O problemach z opróżnianiem kłobuckiego punktu selektywnej zbiórki odpadów było głośno jakiś czas temu, ale do dziś nie jest jeszcze zakończona sprawa roszczeń, jakie są w tej sprawie ze strony miasta wobec spółki, która się tym miała zajmować. Teraz ma zostać zawarta ugoda. A miasto ma dostać dodatkowe pieniądze. Czy to korzystne – rozmawiano na sesji
Toczy się jeszcze sprawa regulowania należności za usunięcie odpadów z punktu ich selektywnej zbiórki w Kłobucku. Tu stronami są miasto i firma PZOM Strach. Chodzi tu jeszcze o realizację zadań określonych w umowie z 2018 roku. O wielu perypetiach związanych ze śmieciami na PSZOK-u zresztą już pisaliśmy wtedy na bieżąco. Zwłaszcza że sprawa była często podnoszona też na forum samorządowym, bo śmieci tam czasowo zalegały.
Podczas sesji w końcu czerwca burmistrz Jerzy Zakrzewski poinformował, że firma wyraziła wolę polubownego zakończenia sprawy roszczeń, które z tytułu problemów z odpadami na PSZOK-u ma gmina. Spółka zaproponowała, że wystąpi do sądu z wnioskiem o zawarcie ugody z gminą. I że wypłaci Kłobuckowi nieco ponad 63,5 tysiąca – jako uzupełnienie kwot zabezpieczenia i kar umownych, co w sumie ma pokryć koszty usunięcia odpadów z PSZOK-u w całości. – Jak urząd miasta odnosi się do tej propozycji firmy? – pytał podczas sesji radny Bartłomiej Saran.
– Ta propozycja była znana, przekazywałem informacje na ten temat wcześniej – zaczął burmistrz.
– Problem polegał na tym, że ta deklaracja padła prawie rok temu, jak jeszcze żył poprzedni właściciel tej spółki. Dostaliśmy pismo, które wymagało głębszej analizy i podjęcia decyzji. Poprosiłem radców prawnych o opinie na temat naszych szans uzyskania roszczeń większych niż to, co proponuje spółka. Z opinii wynika, że jeśli spółka by tylko podtrzymywała tę deklarację, to w zasadzie na ten moment jest to chyba najlepsze rozwiązanie dla nas. I pokrywające w całości roszczenia dotyczące oczyszczenia PSZOK-u – wyjaśnił w odpowiedzi Zakrzewski. Szansa na dodatkowe odszkodowania ma być tu bardzo nikła. Podczas sesji zajmujący się tą sprawą mecenas przyznał, że gmina posiada roszczenia o kwotę większą, w związku z naruszeniem zobowiązania przez firmę, więc miałaby prawo dochodzenia odszkodowania. Ale posiadana wiedza w sprawie wskazuje, że firma w toku ewentualnego procesu może mieć łatwość wykazania, że nie ponosi winy w zakresie odpowiedzialności odszkodowawczej. Krótko mówiąc: roszczenia miasta najpewniej i tak zostałyby oddalone, a występowanie o nie mogłoby się skończyć tym, że z budżetu miejskiego trzeba by ponieść koszty sądowe. No i niezgoda na zawarcie ugody mogłaby też spowodować, że z kolei firma będzie mieć jakieś własne roszczenia. Krótko mówiąc, jeśli jest wola porozumienia, to tę sprawę najlepiej zamknąć. Zwłaszcza że miasto odzyska jeszcze dodatkowe pieniądze i to, jak powiedział burmistrz, w zasadzie pokrywa zasadnicze roszczenia na ten moment. (jar)


Facebook
YouTube
RSS