Kłobuck

Zakrzewski przerywa milczenie

Z tego, co wiem, radny był moim agitatorem. Mówi, że na mnie głosował. W bardzo krótkim czasie po wyborach zmienił jednak do mnie stosunek i ta niechęć narasta - mówi burmistrz Zakrzewski.
- Pisałem do pana sześć wiadomości różnej treści na Facebooku i nie otrzymałem ani jednej odpowiedzi. To jest to okazanie dobrej woli z pana strony? - zarzucał Zakrzewskiemu Witold Dominik.
ARCHIWUM
Zakrzewski przerywa milczenie

POLITYKA. Ostatnia sesja rady od początku należała do wyjątkowo burzliwych. I kiedy wydawało się, że wszystkie najważniejsze tematy zostały już omówione, a najostrzejsze stwierdzenia padły, głos zabrał burmistrz Jerzy Zakrzewski. Obecni na sali radni dowiedzieli się, że były wiceburmistrz Rafał Ściebura już niespełna po miesiącu urzędowania złożył wypowiedzenie, w GOPS-ie toczy się postępowanie prokuratorskie za okres nadzorowany za Krzysztofa Nowaka, a radnemu Witoldowi Dominikowi gmina w latach 2005-2013 wypłaciła za usługi projektowe ponad 400 tys. zł. – Za mojej kadencji nie zarobił pan złotówki. Stąd pana złość i niechęć do mnie? – pytał Zakrzewski

Magdalena Kurzak

Jerzy Zakrzewski wielokrotnie podkreślał, że takie wystąpienia z jego strony to rzadkość, ale:
– Sytuacja dojrzała do tego momentu, że w pewnych sprawach muszę zabrać głos – zaczął swoje wystąpienie burmistrz. – Robię to z uwagi na to, że w ostatnim czasie tak bardzo ocenia się moje decyzje personalne oraz wszelkie inne decyzje, szczególnie w internecie, na Facebooku i różnych innych portalach.

GOPS w prokuraturze
Zakrzewski jako do pierwszego skierował się do swojego poprzednika – Krzysztofa Nowaka, który w jednym ze swoich internetowych wpisów, odnoszących się do rozwiązania umowy z kierowniczką GOPS-u Katarzyną Janicką, napisał w kierunku burmistrza, że: „nikczemną podłością jest zwolnienie człowieka, który pomagał ludziom”.
– Chciałbym odpowiedzieć panu Nowakowi, że pomaganie ludziom za publiczne pieniądze nie jest sztuką. Sztuka i wielki szacunek to jest wtedy, jak się pomaga prywatnymi pieniędzmi – mówi Jerzy Zakrzewski. – Co do drugiej części wypowiedzi pana Nowaka, że jest to nikczemna podłość, to może pan były burmistrz wytłumaczy, dlaczego w sprawie GOPS-u toczy się postępowanie prokuratorskie dotyczące przekroczenia uprawnień i poświadczenia nieprawdy za okres, w którym nadzorował tę instytucje – podkreślił Zakrzewski.

Dlaczego zastępca sam chciał się zwolnić?
Burmistrz odniósł się też do swojego byłego zastępcy – Rafała Ściebury.
– Widzę, że pan Ściebura też jest bardzo aktywny na różnych forach jako „znawca wszystkich tematów” – zaczął Zakrzewski. – Jeśli ma on w sobie choć trochę uczciwości, to niech napisze na tych forach, dlaczego po niespełna miesiącu urzędowania złożył rezygnację z funkcji, czując się nie w porządku co do rzeczy, które się zadziały. Dostał ode mnie kolejną szansę, ale nie wykorzystał – dodał.
Burmistrz powiedział również, że domyśla się, że Ściebura będzie zaprzeczał, jakoby taka sytuacja miała miejsce.
– Nie mam w zwyczaju nagrywania rozmów w cztery oczy, ale jeśli pan Ściebura nie będzie wiedział, o co chodzi, to co najmniej 8-10 osób może coś na ten temat powiedzieć – kontynuował Zakrzewski. – Apeluję więc do pana, aby zaprzestał tych wszystkich komentarzy, bo ja przez cały czas staram się trzymać poziom i nerwy na wodzy w temacie naszej współpracy.

