Ludzie z pasją

Krzepicki dziejopis

Krzepicki dziejopis

WYWIAD. W pierwszej odsłonie małego cyklu – rozmów z mieszkańcami naszego powiatu, którzy mają wielkie pasje lub po prostu robią coś niezwykłego, ciekawego – odwiedzamy miłośnika i niestrudzonego popularyzatora historii krzepickiej małej ojczyzny, Romualda Cieślę

„Gazeta Kłobucka”: Przedstawia się pan: „Romuald Cieśla z Krzepic”. Od kiedy datuje się ta silna, podkreślana pana więź z Krzepicami?
Romuald Cieśla: Miałem takie burzliwe losy. Ojciec mi umarł, jak miałem sześć lat. Mieszkałem w Załęczu Małym. Potem mama wyszła za mąż, w 1967 roku. I zamieszkałem na Kuźniczce. Później mieszkałem w Nowokrzepicach koło synagogi. Gdzieś do 1976 roku. Teraz mieszkam w Krzepicach. Ponieważ tak to się jakoś toczyło, że dotarłem do Krzepic, to uważam, że jestem krzepiczaninem. Choć krzepiczanie może myślą o mnie inaczej.
GK: Opowieściami z dziejów Krzepic sypie pan jak z rękawa. W wielu lokalnych sprawach dostrzega pan historyczne tło. Czy interesuje pana głównie blask dawnych Krzepic? Czy może po prostu dzieje ojczyste?
R.C.: Interesuje mnie i blask dawnych Krzepic, i historia po prostu. W tej chwili mam zebrany materiał o Żydach kłobuckich, częstochowskich i wieluńskich, ale przede wszystkim krzepickich. Chciałbym, jeśli uda mi się to zrobić, wydać to jako książkę, żeby po prostu uchronić przed zapomnieniem nazwiska tych ludzi. Tych, którzy tutaj żyli, działali i stanowili połowę mieszkańców Krzepic w niektórych okresach.
GK: Po co nam dzisiaj historia? Zwłaszcza ta lokalna? Co by pan odpowiedział sceptykom?
R.C.: Uważam, że historię naszej ojczyzny trzeba poznawać poprzez historię lokalną. Bo wszystko, co się działo także tam gdzieś, wysoko, trafiało i do takich miejscowości, jak Krzepice, Parzymiechy, Truskolasy i inne. Uważam, że jeśli w całej Polsce ludzie zajmą się zbieraniem materiałów o swoich miejscowościach, to z tych cegiełek poskłada się całość – to będzie nasza historia, ta trochę inna niż pisana w podręcznikach. Bo tutaj, lokalnie, działy się też ważne rzeczy. Czytałem przedwojenną prasę z regionu. Dokładnie. Mam więc trochę inne wyobrażenie o tym, co się działo tutaj, na tych terenach, niż to, które wynika z podręczników szkolnych. To też chciałbym choć w części przekazać. Jeżeli oczywiście znajdę pieniądze na wydanie książki.
GK: Pan od lat przekonuje, że II wojna światowa zaczęła się najwcześniej właśnie u nas, pod Krzepicami.
R.C.: Jestem przekonany, że tak się stało. Tutaj atakowały duże siły niemieckie i to wszystko, co się tu wydarzyło, na pewno jest do odnalezienia w archiwach niemieckich. Włodzimierz Frąckiewicz i Sławomir Koehler nakręcili film o wybuchu II wojny światowej pod Krzepicami. Te firmy i w tym roku będą po raz kolejny przypominane na antenie TVP Historia. Mam takie informacje od osób układających program. Uważam, że to też pewne osiągnięcie, że są filmy, które mówią inaczej: że nie na Westerplatte, nie w Wieluniu, ale tutaj, pod Krzepicami, w Podłężu Królewskim, zaczęły się działania wojenne. I trzeba za tym „chodzić”, aby ta wiedza została szeroko uznana. Już rok temu, gdy podczas uroczystości rocznicy wojny było tu wojsko, to już to się jakoś dobrze zaczęło. Myślę, że jest tu ważna zasługa pana pułkownika Gładysza. I wielu innych ludzi.
