłobucka</title>
	<atom:link href="https://gazetaklobucka.pl/TAGI/byly-maz-zabral-jej-dziecko-ziobro-pomoze/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://gazetaklobucka.pl</link>
	<description>Tygodnik lokalny - wiadomości z Kłobucka i okolic</description>
	<lastBuildDate>Mon, 19 Sep 2016 09:00:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.4.7</generator>

<image>
	<url>https://gazetaklobucka.pl/wp-content/uploads/2021/12/favicon-32x32.png</url>
	<title>Były mąż zabrał jej dziecko. Ziobro pomoże? &#8211; Gazeta Kłobucka</title>
	<link>https://gazetaklobucka.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Były mąż zabrał jej dziecko. Ziobro pomoże?</title>
		<link>https://gazetaklobucka.pl/2016/09/19/byly-maz-zabral-jej-dziecko-ziobro-pomoze/</link>
					<comments>https://gazetaklobucka.pl/2016/09/19/byly-maz-zabral-jej-dziecko-ziobro-pomoze/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Redakcja]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 19 Sep 2016 09:00:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Częstochowa, Warszawa, Austria]]></category>
		<category><![CDATA[Były mąż zabrał jej dziecko. Ziobro pomoże?]]></category>
		<category><![CDATA[Popularne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://serwer267746.lh.pl/?p=10956</guid>

					<description><![CDATA[PROBLEM. Pani Anna pięć lat temu rozwiodła się z mężem Austriakiem. W kwietniu – zaledwie kilka miesięcy po tym, jak wróciła do Częstochowy z ośmioletnią córką – mężczyzna uprowadził dziewczynkę na oczach rówieśników. Niestety sąd austriacki nie respektuje postanowień polskiego, który według międzynarodowego prawa ma tu pierwszeństwo. Kobieta natomiast od pięciu miesięcy praktycznie nie ma [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><span style="color: #fe7f00;"><b>PROBLEM.</b></span> Pani Anna pięć lat temu rozwiodła się z mężem Austriakiem. W kwietniu – zaledwie kilka miesięcy po tym, jak wróciła do Częstochowy z ośmioletnią córką – mężczyzna uprowadził dziewczynkę na oczach rówieśników. Niestety sąd austriacki nie respektuje postanowień polskiego, który według międzynarodowego prawa ma tu pierwszeństwo. Kobieta natomiast od pięciu miesięcy praktycznie nie ma kontaktu z dzieckiem</p></blockquote>
<p>Piotr Wiewióra</p>
<p>Anna Nowak (na prośbę kobiety podajemy zmienione dane, prawdziwe do wiadomości redakcji – inf. red.) poznała swojego przyszłego męża w Polsce. Wspólnie zamieszkali jednak w Austrii. Rozwiedli się, kiedy ich córka Ola (również zmienione imię) miała 3 lata. Austriacki sąd matce przyznał opiekę nad dzieckiem, ojciec natomiast mógł się widywać z córką przez dwa weekendy w miesiącu, zresztą – jak twierdzi kobieta – sam o taką częstotliwość zabiegał. Stosunkowo szybko podjął jednak próbę uzyskania pełnej opieki nad Olą.<br />
– Wymyślał różne nieprawdziwe rzeczy na mój temat, które miały świadczyć o tym, że jestem złą matką. Przedstawiał absurdalne argumenty w rodzaju, że nie zapewniam córce wystarczającej ilości zabawek edukacyjnych, albo że Ola ma za mało znajomych – mówi pani Anna.<br />
