Kamieńszczyzna, Szyszków, Zawady, Popów, Lipie

Nie chcą nowej tuczarni

Janusz Mączka mówi, że mieszkańcy Szyszkowa zrobią wszystko, by niemal pod ich nosem, w Kamieńszczyźnie, nie powstała duża tuczarnia. Już wiemy, że w mieszkańcach samej Kamieńszczyzny będą mieć w tym sojuszników.
JAROSŁAW JĘDRYSIAK
Nie chcą nowej tuczarni

PROBLEM. W Szyszkowie wielkie poruszenie wywołała przekazywana pocztą pantoflową wiadomość, że po sąsiedzku, w Kamieńszczyźnie, ma powstać duża tuczarnia. – Mamy złe doświadczenia związane z działaniem w pobliżu tuczarni w Krzepicach. A teraz coś takiego ma powstać w zasadzie tuż pod naszą wsią? – pyta radny Janusz Mączka


Jarosław Jędrysiak

Szyszków i Kamieńszczyzna znajdują się na dwóch brzegach Liswarty – odpowiednio w gminach Lipie i Popów. Rzeka w tej okolicy układa się w malownicze meandry, co przekłada się na dużą wartość przyrodniczą. Korzystają z tego turyści, kajakarze, a i w nadrzecznych miejscowościach coraz więcej jest domów letniskowych – bo ludzie przyjeżdżają tu dla przyrody i czystego powietrza. To wszystko może się wkrótce skończyć.

Nikt nie uprzedził
Alarmującą wiadomością podzielił się Janusz Mączka, radny z Szyszkowa.
– Ludzie są wściekli. Jeśli w Kamieńszczyźnie będzie tucz świń na dużą skalę, to nikt tu do nas nie przyjedzie. Wiem, że miały powstawać kolejne domy letniskowe. Ze smrodami z tuczarni tego nie będzie. A my, stali mieszkańcy, będziemy to mieć stale pod nosem, kilkaset metrów od domów – denerwuje się Mączka.
W Szyszkowie są bardzo niezadowoleni, że nikt ich nie pytał o zdanie. Dlatego już się zorganizowali, napisali pismo do wójtów z Popowa i Lipia, do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i kłobuckiego Sanepidu. Wyrażają w nim „stanowczy sprzeciw wobec planów budowy dwóch tuczarni” w Kamieńszczyźnie. I podkreślają swe złe doświadczenia związane z takim zakładem pod Krzepicami oraz obawy o to, że fetor związany z produkcją tuczników i rozdysponowywaniem gnojowicy na okolicznych polach uniemożliwi im normalne, codzienne funkcjonowanie. A do tego przekreśli rozkwitającą tu turystykę i rekreację.
– Jesteśmy bardzo zdziwieni, że te decyzje zapadają tak właściwie za naszymi plecami, choć będą miały bezpośredni wpływ na nasze życie. W Popowie w urzędzie powiedziano mi, że w sprawie tuczarni były przewidziane prawem ogłoszenia. Ale kto z naszej gminy zagląda na tablicę w urzędzie w sąsiedniej gminie albo śledzi na bieżąco ogłoszenia na ich stronie? – pyta radny z Szyszkowa.
Tu deklarują więc jasno: nie zgodzą się na niekorzystne dla nich decyzje, a wobec już podjętych – nie pozostaną bierni.


Nie mogę zrozumieć, że tyle czasu szukaliśmy miejsca na studnię, bo były problemy z ujęciem z czystą wodą, a teraz mają być inwestycje, które dostęp do takiej wody w zasadzie stawiają pod znakiem zapytania – mówi Paweł Zatoń.


