SAMORZĄD. Wiadomo, że w czasie pandemii ograniczony jest dostęp do urzędów. Mieszkańcy w zasadzie nie mogą tam wejść. A jak w tym czasie pracują rady gmin? „Nic teraz nie robią, a diety to biorą” – usłyszeliśmy przypadkiem na ulicy jednej z gminnych miejscowości. Sprawdzamy więc, jak to jest z tymi dietami. I z tą pracą rad gmin w czasie pandemii
Mieszkańcy często są krytyczni wobec swoich radnych, a już pobierane przez nich diety są nader często solą w oku. Trochę w tym winy samych radnych – bo, jak pamiętamy, czasem sobie podnoszą diety, a w tej kadencji wiele rad się na taki krok zdecydowało (czasem nawet trochę bez umiaru). Jak więc jest z pracą rad gmin teraz? Czy coś robią? Czy biorą diety? Mieszkańcy powinni znać odpowiedzi na takie pytania, skoro – jak się okazuje – miewają wątpliwości.
To pracują czy nie?
Powszechnie wiadomo, że ograniczony jest dostęp do urzędów – dla mieszkańców. Wiadomo też, że obowiązuje konieczność zachowania odpowiedniej odległości pomiędzy osobami. Obie te okoliczności wydają się przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu rad miejskich czy gminnych. Nic dziwnego, że ktoś może pomyśleć, że od miesiąca radni nic nie robią. Jak to jest faktycznie?
W Kłobucku w okresie, w którym obowiązują ograniczenia – jak dowiadujemy się w biurze rady – rada miejska nie zaprzestała działalności. Teraz na piątek zaplanowano posiedzenie komisji. Na koniec kwietnia jest zaplanowana sesja. Obrady odbywały się też wcześniej w marcu. Można więc przyjąć, że radni działają niezależnie od ograniczeń czasu epidemii.
W Krzepicach dosłownie ostatnio odbyły się dwa posiedzenia komisji rady – oba w formie zdalnej. Jak mówi nam sekretarz gminy, da się to przeprowadzić w ten sposób, choć już kolejne posiedzenie, które odbędzie się w najbliższym czasie, raczej zostanie zorganizowane z osobistym udziałem radnych. W komisji jest zawsze mniej osób niż w całej radzie, da się te osoby posadzić bezpiecznie daleko od siebie. Gdyby sytuacja epidemiologiczna miała się pogorszyć – kolejna sesja też odbędzie się zdalnie. Ale raczej optują tu za tym, by spotkać się w sali. Z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Tak czy inaczej – rada funkcjonuje również w okresie pandemii.
W Miedźnie w kwietniu kończono posiedzenie, które rozpoczęło się w marcu. Ta druga część sesji, po świętach, odbyła się w trybie częściowo zdalnym. Radni, którzy przybyli jednak do sali obrad, byli rozsadzeni daleko od siebie. Praca przebiegała więc w zmienionej formie, ale w zasadzie normalnie. Na koniec kwietnia mają też już zaplanowane spotkanie komisji rewizyjnej.
W jak najmniejszym gronie
W Lipiu sesja odbyła się normalnie, 17 kwietnia. Starano się za to o to, by poza radnymi pojawiło się na obradach jak najmniej osób. By zachować dystans. Wcześniej sesja odbyła się tu 20 marca. W tym okresie było też kilka spotkań komisji rady. Czyli w zasadzie wszystko jakby w normalnym trybie, jak przed epidemią.
W Popowie spotykali się już podczas epidemii na sesji nadzwyczajnej. Pisaliśmy zresztą o tym – bo była to jedna z pierwszych sesji z zachowaniem nowych zasad bezpieczeństwa epidemiologicznego. Natomiast teraz, do końca miesiąca, już obrad nie planują. Chyba że znów zdarzy się pilna potrzeba podjęcia decyzji. Bo – o tym też już pisaliśmy – wiele terminów biegnie mimo epidemii i rady gmin po prostu muszą podejmować określone decyzje w określonym czasie.
