POLITYKA. Krzysztof Nowak (SLD), były burmistrz Kłobucka, a obecnie członek zarządu powiatu w radzie PSL, udzielił ostatnio wywiadu Zbigniewowi Baranowi, przewodniczącemu osiedla nr 7. Czego się z niego dowiedzieliśmy? Ano tego, że spotkania z mieszkańcami są męczące, strażacy piją, a za 7-8 tysięcy to burmistrzem w Kłobucku być się nie opłaca
Krzysztof Nowak w zasadzie od samego początku swojej kariery utrzymuje się z polityki. Z urzędem miasta związany był od wczesnych lat młodości. Zaczynał jako koordynator robót drogowych, następnie kierownik Wydziału Ogólnego w Urzędzie Miasta i Gminy. Był również kierownikiem wydziału socjalnego w SKRP Smugi. Od 1998 roku kierował kłobuckim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji. Do czasu, kiedy to w 2005 roku, za rekomendacją i namową ówczesnego przewodniczącego rady, Władysław Serafina (PSL), został starostą, zastępując Dariusza Desperaka (SLD), który – jak podawano, z powodów zdrowotnych – zrezygnował z funkcji przed upływem końca kadencji.
Kariera jak z bajki
Uchwała o przyjęciu rezygnacji Desperaka przeszła jednogłośnie, podobnie jak uchwała o ustąpieniu całego zarządu powiatu. Serafin w imieniu klubów radnych SLD i PSL rekomendował na stanowisko starosty właśnie Nowaka. Z ramienia SLD na kanwie popularności Nowak wszedł do rady wyborach do Sejmiku Województwa Śląskiego. W 2006 roku wystartował w walce o fotel burmistrza Kłobucka i pokonał Zbigniewa Krystka – ówczesnego burmistrza. Nie była to jednak spektakularna wygrana, bo za Krystkiem zagłosowało 2438 wyborców, a za Nowakiem opowiedziało się 2990 mieszkańców. Jednak w kolejnych wyborach samorządowych Nowak nie miał już żadnego poważnego kontrkandydata i rządził gminą przez kolejne 4 lata. W tym czasie stanowisko „naczelnicze” w starostwie powiatowym, którym kierowała koalicja SLD-PSL, zajmował również jego syn. Nowak rządzi w Kłobucku do 2014 roku, kiedy to w drugiej turze wyborów przegrywa z obecnym burmistrzem Kłobucka – Jerzym Zakrzewskim (Koalicja Samorządowa). Zaraz po przegranych wyborach wraca na kłobucki OSiR, gdzie pełniąc funkcję burmistrza, a wcześniej starosty, przebywał od lat na bezpłatnym urlopie jako jego dyrektor. Wraz z utratą stołka burmistrza przez Nowaka posadę traci również jego syn, którego miejsce zajmuje Marian Szyiński (SLD), powracający na swoje dawne stanowisko, które zajmował, będąc na bezpłatnym urlopie jako wiceburmistrz.
Krzysztof Nowak nie zagrzał jednak długo miejsca na OSiR, bo szybko otrzymał propozycję od swoich dawnych kolegów z PSL. Choć SLD stracił już władzę w powiecie – on jako jedyny otrzymuje w nim dobrze płatną posadę w zarządzie.
Wystartuje na burmistrza?
Krzysztof Nowak, zapytany kilka dni temu przez przewodniczącego osiedla nr 7, czy planuje wystartować w tegorocznych wyborach, odpowiedzieć nie chce. Twierdzi, że namawiał do tego dwie kobiety, ale żadna się nie zgodziła.
Były burmistrz dodaje jednak, że za takie pieniądze burmistrzem być się nie opłaca.
– Jeśli ktoś chce pracować za to, co teraz Kaczyński proponuje, to życzę mu powodzenia – mówi. – Niech ktoś przyjdzie i jeździ za 7-8 tysięcy złotych – dodaje. Były burmistrz szybko wylicza, ile to czasu pochłania pełnienie takiej funkcji.
– Jedziesz na zebranie i 2-2,5 godziny „młócenia słomy” jest i każdy coś chce – mówi. – 25 zebrań wiejskich plus 8 w mieście, potem 7 strażackich, w międzyczasie kombatanci, harcerze, niepełnosprawni, renciści – wylicza Nowak.
Zdaniem byłego burmistrza najgorzej jednak jest spotkać się ze strażakami.
– Tam jak się nie napijesz, to nie żyjesz – mówi ze zrezygnowaniem, albo… znudzeniem. Bo przecież „fucha” w zarządzie powiatu takich poświęceń nie wymaga.
Facebook
YouTube
RSS