Tajemnicza sprawa?
Mączka mówi nam, że w ostatnich dniach próbował zorientować się, co o tym wszystkim myślą w Kamieńszczyźnie. Ale zdziwił się bardzo, bo nie trafił na osobę, która by w ogóle coś o perspektywie postania tu tuczarni wiedziała. Niedoinformowanie mieszkańców jest też zapewne w Zawadach, skoro nawet radny z tej dużej wsi jest naszymi pytaniami zaskoczony.
– Nic mi do tej pory nie było wiadomo o tej sprawie. Bardzo mnie to dziwi, że żadne informacje nie pojawiły się na sesji, bo to przecież ważne. Czasem jest tak, że wypuszcza się w takich sprawach ogłoszenie, więc formalnie wszystko jest na prawie, a faktycznie tak istotna wiadomość nie dociera prawie do nikogo – mówi Paweł Zatoń. – Nie mogę zrozumieć, że tyle czasu szukaliśmy miejsca na studnię, bo były problemy z ujęciem z czystą wodą, a teraz mają być inwestycje, które dostęp do takiej wody w zasadzie stawiają pod znakiem zapytania – dodaje.
Dzwonimy więc do urzędu gminy. Wójt Bolesław Świtała podkreśla, że informacje na ten temat były umieszczone na tablicy ogłoszeń w urzędzie oraz na BIP-ie, gdzie można je znaleźć nadal. Rzeczywiście jest tam zawiadomienie o wydaniu decyzji w sprawie budowy budynku inwentarskiego tuczarni wraz z infrastrukturą towarzyszącą w Kamieńszczyźnie. Konkretnie jest to decyzja wójta gminy Popów, stwierdzająca formalnie „brak potrzeby przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko” tego przedsięwzięcia. Data wydania to 6 marca. Sesja była 30 marca. Temat ten jakoś nie znalazł na niej odpowiedniego miejsca. Co tym bardziej ciekawe – właśnie na tej sesji ponad godzinę o zagrożeniach dla środowiska i tutejszego podziemnego zbiornika wody pitnej mówił radnym Marek Kajkowski z krzepickiego stowarzyszenia Semper Veritas, które zasłynęło bezpardonową walką z tuczarnią, która już od lat działa pod Krzepicami. A jednak kwestia tuczarni w Kamieńszczyźnie nie wybrzmiała podczas tej samej sesji. Dlaczego?
– Ogłoszenia były wywieszone, więc informacja została upubliczniona. Natomiast nie odnotowaliśmy w tej kwestii protestów czy sprzeciwów w okresie od decyzji do sesji. Zresztą sprawa jest jeszcze w toku i perspektywa czasowa nie jest znana – mówi nam na ten temat wójt Bolesław Świtała.
Rozmowa z radnymi ma się jednak odbyć wkrótce. Podczas posiedzenia komisji rady gminy. Pewnie będzie gorąco.

Na 1100 tuczników

Wójt dodaje też, że w sytuacji, gdy dla tego rodzaju przedsięwzięcia pozytywne decyzje wydają uprawnione instytucje – Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Sanepid – to do niego jako do wójta należy w dalszej kolejności wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Przy czym jak do tej pory tego rodzaju wniosek do gminy nie wpłynął i termin jego wpłynięcia też jest trudny do przewidzenia. Tuczarnia ma mieć, wg założeń, 1100 tuczników. Dopytywaliśmy, czy wójt – wobec tego, że w Kamieńszczyźnie dopiero znaleziono długo poszukiwane miejsce na studnię głębinową z dobrą wodą – zamierza przeciwdziałać powstaniu tam teraz tuczarni. Ale tak jasnej deklaracji jako urzędnik dać nam nie chciał. Wniosek po prostu jeszcze nie wpłynął, więc trudno mu w tej chwili zająć stanowisko wobec czegoś, czego szczegółów nie zna. Dodaje też, że skoro narastać będzie sprzeciw mieszkańców, to i sam inwestor może rozważyć, czy warto mu tu właśnie tuczarnię budować. W dotychczasowej dokumentacji wnioskodawcą co do powstania tuczarni jest osoba mieszkająca na terenie gminy i prowadząca działalność w zakresie – ujmując ogólnikowo – sektora spożywczego gospodarki.

Gotowi szukać wszelkiej pomocy
Okazuje się, że albo Mączka z Szyszkowa nie trafił na zorientowanych mieszkańców Kamieńszczyzny, albo on poniekąd tę informację tam rozpowszechnił, bo gdy rozmawiamy z radnym z tej wsi, to okazuje się, że ludzie już się przeciw planowanej tuczarni buntują.
– Mieszkańcy są pełni obaw, bo tak właściwie to nie mamy gwarancji, co ostatecznie miałoby się u nas znaleźć i czy taka tuczarnia nie byłaby potem na przykład rozbudowywana. U nas grunt jest łatwo przepuszczalny. Gdyby tu zaczęli nam potem wywozić gnojowicę, to szybko zaczną się problemy z dostępem do czystej wody. A przecież dopiero co znaleźliśmy tu miejsce na studnię – mówi Józef Macherzyński.
Radny jest już mocno zaangażowany w sprawę i mówi nam, że mieszkańcy są zdecydowanie przeciw tego rodzaju zakładowi w ich wsi, kilkaset metrów od domów, przy ulicy Polnej. To w widłach Liswarty i Rębielanki. Sprzeciw i determinacja mieszkańców narastają. Zaczęło się więc już wydeptywanie ścieżek do instytucji, które mogłyby tu udzielić wsparcia, a i w samej wsi szykuje się zebranie, na którym pewnie będzie bardzo gorąco.
– Na pewno będziemy też apelować do mediów, może też tych krajowych, aby się za nami wstawiły. Nikt tu tej tuczarni po prostu nie chce – dodaje Macherzyński.

2 komentarze

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kamieńszczyzna, Szyszków, Zawady, Popów, Lipie

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Kamieńszczyzna, Szyszków, Zawady, Popów, Lipie