JAROSŁAW JĘDRYSIAK
PROBLEM. Blisko rogu rynku w tej chwili z chodnika sterczy kikut, który pozostał po zdemontowaniu przewróconej latarni. W poniedziałek wieczorem młody kierowca urządził sobie szybką jazdę wokół rynku. Jest ślisko. Nie wyrobił się na zakręcie
Zimą różne sytuacje zdarzają się na drogach, ale czasem – ewidentnie na własne życzenie kierowcy. Tak musiało było i tym razem. – W poniedziałek gdzieś po 10. wieczorem zobaczyłem trzy auta, które urządziły sobie rajd dookoła rynku – mówi nam Krzysztof Ladra, który nocami pilnuje lodowiska na kłobuckim rynku. – Takie wyścigi zdarzają się tu, niestety, częściej. Tym razem nie skończyło się dobrze. Ci kierowcy pędzili tu trzy razy dookoła, na oko może z 60-70 na godzinę. Jeden z nich, skręcając koło przystanku na rynek, nie wyrobił się na zakręcie, wypadł z drogi i skosił latarnię. Chciał uciec, ale wyskoczyłem, zrobiłem zdjęcie i wezwałem policję – relacjonuje przebieg zdarzenia nasz rozmówca.
Mogło dojść do tragedii
Jak dodaje, choć skończyło się na stratach materialnych, wszystko mogło się potoczyć dużo gorzej. Niedaleko przez przejście dla pieszych chwilę wcześniej przeszły młode dziewczyny. Gdyby szły trochę szybciej i zdążyły dojść do rynku, latarnia mogła wywrócić się wprost na nie. Z drugiej strony gdyby nie ta latarnia, kierowca „zaparkowałby” wprost w drogerii, która się tu znajduje.
– Blisko 22.40 otrzymaliśmy zgłoszenie o tym zdarzeniu. Od razu na miejsce skierowany został patrol. Jak ustalono wstępnie, 19-letni kierowca fiata sienia, mieszkaniec Kłobucka, nie dostosował prędkości do warunków drogowych i uderzył w latarnię, uszkadzając ją – mówi oficer prasowy kłobuckiej policji, sierż. szt. Kamil Raczyński. – Kierowca został ukarany mandatem. Naliczono mu też punkty karne – dodaje.
Wiadomo też, że młody człowiek kierował na trzeźwo. Co najwyżej zabrakło mu więc trzeźwej oceny sytuacji na drodze i własnych, niewielkich widocznie umiejętności prowadzenia auta.
A co z latarnią?
– Zabezpieczyliśmy to miejsce, aby nie stwarzało zagrożenia dla pieszych – mówi sekretarz Magdalena Kasprzak
Co z naprawą?
Rzeczywiście to, co musiało zostać w chodniku, owinięto i zaznaczono dwubarwną taśmą. Uszkodzony słup latarni zabrano, chwilowo złożono w bezpiecznym miejscu nieopodal. Od razu we wtorek rozpoczęła się też procedura urzędowa, która w finale doprowadzi do odtworzenia lampy. Jest niezbędna, bo chodzi tu o sfinansowanie naprawy latarni.
– Wystąpiliśmy do policji w celu ustalenia danych sprawcy, następnie wystąpimy do ubezpieczyciela, u którego sprawca szkód miał wykupioną polisę OC. To z tej polisy będziemy pokrywać koszt odtworzenia latarni. Oczywiście miasto tych kosztów nie będzie ponosić – mówi sekretarz gminy.
Wiadomo już też, że to wszystko musi trochę potrwać. Nie chodzi tu tylko o czas na wypłatę środków przez ubezpieczyciela. Latarnie na rynku to obiekty indywidualne, na swój sposób niestandardowe. Nie można po prostu pójść do sklepu i dokupić do nich części zamiennych. Jednocześnie musi być zachowana jednolitość wyglądu latarni. Dlatego w odtworzeniu tej uszkodzonej będzie mieć faktyczny udział producent.
Można się spodziewać, że koszta nie będą małe – przy czym będą one po stronie ubezpieczyciela, a nie miasta. Niefortunny jeżdżący zbyt szybko młody kierowca zapewne też odczuje konsekwencje – bo jeśli miał już jakieś zniżki na ubezpieczenie, to zapewne je straci. I tak ma szczęście, że w wyniku jego brawury nikt trzeci nie ucierpiał


Facebook
YouTube
RSS