PROBLEM. Gmina nie chce bez walki odpuścić sprawy mniej ważnych przejazdów kolejowych na swoim terenie, choć i nie jest gotowa zrobić tego za wszelką cenę. Może zmiany w zakresie własności dróg coś tu zmienią
Po modernizacji linii kolejowej – dawnej magistrali węglowej, biegnącej też przez gminę Miedźno – wzrosną tu prędkości pociągów. Proporcjonalnie wzrosną też wymagania odnośnie do bezpieczeństwa na przejazdach kolejowych. Na terenie gminy Miedźno są takie, z których korzystają tylko nieliczni mieszkańcy. Ale i sytuacja, w której musiałyby one zostać całkiem zlikwidowane, nie jest do przyjęcia.
Dwie okoliczności powodują, że gmina nie może ot tak wziąć na siebie utrzymania tych przejazdów. Pierwsza sprawa to koszta. Trzeba by tu zamontować urządzenia zamykające przejazd lub zatrudnić dróżników. W obu przypadkach koszta byłyby na tyle wysokie, że po prostu nie ma sensu się na to godzić. Druga rzecz to odpowiedzialność. Potencjalnie na każdym przejeździe może dojść do wypadku. Gdyby takowym władała gmina, to ona musiałaby się liczyć z konsekwencjami takiego zdarzenia. Rozwiązanie jest więc nie do zastosowania.
Wójt Piotr Derejczyk, który początkowo przestrzegał, że jedynym rozwiązaniem może się okazać zamknięcie tych małych przejazdów, podzielił się ostatnio nieco bardziej optymistyczną wizją. To także wynik rozmów, które gmina prowadziła z PKP PLK S.A.
– Jako gmina podejmiemy działania dotyczące komunalizacji dróg prowadzących do tych przejazdów. W momencie, gdy staną się one drogami komunalnymi, PKP będą zobowiązane do utrzymania przejazdów w kategorii tak zwanej D, czyli niestrzeżonych, oznakowanych stosownymi znakami drogowymi – zapowiedział wójt.
Pewien problem stanowi długotrwałość procedury komunalizacji. Tu gmina umówiła się tak, że PKP ma nie dążyć do całkowitej likwidacji tych mniej ważnych przejazdów, aby potem nie musieć odtwarzać ich od zera.
W przypadkach, gdy z przejazdu korzysta niewielkie grono osób, jest też możliwość wydzierżawienia go na potrzeby samych zainteresowanych. Wiadomo już, że gmina na taką dzierżawę się nie zdecyduje. Chodzi zwłaszcza o wspomniane kwestie odpowiedzialności. Natomiast na dzierżawę mogą się zdecydować rolnicy, którzy mają działki położone za torami i woleliby uniknąć dojeżdżania przez daleko położony przejazd. Dzierżawcy mogliby wtedy korzystać z przejazdu zamykanego na kłódkę – i kwestia odpowiedzialności za ewentualne zdarzenia w takim miejscu byłaby jasno określona. Jak podano podczas sesji, dzierżawa taka nie jest kosztem wielkim i mieści się w przedziale 30-40 złotych. Do tego może się też rozkładać pomiędzy kilka zainteresowanych osób. Jak wspomniał wójt, PKP jest otwarte na zawieranie tego rodzaju umów. (jar)


Facebook
YouTube
RSS