--> Zbiornik nic by nie dał? – Gazeta Kłobucka
Danków, Popów

Zbiornik nic by nie dał?

Reprezentant zarządu melioracji mówił o zagrożeniu powodziowym w dolinie Liswarty. Także o tym, czemu nie będzie zbiornika w Dankowie.
Zbiornik nic by nie dał?

PROBLEM. Dość nieoczekiwanie na sesji w Popowie poruszono temat zbiornika retencyjnego w Dankowie. Tego, który miał powstać tuż u granic wsi

Jarosław Jędrysiak

– Z zabezpieczeniem przeciwpowodziowym Popowa i Zawad bezpośrednio związana jest inwestycja, która miała być zrealizowana w Dankowie. Czyli budowa tam zbiornika retencyjnego. Chciałbym wiedzieć, kto wydał opinię, że zagrożenie powodzią jest tam raz na 500 lat – pytał podczas popowskiej sesji w Zawadach radny Łukasz Tasarz. Pytanie było skierowane do Jana Marchewki, który przyjechał na sesję do Popowa z częstochowskiego oddziału Śląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych. Odpowiedział on tutaj, że nie było zgody na zbiornik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i generalnie cała sprawa jest już nieaktualna. I zasadniczo przyznał trafność szacunku zagrożenia powodziowego, o który pytał Tasarz. Radny zwrócił jednak uwagę, że w ciągu stosunkowo niedużej liczby lat były tutaj cztery powodzie, które zalewały ludziom dobytek. A to nijak nie kojarzy się z sytuacją powodzi statystycznie tylko dwa razy w tysiącleciu.
Gość sesji w Popowie szerzej odniósł się do tej sprawy nieco później. Sięgając czasów, gdy w latach 70. ubiegłego wieku planowano wstępnie zbiornik pod Dankowem. Taki w granicach 100-150 hektarów. Miał się on zaczynać od drogi. Ale zabytkowe mury obronne nie sprzyjały tej koncepcji. W 2012 roku ulokowano go projektowo wyżej w biegu Liswarty. Miał być trochę mniejszy od pierwotnie przewidywanego. Razem z polderem zalewowym miało to być jednak też mniej więcej tyle samo powierzchni pod urządzenia służące retencji, ile w starej koncepcji. Szanse na zbiornik przekreśliła aktualizacja map zagrożenia powodziowego. Według nich – zagrożenia takiego w Dankowie w zasadzie nie ma.
– Na spotkaniu w Dankowie pytano, jakie były szkody wyrządzone przez powodzie, o których mówili mieszkańcy. Okazało się, że wielkich nie było. Komuś coś podtopiło, komuś zawilgotniały mury. A inwestycja miała kosztować 40 milionów – powiedział Marchewka.
Podał przykłady obwałowań rzek w rejonie Częstochowy nawet na dłuższych odcinkach to koszty mniejsze. O potencjalnie większym pozytywnym wpływie na redukcje zagrożenia powodziowego. Co innego, jak zauważył, w Dankowie.
– Żeby chronić trzy budynki czy jakieś tam stodoły musielibyśmy wydać 40 milionów. My możemy sobie takie plany zakładać, ale potem te plany ktoś weryfikuje. I niestety powiedzieli „nie” – dodał specjalista do spraw melioracji.
Radny Tasarz zauważył, że nawet jeśli w Dankowie zagrożonych ma być, jak chwilę wcześniej padło, niewiele budynków, to dalej z biegiem rzeki są inne miejscowości. Te położone w gminie Popów. Okazuje się, że jest tu jednak jeszcze inny powód, dla którego koncepcja zbiornika w Dankowie ma być „nie do obrony”.
– Obliczaliśmy, w ciągu ilu godzin zapełniłby się zbiornik w Dankowie. Jeśli powódź idzie całą doliną, to zbiornik tej wielkości zawsze byłby pełny. Chyba że spodziewając się powodzi opuścilibyśmy go do zera. W 1997 roku podczas powodzi przepływ Liswarty na godzinę był na poziomie 100 tys. metrów sześciennych. Taki zbiornik za parę godzin byłby więc pełny. Przy czym zbiornik przewidywano jako ciągle pełny, a towarzyszący mu polder zapełniłby się w osiem godzin – stwierdził Marchewka.

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Danków, Popów

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 794 040 209

Więcej w Danków, Popów