PROBLEM. Najpierw spierano się, czy rury z wylotami do rzeki w rejonie krzepickiej tuczarni w ogóle istnieją i czy widziano, by coś z nich wylatywało wprost do Liswarty. Teraz sprawą zajęto się w końcu w terenie
Jarosław Jędrysiak
W piątek zadzwonił do naszej redakcji Romuald Cieśla z krzepickiego stowarzyszenia Semper Veritas, które najbardziej dało się poznać w związku ze sprzeciwem wobec budowy biogazowni.
– Wreszcie rozkopią teren, gdzie są te rury w pobliżu tuczarni. Teraz się okaże, co tak naprawdę nimi leciało wprost do rzeki. Tyle czasu walczyliśmy, żeby miasto się tym zajęło! Pan sam dobrze wie, ile razy wracaliśmy do tego tematu na sesjach. Wreszcie się to skończy – usłyszeliśmy w telefonie od krzepickiego aktywisty.
Co ciekawe, jak zauważył Cieśla, jedna z rur w rejonie tuczarni z wylotem do rzeki znajduje się tu na terenie gminy Krzepice, a druga – już w gminie Lipie, której granice tutaj sięgają.
– Spodziewamy się, że pani wójt z Lipia podejmie odpowiednie działania – dodaje Cieśla.
Przypomnijmy w dwóch zdaniach, że członkowie stowarzyszenia od dobrych kilku miesięcy alarmowali, że rury, które w rejonie tuczarni są wkopane w ziemię, mogą służyć do „upuszczania” gnojowicy lub innych ścieków z terenu tuczarni do rzeki.
Czytaj więcej w najnowszym numerze GK lub na e-wydaniu.


Facebook
YouTube
RSS