W Przystajni obradowali normalnie już w czasie ograniczeń związanych z koronawirusem. Sesja odbyła się 30 marca. Kolejna będzie 27 kwietnia komisja oświaty. Wstępnie planuje się następną sesję na początek maja. Tak jak w innych latach – zdarzają się miesiące bez sesji, ale i takie, w których są dwa posiedzenia. Nie widać tu szczególnych zmian z powodu epidemii. No, może poza tym, że myśli się o ostrożności. Jak się dowiadujemy w biurze rady, radni sugerowali, by majową sesję przeprowadzić nie w sali narad w urzędzie, a w domu kultury. Tam po prostu w dużej sali można rozstawić stoły daleko od siebie i zachować bezpieczny dystans między radnymi. I słusznie.
W Opatowie sesji w kwietniu nie było. Ostatnia odbyła się 13 marca, czyli już po pojawieniu się pierwszych chorych na COVID-19 w Polsce, ale jeszcze przed wprowadzeniem ograniczeń. Tak czy inaczej już wtedy sporo dyskutowano podczas obrad właśnie o koronawirusowych ograniczeniach w działaniu gminy. Na razie wstrzymują się z kolejną sesją. Ale, jak się dowiadujemy, powoli gromadzą się decyzje do podjęcia, nad którymi rada musi się pochylić. Zapewne w maju sesja się odbędzie. Jak słyszymy w biurze rady – jest jeszcze takie wyczekiwanie na zniesienie ograniczeń, na czas, gdy będzie bezpieczniej. Ale to czasowe.
Nie udało nam się porozmawiać na ten temat z urzędnikami z Panek i Wręczycy. W Pankach jest stale „głuchy telefon”. We Wręczycy w biurze rady nie mają uprawnień do udzielania informacji prasie, a podany nam kontakt do przewodniczącego Prubanta niewiele zmienił – bo przewodniczący był dla nas nieosiągalny. Z materiałów gminy wiemy, że Marek Prubant odwołał marcową sesję. I dotąd nie opublikowano zapowiedzi kolejnych takich obrad.
Co z dietami?
Jeśli chodzi o diety, to tu trzeba sobie wyjaśnić pewną rzecz podstawową. W tutejszych gminach są one płacone ryczałtem za miesiąc. I niezależnie od tego, jak intensywna praca odbywała się w danym miesiącu. Przepisy wprowadzone na czas epidemii nie dały możliwości odgórnego regulowania diet radnych. W wydziale finansowym kłobuckiego magistratu mówią nam wprost: nie ma przepisu, na którego podstawie można by dietę za ten okres obniżyć. Nadal wysokość diety jest więc decyzją samych tylko radnych. To rada gminy musiałaby podjąć decyzję o ich obniżce za okres epidemii. Czy tak się gdzieś stanie?
Nie sądzimy. Bo, jak wynika z wcześniej opisanej sytuacji w gminach, nie można powiedzieć, że w ostatnim miesiącu gdzieś działalność rad ustała zupełnie. W większości gmin słyszymy zresztą, że nie ma informacji, że planuje się jakąkolwiek decyzję o obniżeniu diet. No, może w niektórych gminach będą dyskutować o całej sytuacji. Ale i tego jeszcze nie wiadomo.
Sprawa sumienia
Są jednak pewne warte odnotowania pozytywne sygnały. Radny może w tym okresie wziąć dietę – i wedle przepisów będzie to dieta w pełnym wymiarze – a potem samodzielnie przeznaczyć ją na jakiś szlachetny cel. Na przykład na walkę z koronawirusem. Pisaliśmy niedawno, że na taki gest zdecydował się jeden z radnych w Krzepicach. Zaraz potem otrzymaliśmy sygnały o kilku innych radnych, którzy się zdecydowali na podobny krok. I dietę – a czasem także inne prywatne środki – wydali na potrzeby publiczne, a nie własne. Nie będziemy tu wyliczać tych osób, bo na pewno nie mamy pełnej ich listy. Tak czy inaczej: są radni, którzy wiedzą, jak dziś można zrobić najlepszy pożytek z diety. Czasem są to decyzje zbiorowe. Jak w Opatowie, gdzie wspólnie postanowili, by z diet zrzucić się po trzysta złotych i przeznaczyć to na potrzeby walki z epidemią. W kilku gminach zasugerowano nam, że podobne inicjatywy i u nich są możliwe. Zawsze pozostaje to jednak dobrą wolą samych radnych. Są wśród nich tacy, którzy w trudnych czasach chętnie podzielą się dietą. Są pewnie i inni, którzy za najważniejsze potrzeby uznają te własne.




Facebook
YouTube
RSS