Popów, Popowice

Przed wiatrem uciekają do lasu

Radny opisał sytuację, w której może być zagrożone zdrowie lub życie mieszkańców. Zdaniem urzędników pomoc w danej sytuacji mieści się poza zakresem ich kompetencji.
Przed wiatrem uciekają do lasu

PROBLEM. Stare topole poważnie zagrażają mieszkańcom domów położonych nieco na uboczu w gminie Popów. Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że choć może dojść do tragedii, rozwiązanie pozostaje od dawna jakby poza barierą urzędniczej niemocy


Jarosław Jędrysiak

Już jesienią o problemie mówił radny Jerzy Kasprzak. Ale ponieważ nic się nie zmieniło, teraz powrócił do tematu radny Józef Macherzyński.
– Chodzi o topole przy posesjach mieszkańców, którzy są najdalej wysunięci od centrum naszej gminy. Mieszka tam sobie w Popowicach taki samotny pan z siostrą, na pograniczu z gminą Opatów. Spotkałem go tu kiedyś i wiem, że w sprawie drzew nie zrobiono nic – zauważył radny.
Macherzyński mówi, że choć to nie jego okręg wyborczy, to pojechał tam, gdzie wspomniani ludzie mieszkają. Topole, które tam zastał, szacuje na około 45 lat. Sadzone jeszcze w czasach intensywnego funkcjonowania kółek rolniczych w minionym ustroju. Wiek drzew tego gatunku przekłada się na ich nie najlepszy stan. I zagrożenie, które stwarzają dla ludzi.
– Jest XXI wiek. A jak jest wichura, to ci biedni ludzie uciekają do lasu! Przecież to nie jest epoka życia w dżungli! – podkreśla Macherzyński.
– Obejrzałem te topole. Jest ich 13. To potężne drzewa do 30 metrów. Powiedziano mi, że jak tylko przyjdzie wiatr, to słychać ich trzeszczenie. Gałęzie lecą na tę małą chatkę, kto wie, czy jeszcze nie z gliny – opisuje.
Ludzie ci mają do urzędu gminy kilkanaście kilometrów. Za środek transportu – rower. Na chłopski rozum – urząd nie powinien zostawiać ich samych z zagrażającym życiu problemem.
– Topole powinno się usuwać po 25 latach, a te mają z 45. Trzeba by decyzji, aby je wyciąć, skoro zagrażają tym ludziom – uważa radny.
Macherzyński ustalił już, że właścicielami tych drzew są prywatne osoby. Uważa, że to z nimi trzeba się rozmówić w kwestii ich usunięcia. Ci, którym one zagrażają, sami ich nie wytną. Wiek i siły już nie pozwolą. Natomiast ewentualne formalności – powinna wesprzeć gmina.
Poproszony na obrady pracownik urzędu gminy stwierdził jednak, że wspomniane topole znajdują się na gruntach leśnych. A to znaczy, że właściciel nieruchomości musi się zgłosić do leśniczego. A gmina nie ma możliwości prawnej, by cokolwiek tu nakazać.


Jest XXI wiek. A jak jest wichura, to ci biedni ludzie uciekają do lasu! Przecież to nie jest epoka życia w dżungli! – podkreśla Macherzyński.



I po problemie? Cóż, trudno tu nie wpleść gorzkiego komentarza, że w urzędzie w papierach pewnie się wszystko zgadza. Daj Boże, żeby się te topole nie zwaliły ludziom na dom i nie zabiły ich. Macherzyński też zwrócił uwagę, że tu trzeba działań. Zasugerował, że trzeba w tej sprawie wystosować pismo, w którym zwróci się uwagę, że drzewa te zagrażają ludziom. W odpowiedzi usłyszał, że może to być pismo z przestrogą, że właściciel nieruchomości, na której jest drzewo, odpowiada za szkody, które ono wyrządzi.

NASZ KOMENTARZ

I jak tu skomentować taką sytuacje bez emocji? Jak to rozumieć: przestrzec odpowiedzialnych, umyć ręce i niech sobie sprawa pozostaje jak jest? Albo – jak też padło z ust jednego z sołtysów – samym tym mieszkańcom napisać z urzędu, że „to należy do nadleśnictwa, a nie do gminy”? I niech się odczepią? Otóż nie, szanowni urzędnicy. To nie jest jakiś „przypadek” w pracy na posadzie w gminie. To sytuacja stanowiąca zagrożenie dla mieszkańców waszej gminy, ludzi do tego starszych i dalece nie w pełni sił. Tu trzeba nie odpychać sprawy od siebie, a okazać realną pomoc. Skoro nadleśnictwo ma się tym zająć, to może by warto wyręczyć biednych ludzi i wykonać jakiś telefon w ich interesie? Może by trzeba gdzieś pojechać, z kimś porozmawiać, nawet napisać pismo, które by zainteresowani podpisali – aby tylko ich sprawa wreszcie drgnęła, póki im topole nie spadły na głowę i nie umożliwiły zamknięcia „na zawsze” teczki sprawy i odłożenia jej do urzędowego archiwum. Aż dziw bierze, że tak oczywiste możliwości po latach pracy w urzędach ludziom nie przychodzą do głowy!
W gminie Popów potrafią załatwiać takie sprawy. Serio. Kiedyś był podobny „nierozwiązywalny” problem z drzewem sypiącym się ludziom na głowy w centrum Zawad. Wójt Bolesław Świtała wsłuchał się w sugestię, żeby pojechać na miejsce z gotowymi dokumentami – i tak zrobiono. Sprawę załatwiono od ręki. Drzewo wycięto. Wójt mógł po kilku dniach pochwalić się, że już po problemie. I brawo, bo tak to się robi. Ale czemu teraz, z topolami w Popowicach, jest taki problem?

Jarosław Jędrysiak

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popów, Popowice

Masz jakieś pytanie lub problem dotyczący naszego Tygodnika? Skontaktuj się z naszym biurem! Tel. 514 786 400

Więcej w Popów, Popowice