Opatów

„Ja mam małe dzieci. Daj Boże, żeby przeżyły”

Ja mam troje małych dzieci, sąsiad ma dwoje. Niech któreś tam wpadnie. Ja się nie będę wtedy pytał, czy gmina ma pieniądze na usuwanie barszczu, czy nie ma, tylko założę państwu sprawę – przestrzegał na sesji mieszkaniec Iwanowic.
JAROSŁAW JĘDRYSIAK
„Ja mam małe dzieci. Daj Boże, żeby przeżyły”

PROBLEM. O groźnym barszczu Sosnowskiego napisano już sporo, także na naszych łamach. Wciąż jednak trzeba – bo w tej sprawie jakby bez zmian. Na ostatniej sesji problem poruszyli mieszkańcy

Tym razem na barszcz Sosnowskiego skarżyli się opatowskim radnym mieszkańcy Iwanowic Małych. Gmina Opatów jest pod względem rozpowszechnienia tej wielkiej i groźnej rośliny wyjątkowa, a nieoficjalnie słyszy się czasem, że początkiem tej plagi było kiedyś sprowadzenie barszczu przez jednego z rolników. Do uprawy – bo wtedy jeszcze traktowano go jako roślinę pastewną. Barszcz tymczasem okazał się sprawcą groźnych poparzeń, rośliną łatwo się rozpleniającą i trudną w likwidacji. Wciąż z nią kłopot. Bo wiele zależy od tego, gdzie rośnie.

– W internecie można wyczytać, że nawet jeśli barszcz rośnie na przykład na mojej działce, to jest to roślina na tyle niebezpieczna, że nie powinienem go sam wycinać, tylko zawiadomić gminę, która powinna przysłać własne służby – powiedział jeden z obecnych na sesji mieszkańców.

W praktyce, jak mówi mężczyzna, zwykle mieszkańcy radzą sobie sami, kupując silne środki chwastobójcze – przy okazji nieobojętne dla środowiska. Problem jest jednak poważniejszy. Nie każdy właściciel posesji dba o to, by barszcz usuwać.

– Ja mam troje małych dzieci, sąsiad ma dwoje. Niech któreś tam wpadnie. Ja się nie będę wtedy pytał, czy gmina ma pieniądze na usuwanie barszczu, czy nie ma, tylko założę państwu sprawę. I temu, u którego ten barszcz rośnie. Choć zdrowia dzieci nie odzyskam. Daj Boże, żeby przeżyły – przestrzegał na sesji mieszkaniec Iwanowic. – Jeśli ten człowiek nic nie robi z barszczem, niech przychodzi policjant i wystawia mu mandat. Jeśli facet stwarza zagrożenie dla okolicznych mieszkańców, to się mu daje mandat. A jeśli gmina tam nie może wjechać z policją, to kto ma to zrobić? – dopytywał dalej.

Przykro o tym pisać ponownie w kolejnym roku, ale mimo ponawianych skarg – lokalna władza czy administracja nie za wiele może w tej sprawie zrobić. Wójt Bogdan Sośniak powtórzył w odpowiedzi, że w przypadku realizacji działań ukierunkowanych na usuwanie barszczu Sosnowskiego, wspieranych np. przez instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska, może się likwidacją problemu zajmować wyspecjalizowana firma. Sama gmina może się tym zajmować na terenie publicznym, gdzieś przy drogach. Na działkach prywatnych – nie za bardzo.

– To, co my robimy, to jest na ten moment taka „partyzantka”. W zasadzie nie powinno się używać roundupu, bo na kilkadziesiąt lat stwarza zagrożenie dla gleby. Możemy zaprosić na komisję rady dzielnicowego i porozmawiać o egzekwowaniu obowiązków od poszczególnych rolników – mówił Sośniak.

Rosnący w skupiskach barszcz daje się mieszkańcom we znaki nawet z daleka. Jak mówią, gdy jest upał, to roślina wydziela na tyle intensywne olejki eteryczne, że nawet w promieniu 30 czy 50 metrów są one drażniące i trudno w takim miejscu wytrzymać. W czasie sesji przypomniano jeszcze, że wcześniejsze próby obarczenia problemem powiatu na nic się zdały.

– Tam mi powiedzieli, że oni zadzwonią do wójta i wszystko będzie zrobione – powiedział mieszkaniec wsi.

– Nie ma na dziś żadnego odgórnego programu, aby finansować zwalczanie barszczu na terenach prywatnych przez gminę czy powiat – bronił powiatu radny Tomasz Jeziorski. – Przy drogach likwidują go drogowcy. Na gruntach prywatnych nie można – dodał.

Przypadki poparzeń barszczem już w gminie Opatów były. Słyszy się też, że rozprzestrzenia się on łatwo wzdłuż cieków wodnych, które przenoszą nasiona. Roślina radzi sobie nieźle. Gorzej z tym, jak się za problem z nią zabierają ludzie.

– Naprawdę nie mamy takich instrumentów, aby interweniować na działkach prywatnych – podsumowywał wójt.

Skoro problem jest i narasta, skoro mieszkańcy nie mogą poradzić sobie z nim indywidualnie – choćby dlatego, że natrafiają na zgubną bierność niektórych sąsiadów – to może najwyższy czas, by wypracowano kompleksowy sposób zaradzenia temu problemowi? I wsparto go stosownymi przepisami prawnymi, które skończą z odczuwaną lokalnie bezradnością? Warto chyba, by panie i panowie w okrągłym gmachu w Warszawie pomyśleli o tym gdzieś między sprzeczkami o tweety swoich politycznych przeciwników i zanim znów przyjadą do nas po poparcie na wyborach.

Zobacz komentarze (1)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opatów

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Opatów

Sukces tenisistów z Opatowa

Jarosław Jędrysiak14 kwietnia 2024

Okazja do usunięcia azbestu

Jarosław Jędrysiak4 grudnia 2023

Nie płacą za odpady. Urząd przestrzega spóźnialskich

Jarosław Jędrysiak28 listopada 2023

Boisko już otwarte, pracownia też

Jarosław Jędrysiak24 października 2023

Tłumy na inscenizacji historycznej w Opatowie

Jarosław Jędrysiak18 września 2023

Rekonstrukcja historyczna za tydzień w sobotę

Jarosław Jędrysiak3 września 2023