PROBLEM. Okazuje się, że wśród beneficjentów programu 500 plus w gminie Lipie zdarzają się rodzice, którzy zalegają z opłatami na wyżywienie swoich dzieci np. w szkolnych stołówkach. Dziwna sytuacja. A może wcale nie taka dziwna? Jak to jest, że pieniądze na dzieci biorą, a na opłaty za dzieci brakuje?
Pogram 500 plus w oczywisty sposób zasila domowe budżety, ale od zawsze była mowa, że przede wszystkim są to środki do wydania na dzieci. Praktyka potrafi być zupełnie inna. Mamy przykład.
Źródłem przykładu jest gmina Lipie. Ale bardzo możliwe, że to nie wyjątek. Podczas ostatniej sesji wójt Bożena Wieloch podkreśliła w swoim sprawozdaniu, że nie zdarzyło się, aby ktoś z rodziców nie otrzymał pieniędzy z tego programu w przewidzianym terminie. Środki te są wypłacane na czas. Coś dziwnego dzieje się jednak dalej. Jak się okazuje, wśród rodziców korzystających z 500 plus są i tacy, których dzieci korzystają w placówkach oświatowych i wychowawczych na przykład z dożywiania. Wiadomo: także po to powołano cały ten program, by rodzicom starczało i na to, by dzieci nie chodziły głodne. Co się dzieje zatem w gminie Lipie, że w ogóle o tym piszemy?
Otóż choć pieniądze z 500 plus wszyscy dostają na czas, to są rodzice, którzy to świadczenie biorą, ale… zalegają z opłatami właśnie za wyżywienie dzieci w przedszkolu. Na co więc idą te pieniądze, które dostają z naszych podatków? Czy program 500 plus w tej formie działa, czy – jak chcą krytycy – ułatwia niektórym rodzicom zaspokajanie zgoła innych potrzeb? Nie przesądzamy tu powodów. Po prostu trudno nie mieć wątpliwości.
Krytycy 500 plus zwracali uwagę, że forma wypłaty środków nie gwarantuje, że trafią one właśnie na potrzeby dzieci. Problem jednak nawet nie w tym, że trafić mogą czasem na coś innego, na inne autentyczne potrzeby rodziny. A w tym, że nawet na tak elementarną sprawę, jak zasilenie tymi środkami wyżywienia dziecka, nie starcza. Nie sposób nie stawiać pytania: na co te pieniądze wydano?
Może jednak dla „trudnych przypadków” powinny być bony na konkretne zakupy, a nie gotówka, którą można wydać, powiedzmy, „na rozrywki” – takie wcale nie dla dzieci? Bo pewnie i tak się zdarza. A może iść jeszcze dalej i dawać to wsparcie jako ulgę w podatkach? Cóż, czemu tak naprawdę służy ten program w Polsce, już chyba dobrze wiadomo. Statystyki wskazują, że nie służy natomiast eksplozji dzietności.
Co zrobi gmina, której zalegają z opłatami za wyżywienie, choć biorą te 500 plus?
Wójt stwierdziła podczas sesji, że będzie sugerowała zgłaszanie takich przypadków do sądów rodzinnych. „Dlaczego rodzic w pierwszej kolejności nie uiszcza z 500 plus opłat za wyżywienie dziecka?” – pytała retorycznie wójt podczas sesji.
My też tego nie rozumiemy. Albo… rozumiemy. No i sądzimy, że dla niektórych system z marchewką, ale bez bata, najwyraźniej nie działa. A finansujemy ten system wszyscy. (jar)



Facebook
YouTube
RSS