Sprawa ciągnęła się kilka lat – według relacji matki &#8211; bez konkretnego finału. Zmęczona tym wszystkim kobieta – także w obawie, że knucie byłego męża może w końcu przynieść pozytywny dla niego skutek w austriackim sądzie – postanowiła w końcu wrócić do Częstochowy. Podkreśla, że tutaj mieszka jej rodzina, którą Ola dobrze zna, więc zmiana miejsca zamieszkania nie mogła być dla niej szokiem, tym bardziej że mówi po polsku i ma polskie obywatelstwo.<br />
– Była tu szczęśliwa – zapewnia matka.</p>
<p><b>Wyniósł córkę ze szkoły</b><br />
Do Częstochowy przyjechały w sierpniu 2015, natomiast już w październiku były mąż kobiety – za pośrednictwem austriackiego ministerstwa sprawiedliwości – złożył wniosek o wydanie mu dziecka. Zgodnie z przepisami został on przekazany najpierw do polskiego ministerstwa, a następnie do częstochowskiego sądu, jako właściwego zgodnie z aktualnym miejscem pobytu dziecka. Postępowanie wszczęto w listopadzie. Mężczyzna nie czekał jednak na rozstrzygnięcie. Dokładnie 12 kwietnia jeszcze przed rozpoczęciem lekcji wpadł do Szkoły Podstawowej nr 17, do której uczęszczała dziewczynka, i dosłownie wyniósł ją prosto do samochodu na warszawskich numerach. Zabrał ją w kapciach, bez kurtki. Całe zajście zarejestrował monitoring. Nie wiadomo, czy przypadkowo, czy może dzięki wcześniejszej dokładnej obserwacji, ojciec zabrał córkę wówczas, kiedy jej klasa stała na korytarzu w oczekiwaniu na przyjście katechetki. Było to na dzień przed ósmymi urodzinami Oli, które miała świętować razem z koleżankami. W SMS-Ie do pani Anny mężczyzna poinformował tylko, że zabrał dziecko do siebie i że go nie odda. </p>
<p><b>Prawne przepychanki</b><br />
Jeszcze w kwietniu Sąd Rejonowy w Częstochowie wydał postanowienie, że przynajmniej do czasu zakończenia postępowania dotyczącego wydania dziecka, wszczętego na wniosek ojca, córka powinna być przy matce. Nic nie dało odwołanie wniesione przez prawnika byłego męża – tym razem Sąd Okręgowy w Częstochowie je odrzucił. Ale prawomocne postanowienie nic nie dało też matce, ponieważ dziecko do dzisiaj jest w Austrii, gdzie skutecznie uniemożliwia się mu jakikolwiek kontakt z matką. Tamtejszy sąd i policja nie respektują też decyzji częstochowskiego sądu. Pani Anna nieraz w ostatnich miesiącach wybierała się do Austrii, żeby zobaczyć się z dzieckiem, i prawie za każdym razem miała do czynienia z tamtejszą policją wzywaną przez byłego męża, która nie kryła, że interesują ją tylko orzeczenia austriackiego wymiaru sprawiedliwości.<br />
W przypadku spraw dotyczących dzieci obowiązuje m.in. Konwencja Haska, natomiast kwestię jurysdykcji sądowej reguluje rozporządzenie „Bruksela II bis”. Zdaniem kobiety przepisy te łamie sąd w Austrii. Przed nim właśnie mężczyzna podjął skuteczną próbę pozbawienia jej praw rodzicielskich, składając w ubiegłym roku kolejny już wniosek. Wyrok zapadł tam w grudniu.</p>
<p><b>„Powinien zawiesić postępowanie”</b><br />
– Oczywiście nie zaniedbywałam nigdy mojej córki. Odebrano mi prawa rodzicielskie na skutek oczerniających mnie zeznań byłego męża – tłumaczy pani Anna, zaznaczając, że nie miała nawet możliwości obrony oraz że tylko raz tamtejszy psycholog chciał z nią porozmawiać, ale nie mogła wtedy przyjechać do Austrii. – Wydał więc opinię w oparciu o to, co powiedział były mąż, a tamtejszy sąd następnie pozbawił mnie praw rodzicielskich. A przecież zgodnie z prawem powinien to postępowanie zawiesić do czasu zakończenia postępowania o wydanie dziecka prowadzonego w Częstochowie. Ojciec Oli wprawdzie wniósł, już po uprowadzeniu, o jego przerwanie, ale ono toczy się dalej. Sąd nie może orzekać o władzy rodzicielskiej w trakcie postępowania o wydanie dziecka. Wiedział o tym sąd w Austrii, ale i tak to zrobił – podkreśla.<br />