Chodzi o pieniądze?
Jako do ostatniego Jerzy Zakrzewski zwrócił się do radnego Witolda Dominika, mówiąc, że osobiście jest to dla niego najbardziej przykry temat.
– Z tego, co wiem, radny był moim agitatorem. Mówi, że na mnie głosował. W bardzo krótkim czasie po wyborach zmienił jednak do mnie stosunek i ta niechęć narasta – mówi burmistrz. – Uważam, że trudno kogoś oceniać po tak krótkim czasie, tym bardziej, że pewne rzeczy się planuje, potem przygotowuje, a następnie realizuje – dodaje.
– Zacząłem się coraz bardziej zastanawiać, skąd ta niechęć, która narasta z pana strony do mojej osoby. I przypomniałem sobie takie stwierdzenie, które tu kiedyś padło: „Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. I tym tropem poszedłem – mówił Zakrzewski. – Bardzo dużo mówi pan teraz o „równości podmiotów”. To dlaczego pan o tym tak głośno nie mówił w czasach, gdy był pan jednym z bardzo dobrych zleceniobiorców gminy Kłobuck? Czy ta niechęć może wynika z tego, że od początku mojej kadencji nie miał pan ani jednego zlecenia? – pytał Zakrzewski.
Burmistrz, powołując się na informację publiczną, odczytał kwoty faktur, które gmina zapłaciła w latach 2005-2013 r. radnemu Witoldowi Dominikowi za wykonane usługi projektowe: 2006 r. – 111 tys. zł, 2006 r. – 36 tys. zł, 2007 r. – 48 tys. zł, 2008 r. – 62 tys. zł, 2009 r. – 9 tys. zł, 2010 r. – 76 tys. zł, 2011 – 47 tys. zł, 2012 r. – 12 tys. zł, 2013 r. – 11 tys. zł. Łącznie: 415 tys. zł.
Radny wyliczankę komentował kiwaniem głowy i śmiechem.
– Rozumiem, że na tym polega „równość podmiotów”. Nie było tańszych, lepszych. Był pan – podkreślił dobitnie Jerzy Zakrzewski, który nie omieszkał wypomnieć radnemu projektu rozbudowy urzędu, który wykonał za ponad 80 tys. zł, a który do dziś leży na półce jako makulatura, czy koncepcji przebudowy fontanny na 3 Maja za blisko 2,6 tys. zł.
– Fontanny bez wody! – rzucił zdenerwowany Zakrzewski. – Przykro mi jest, że tak to rozumiem, ale inaczej nie rozumiem pana niechęci do mnie – zakończył.

Radny zaprzecza
– Panie burmistrzu, wyjaśnię więc panu, choć działa pan kilkanaście lat w samorządzie, a ustawę o samorządzie pan chyba czytał. Jako radny nie mogę podpisywać umów cywilno-prawnych z urzędem, dlatego nie jest pańską winą, że nie mam zleceń z gminy, bo nie mogę ich po prostu mieć – zwrócił się do Jerzego Zakrzewskiego Witold Dominik. – Wszystkie umowy, które wykonałem dla gminy, zrobiłem na zlecenie gminy. Pan nie był wtedy burmistrzem, ale zakładam, że pracownicy gminy nie naruszali przepisów ustawy o zamówieniach publicznych, skoro do dzisiaj pracują. Chyba że tak było, to powinien pan wyciągnąć konsekwencje – albo iść do prokuratury, albo wyrzucić tych ludzi – ironizował radny.
Dominik dodał też, że mógł to robić, bo prowadzi działalność i z tego się utrzymuje z sukcesami do dnia dzisiejszego.
– Widocznie nie były to dla mnie takie istotne pieniądze, skoro zdecydowałem się zostać radnym, wiedząc, że nie będę mógł tych zleceń robić – mówił radny, przyznając, że niechęć do osoby burmistrza rzeczywiście narasta.
Dominik potwierdził również, że był orędownikiem Zakrzewskiego i rzeczywiście głosował na niego, jednak dwa pełne odmów segregatory pism w korespondencji radny–gmina są dowodem na urzędniczą obstrukcję.
– Moim powodem niechęci do pana są właśnie tego typu wystąpienia – dorzucił po chwili z wyrzutem radny. – Pan mnie wczoraj znów zaatakował przy mieszkańcach. Powiedział pan, że jestem złym radnym, bo się nie dogaduję z panem. A ja mam prawo do innego zdania, mam prawo do kontroli – kontynuował Dominik.
Radny powołał się też na korespondencję z burmistrzem, która została pozostawiona bez odpowiedzi.
– Pisałem do pana 6 wiadomości różnej treści na Facebooku i nie otrzymałem ani jednej odpowiedzi. To jest to okazanie dobrej woli z pana strony? – zarzucił burmistrzowi radny, który nawoływał, aby zastanowił się on nad tym, czy tak powinna wyglądać współpraca, a nie widział winę tylko w jednej stronie.

Burmistrz się nie zgadza
– Ja nie jestem facebookowym burmistrzem, panie radny! Mam wystarczająco dużo obowiązków i pracy tutaj, żeby siedzieć i odpowiadać na Facebooku. Może jestem staroświecki, ale dla mnie rozmowa jest najlepszym sposobem komunikacji – odpowiedział Zakrzewski. – Co to za metody? Dzisiaj Facebook ma decydować o wszystkich sprawach gminy? – pytał.
Zakrzewski powiedział również, że nie nazwał Dominika złym radnym, tylko powiedział, że jest z nim utrudniony kontakt. Odniósł się także do zleceń, o których Dominik powiedział, że jako radny od urzędu przyjmować ich nie może.
– Pan nie może przyjmować zleceń od urzędu, ale od innych jednostek w gminie pan może! Może pan robić dla szkół i wszystkich innych niezależnych jednostek gminnych – mówił Zakrzewski. – A skoro pan „tak sobie świetnie radzi”, to dlaczego ma pan takie oświadczenie majątkowe słabe? Bo zaczyna to wszystko nabierać niepoważnego wymiaru.

30 komentarzy

30 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kłobuck

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 514 786 400

Więcej w Kłobuck

Fotografowali wiosnę

Jarosław Jędrysiak10 kwietnia 2024

Rusza wielka inwestycja pod Kłobuckiem

Jarosław Jędrysiak31 marca 2024

Przedszkolaki gośćmi w szkole

Jarosław Jędrysiak26 marca 2024

Są środki na bezcenny zabytek

Jarosław Jędrysiak25 marca 2024

Wkrótce decyzja o budowie drogi wojewódzkiej 491

Jarosław Jędrysiak24 marca 2024

W tym gronie po raz ostatni

Jarosław Jędrysiak23 marca 2024