GK : Ta ostatnia wojna bardzo odmieniła Krzepice. Co dziś zrobić z tym dawnym, wielokulturowym dziedzictwem miasta?
R.C.: Myślę, że w tej chwili dzięki innej postawie ludzi w Krzepicach, między innymi dzięki „Gazecie Kłobuckiej”, dzięki staraniom liceum atmosfera nie jest już tutaj podgrzewana przeciwko Żydom, a dzieje się wręcz odwrotnie. Udało się znaleźć pieniądze na odbudowę synagogi. Myślę, że gdy się ją odbuduje, ludzie oddadzą to, co mają gdzieś tam pochowane, co dotyczy wybuchu II wojny światowej albo należy do eksponatów żydowskich – ja też mam kilka rzeczy, które chcę nieodpłatnie przekazać do tego muzeum – i będzie to świadczyć o tym, że ci Żydzi tu byli, mieszkali i budowali to miasteczko na równi z katolikami.
GK: Czy cieszy pana, że w ostatnich latach także zawodowi historycy interesują się Krzepicami?
R.C.: Zawsze się cieszę, jeśli ktoś się włącza do tego rodzaju działań. Uważam, że do tej pory historycy zawodowi bardzo mało zrobili w sprawie historii wybuchu II wojny światowej. Cały czas idzie się w tej sprawie jakoś tak po najmniejszej linii oporu. Powinno się uszanować miejsce Krzepic w tej historii. Jeśli coś działo się tutaj – to bez względu na to, czy Krzepice są małym miasteczkiem czy metropolią. Powinno się doprowadzić do tego, aby historia była opowiadana zgodnie z prawdą. Nie ujmuję tu niczego Westerplatte czy Wieluniowi, czy innym miejscom w Polsce, gdzie też dużo się działo. Incydenty były w różnych miejscach. Ale u nas nie można mówić, że tu wydarzył się tylko incydent, jeżeli niemieckie armie przekroczyły tu granicę, a pierwsi Niemcy byli tu widziani po polskiej stronie granicy już o 3.30 [podaje się, że bombardowanie Wielunia rozpoczęło się o 4.40 – dop. red.], gdy ostrzelali po naszej stronie granicy patrol kolarzy [żołnierzy na rowerach – dop. red.]. Czyli musieli przekroczyć granicę jeszcze wcześniej. Zbudowali most pontonowy i w Podłężu Królewskim byli już po północy. Zebrałem na to dowody w postaci relacji świadków, którzy mieszkali w Podłężu. Po prostu oni tego doświadczyli.
GK: Wydarzenia z dziejów Krzepic uwiecznił pan również w metalu. Mam tu na myśli drzwi krzepickiego kościoła, które pan ozdobił.
R.C.: Drzwi Krzepickie repusowane w blasze miedzianej to trochę wynik zawodu, który wykonywałem. Najpierw byłem złotnikiem. Gdy chodziłem do szkoły plastycznej, były zajęcia z tego repusowania w blasze [wybijanie zagłębień w blasze metodą na zimno – dop. red.]. Chciałem zrobić tą techniką coś takiego, jak Drzwi Krzepickie. Na nich w skrócie jest ukazana historia Krzepic. Zrobiłem je tak, jak umiałem. Zawsze można zrobić lepsze. Robiłem też drzwi w kościele Bożego Ciała w Wieluniu. Dla mnie Drzwi Krzepickie to jest też szczególna pamiątka, bo pomagał mi w ich wykonaniu mój syn, który już nie żyje. Łukasz. Zawsze to wspominam, gdy przechodzę przez te drzwi do kościoła. Na tych drzwiach też zaznaczyłem wybuch II wojny światowej. Może nie jest to wydarzenie pozytywne, ale uważam, że trzeba o tym pamiętać. Bo Niemcy wyrządzili nam bardzo wiele krzywd.
GK: Dziękuję za rozmowę.
(rozmawiał Jarosław Jędrysiak)

3 komentarze

3 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ludzie z pasją

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Ludzie z pasją