Orzeczenie w Częstochowie miało zapaść we wtorek, ale z powodu choroby sędzi na razie do tego nie doszło. Podtrzymana została natomiast kwietniowa decyzja mówiąca, że dziecko powinno być przy matce. Jest więc duży rozdźwięk między stanowiskami obu sądów.<br />
Kobieta uważa, że uprowadzenie było desperackim krokiem, na który Austriak zdecydował się, ponieważ zaczął się obawiać, że sprawy o wydanie dziecka nie wygra. Chodzi przede wszystkim o fakt, że kiedy wniosek o wydanie córki składał, dysponował tylko prawem do odwiedzin, natomiast prawo do opieki miała matka. Co ciekawe, przez okres ok. ośmiu miesięcy, kiedy Ola mieszkała już z mamą w Częstochowie, nie wykazywał podobno specjalnego zainteresowania spotkaniami z córką, których była żona nie miała zamiaru mu utrudniać. Tylko raz – w styczniu – przyjechał do Polski, ale zamiast pojawić się w ich domu, udał się bezpośrednio do szkoły, gdzie miał się wykłócać i przekonywać nauczycielki do swoich racji. Prawdopodobnie już wtedy przymierzał się do zabrania dziewczynki siłą, które sfinalizował trzy miesiące później. </p>
<p><b>Prokuratura: to nie było uprowadzenie</b><br />
Chociaż dysponował korzystnym dla niego wyrokiem austriackiego sądu, to nie zdecydował się okazać go w szkole. Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Południe, która po zgłoszeniu Anny Nowak badała tę sprawę, uprowadzenia się jednak nie dopatrzyła i odmówiła wszczęcia śledztwa.<br />
– Ponieważ z orzeczenia austriackiego sądu wynika, że kobiecie odebrana została władza rodzicielska, a jej wykonywanie powierzono ojcu – wyjaśnia Tomasz Ozimek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. – Mężczyzna stwierdził, że dziecko zostało wywiezione z Austrii bez jego zgody. Wówczas opiekę nad nim miała wprawdzie matka, ale planując wyjazd z tego kraju, powinna taką zgodę uzyskać – podkreśla.<br />
Nie zgadzająca się z tą decyzją matka zwróciła się do Prokuratury Krajowej w Warszawie. Przynajmniej częściowo skutecznie.<br />
– Obecnie policja prowadzi dodatkowe czynności w tej sprawie. Może to robić, mimo że decyzja o odmowie jest prawomocna – mówi prok. Ozimek.<br />
Pani Anna zaznacza, że w myśl międzynarodowego prawa orzeczenie o odebraniu jej władzy rodzicielskiej jest nieważne, a policja i prokuratura w Częstochowie miały wiedzę o toczącym się przed tutejszym sądem rejonowym postępowaniu, mającym w tej sytuacji pierwszeństwo.<br />
– Gdyby wszystko było zgodnie z prawem, to austriacki sąd skontaktowałby się z częstochowskim i za pośrednictwem m.in. kuratora i policjantów domagał się odebrania mi córki w sposób oficjalny. Ale tego nie zrobił – twierdzi.<br />
Mówi, że była pewna, iż były mąż nie zgodzi się na wyjazd córki, dlatego poinformowała go o tym pisemnie już po fakcie, podkreślając jednak w liście, że nadal może się z Olą widywać.<br />
