JAROSŁAW JĘDRYSIAK
KONTROWERSJE. O konflikcie wokół niedopuszczenia do konkursu na dyrektora Andrzeja Zatonia było głośno przed dwoma laty. Tymczasem kolejne wyroki, które w związku z tą sprawą zapadają, wskazują istotne błędy w decyzjach podejmowanych przez władze gminy Popów
Jarosław Jędrysiak
Przypomnijmy najważniejsze. Andrzej Zatoń, ówczesny dyrektor szkoły w Popowie, nie został dopuszczony do nowego konkursu na to stanowisko. Do tego trzeba było przedłożyć aktualną ocenę pracy, której przez kilka miesięcy z gminy się nie doczekał. Bo gmina oceniła go negatywnie, kuratorium pozytywnie – i nie wypracowano wspólnego stanowiska. W konkursie Zatoń mógł więc przedłożyć tylko starą ocenę. Komisja uznała ją za nieaktualną. Jego kandydaturę odrzucono. Stanowisko dyrektora utracił. Ale zaczął dochodzić sprawiedliwości, a w całej sprawie nieprawidłowości dopatrzył się też wojewoda.
Za krótko był dyrektorem
Wojewoda zauważył, że Zatoń był powołany na stanowisko dyrektora na okres od 2012 do 2015 roku. A tymczasem ustawa o systemie oświaty określa, że stanowisko to powierza się na 5 lat. Na krócej – tylko w uzasadnionych przypadkach. Dlatego jako organ nadzoru wojewoda skierował sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach, aby ustalić, czy takie uzasadnienie tutaj było. Wójt uzasadniał ten 3-letni okres m.in. perspektywą planowanych zmian organizacyjnych w oświacie. Zdaniem sądu to i inne przedstawione argumenty nie były wystarczające. Także dlatego, że gmina kierowała się tu przesłankami, które nie odnosiły się do stanu rzeczywiście istniejącego w chwili wydania zarządzenia o tylko 3-letnim okresie powierzenia funkcji dyrektora. A takiego odniesienia prawo wymaga.
Konkurs nie mógł być zatwierdzony
W kolejnym wyroku sąd z Gliwic uznał, że wójt z naruszeniem prawa zatwierdził wynik konkurs na dyrektora szkoły, do którego nie dopuszczono Zatonia i pozostałych kandydatów. Wojewoda, który to zaskarżył, zajął stanowisko, że wójt powinien był postępowanie unieważnić, bo Zatonia nie dopuszczono do konkursu bezpodstawnie. Tu rzecz rozbija się o wspomnianą ocenę pracy. Wojewoda zauważył, że skoro Zatoń na czas wystąpił o ocenę pracy, a mimo to nie otrzymał jej do daty konkursu, to wciąż ważność zachowywała jego stara ocena pracy – ta pozytywna. Gmina stała tu na stanowisku, że liczy się obiektywny fakt posiadania aktualnej oceny z ostatnich 5 lat, a taką Zatoń się nie legitymował. Sąd zauważył, że organ prowadzący szkołę nie miał podstaw do zaniechania wydania oceny pracy dyrektora szkoły w terminie 3 miesięcy. Nawet w przypadku braku możliwości uzyskania wspólnego stanowiska z organem nadzoru pedagogicznego. Wójtowi pozostawało więc konkurs unieważnić, a nie zatwierdzać jego wynik.
Komisja z naruszeniem prawa
Z powyższych wyroków, już prawomocnych, wynika więc, że tak właściwie Zatoń albo w ogóle powinien nadal być dyrektorem i kończyć pełną 5-letnią kadencję, albo – jeśli już postępowanie konkursowe prowadzono w sierpniu 2015 roku – być dopuszczony do tego konkursu. Świeży wyrok WSA dodaje do tego, na razie nieprawomocnie, że sama komisja do przeprowadzenia konkursu w 2015 roku została powołana z naruszeniem prawa. Wojewoda zaskarżył zarządzenie wójta, bo składu komisji nie podano imiennie. Członków wyznacza wedle prawa kilka podmiotów, potem wójt zatwierdza to powołaniem komisji o konkretnym składzie osobowym. Aby mieć pełnię kontroli. Tu, nie wskazując imiennie, część uprawnień wójta przeniesiono na te kilka podmiotów. A tak nie można. Wójt w referowanym w uzasadnieniu wyroku stanowisku bronił się, że nadzór nad doborem członków komisji sprawował poprzez jej przewodniczącego. Ale i to uznano za niedopuszczalne. W wyroku z 4 kwietnia 2017 roku, którego uzasadnienie zostało teraz opublikowane, WSA w Gliwicach przyznał rację wojewodzie – potwierdzając, że komisję konkursową powołano tu z rażącym naruszeniem prawa.
Za późno
Kolejne zapadające wyroki, choć są po myśli Zatonia, w zasadzie nie zmienią stanu faktycznego. Dotyczą bowiem decyzji, które podjęte zostały ponad rok temu. W tej sytuacji możliwe jest stwierdzenie ich niezgodności z prawem, ale nie nieważności. Aby były uznane za nieważne, wyroki musiałyby zapaść już w zeszłym roku. Tymczasem wtedy dopiero rozpoczynały się te postępowania. Zatoń uważa, że wzięto się za to tak późno, bo musiał zmienić się klimat polityczny i kadry po ostatnich wyborach. Niezależnie od tego trudno nie skonstatować, że wymowa wyroków – choćby w sensie moralnym – nie stawia w najlepszym świetle sposobu postępowania władz gminy wobec, jakkolwiek by było, jednego ze swych obywateli. A to jest na pewno i smutne, i niepokojące.


Facebook
YouTube
RSS