KONFLIKT. W rozgrywce między wójtem gminy a radnym i zarazem prezesem OSP w Kołaczkowicach głównym poszkodowanym została straż pożarna. Udział jednostki w akcjach stanął pod znakiem zapytania
Spięcia między wójtem Derejczykiem a radnym Klubą zaczęły się krótko po rozpoczęciu obecnej kadencji samorządu. Do tej pory ofiarą tych wojenek padała głównie ambicja, tym razem realne szkody poniosła działająca ochotniczo straż pożarna – gdy na ostatniej sesji w starciu wójta i radnego przedmiotem była kołaczkowicka OSP.
Kto ma płacić za przegląd wozu?
– Kto z urzędu gminy dzwonił do starostwa, żebym wycofał przelew, który jest wystawiony na gminę za przegląd techniczny samochodu? Dotyczy on samochodu pożarniczego OSP Kołaczkowice. Do dziś nie został zapłacony. Podobnie polisa ubezpieczeniowa. To zadanie własne gminy. I nie jest realizowane – atakował Ireneusz Kluba.
Wójt nie zgodził się z tym zasadniczo. Uważa, że zadania gminy są realizowane. Co więc z rachunkami?
– Rachunki, które pan bezprawnie i bezpodstawnie nam wystawił, nie zostaną zapłacone. Decyzję podjąłem ja – powiedział Piotr Derejczyk. – Wsparcie dla jednostek OSP obowiązuje w systemie dotacji. Tak ustaliła rada gminy. Wszystkie jednostki poza OSP Kołaczkowice podpisały umowę w tej sprawie i korzystają z dotacji – podkreślił wójt.
Nie dogadali się?
Derejczyk naświetlił ze swej perspektywy okoliczności niepodpisania umowy o dotację z OSP Kołaczkowice.
– OSP Kołaczkowice w osobie prezesa Kluby przekroczyło wszelkie możliwe normy zachowania ogólnoludzkiego w postaci takiej, że na projekcie umowy, który został mi przedłożony, nie wyrażając wcześniej żadnego sprzeciwu dokonało samowolnie skreśleń, poprawek. W związku z tym ja umowy nie podpisałem. Uważam, że ta decyzja zarządu OSP Kołaczkowice oznacza rezygnację z finansowania poprzez budżet gminy do czasu ustalenia zasad – stwierdził wójt.
Kluba rzecz jasna widzi tę sytuację zupełnie inaczej. Uważa, że on umowę podpisał, a wójt podpisu nie złożył – i że wójt odpowiada za brak dotacji dla jednostki.
– Ja zaznaczyłem swoje zastrzeżenia. Jeżeli one były na umowie, pana zadaniem było to pismo złożyć do regionalnej izby obrachunkowej z zapytaniem „czy umowa jest dobrze dla mnie sporządzona”. Skoro pan tego nie zrobił, ja złożę pismo w Katowicach czy w Warszawie – zapowiedział Kluba.
Korzystają z innych jednostek
Według wójta gmina i bez OSP Kołaczkowice wypełnia swoje ustawowe obowiązki przeciwpożarowe. Za pośrednictwem pięciu pozostałych jednostek OSP.
– Wcale nie jest w ustawie napisane, że obojętnie która jednostka przychodzi, to każdą trzeba finansować. Miał pan przedstawione w grudniu na posiedzeniu zarządu gminnego OSP nowe zasady finansowania i ani wtedy, ani potem się pan nie odniósł. Odniósł się pan w taki sposób, że pan sobie coś pobazgrał na umowie. Ja takiej umowy nie podpiszę, ona jest dla mnie niewiążąca – stwierdził Derejczyk.
Wójt dodał, że radny jako prezes OSP nie może wystawiać rachunków do zapłaty przez gminę. Straże są finansowane poprzez dotacje. Dodatkowych środków poza nimi na takie rachunki – nie ma. Kluba z kolei uważa, że w propozycji dotacji nałożono ograniczenia co do finansowania jednostki, które uważa za niezgodne z ustawą. Stąd i jego poprawki na umowie.
Zostaną bez auta
Na sesji do wymiany zdań między wójtem i prezesem-radnym włączyli się też inni samorządowcy. Niewiele to do sprawy wniosło. W obecnej sytuacji straż w Kołaczkowicach w zasadzie ma bardzo ograniczone możliwości realnego działania przeciwpożarowego.
– Samochód będzie nieubezpieczony, nikt nim nie wyjedzie – powiedział Kluba.
W wojence między wójtem a radnym Klubą tym razem poległa więc kołaczkowicka straż pożarna. Odpowiedź na kluczowe pytanie: „kto tu najbardziej zawinił” – zostawiamy Czytelnikom. (jar)


Facebook
YouTube
RSS