– Drogę do Częstochowy znał, a moja rodzina była do niego nastawiona pozytywnie, nawet po rozwodzie – tłumaczy, dodając, że w ramach postępowania w częstochowskim sądzie miało dopiero zostać wyjaśnione, czy wywożąc dziecko do Polski, postąpiła niewłaściwie. </p>
<p><b>Zagadkowa aplikacja</b><br />
Kiedy w Austrii kobieta próbowała spotkać się z córką i porozmawiać choćby przez chwilę (tylko dwa razy się to udało – pod szkołą i w sądzie), dziwnym trafem niemal błyskawicznie na miejscu pojawiała się tamtejsza policja. Okazało się, że w telefonie miała zainstalowane coś w rodzaju aplikacji szpiegowskiej, która m.in. wszystkie wysyłane przez nią SMS-y kierowała jednocześnie na numer służbowy byłego męża. Odkryła to przypadkiem, kiedy wpatrywała się w telefon, niecierpliwie wyczekując na SMS-ową odpowiedź od znajomej. Wtedy wyszło na jaw, że po kilku sekundach od wysłania wiadomości pojawia się raport o dostarczeniu jej na numer mężczyzny, który jednak po chwili znika. Kobieta nie wie, w jaki sposób taka aplikacja znalazła się w jej telefonie, ponieważ Austriak nie miał do niego dostępu. W salonie Orange także nie byli w stanie jej tego wyjaśnić, zresztą aplikacja nie była w ogóle znana pracownikowi. Anna Nowak zgłosiła to w Komendzie Miejskiej Policji w Częstochowie, a ta wysłała telefon do Komendy Wojewódzkiej w Katowicach, w której strukturach działa Wydział do Walki z Cyberprzestępczością. Niestety niedawno częstochowianka otrzymała informację, że wyników szczegółowej analizy, wykonanej przez tamtejszych specjalistów, może oczekiwać dopiero w przyszłym roku.  </p>
<p><b>Liczy na pomoc Ziobry</b><br />
W walce o córkę kobieta nie daje za wygraną, ale bez fachowej pomocy najwyższych organów trudno będzie ją odzyskać. Kontaktowała się już m.in. z Komisją Europejską i Ministerstwem Sprawiedliwości, na których pomoc bardzo liczy. Ministrowi Zbigniewowi Ziobrze udało się w ostatnim czasie doprowadzić do pozytywnego zakończenia podobnych spraw m.in. w Niemczech, skutecznie działał też w takich przypadkach wiceminister Michał Wójcik, więc pani Anna ma nadzieję, że i w jej przypadku będzie podobnie. Od wyroku sądu w Austrii, pozbawiającego ją praw rodzicielskich, złożyła nadzwyczajny środek odwoławczy, czyli tzw. rekurs, który niestety został rozpatrzony negatywnie za niezgodność z jednym paragrafem. Ponadto, żeby w międzyczasie móc w pełni legalnie i oficjalnie kontaktować się z córką na terenie Austrii, wystąpiła z wnioskiem do tamtejszego sądu, który go uwzględnił i zgodził się na dwa spotkania w tygodniu po dwie godziny pod okiem pracownika socjalnego. Ale i w tym przypadku do takiego spotkania jeszcze nie doszło, mimo że decyzja zapadła już ponad miesiąc temu, m.in. z uwagi na przeszkody ze strony ojca. Obecnie tylko w ten sposób nieszczęśliwa matka ma szansę nawiązać z Olą jakikolwiek kontakt, ponieważ mężczyzna i jego konkubina nie zgadzają się ani na rozmowy telefoniczne, ani na korespondencję drogą elektroniczną. W dodatku razem ze swoimi prawnikami odgraża się, że jeśli dalej będzie takie próby podejmowała, to więcej córki nie zobaczy.<br />
– Bardzo liczę na wsparcie ludzi, którzy są w stanie w jakikolwiek sposób mi pomóc – podkreśla matka. </p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://gazetaklobucka.pl/2016/09/19/byly-maz-zabral-jej-dziecko-ziobro-pomoze/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
