BEZPIECZEŃSTWO. To zwykle jedne z najgorszych wypadków drogowych na trasach szybkiego ruchu. Dochodzi do nich, gdy ktoś pomyli zjazd z wjazdem – i potem jedzie drogą dwujezdniową pod prąd. Po pasie, gdzie prędkości nadjeżdżających z naprzeciwka są ogromne. Nowe znaki mają ograniczyć tego rodzaju pomyłki
Takie przypadki się niestety zdarzają. W internecie od czasu do czasu zamieszczane są filmy pokazujące, jak ktoś jedzie drogą dwujezdniową – ekspresówką czy autostradą – pod prąd. Najczęściej to skutek błędu popełnionego już na węźle. Budowa niektórych z nich jest taka, że bez zachowania odpowiedniej uwagi można pomyłkowo wybrać niewłaściwą drogę i na trasę wjechać właśnie pod prąd. Dochodzi wtedy nieraz do okropnych wypadków. W naszym rozległym regionie głośno było o takim w zeszłym roku, na ekspresowej S8, na odcinku między Wieluniem a Wrocławiem. U nas w powiecie też mamy autostradę. A taki błąd kierowcy może się potencjalnie wszędzie zdarzyć.
Jest oczywiste, że to błąd i nieuwaga kierowcy. Wjazd na właściwą jezdnię węzła jest zawsze oznakowany, a po ewentualnej pomyłce można się jeszcze zorientować choćby po zaobserwowaniu ustawienia znaków drogowych. I wycofać się choćby w ostatniej chwili. Ale praktyka pokazuje, że czasem jest inaczej. I zdarza się jazda pod prąd po drogach dwujezdniowych. Dlatego zdecydowano się, by i u nas – wzorem Niemiec, Austrii i części innych krajów – dodać specjalny znak dla tych, którzy się jednak pomylą. I wjadą na łącznicę pod prąd. Znak taki ma im jasno pokazać, że jadą źle. I dać szansę na wycofanie się zanim wjadą pod prąd na główną jezdnię drogi szybkiego ruchu. Powodując ogromne zagrożenie dla siebie i innych.
Znak ma rzucać się w oczy. To umieszczona na żółtej tablicy czarna ręka ze znakiem „Zakaz wjazdu” pośrodku. Chodzi o to, by znak taki rzucał się w oczy nawet tym, którzy byli w stanie przegapić inne znaki i pojechać źle, pod prąd. Na początek nowe tablice ustawiono tam, gdzie notowane były przypadki wjeżdżania pod prąd przez nie dość uważnych kierowców. Drogowcy podkreślają, że stosowne oznakowanie i sam układ jezdni wymusza prawidłową jazdę, ale i tak niektórzy są w stanie popełnić w takim miejscu błąd. Cena tego błędu potrafi być tragicznie ogromna. Więc warto sięgać po dobry pomysł z zagranicy i stawiać takie tablice.
Na razie nowych znaków nie ustawiono jeszcze w naszym bliskim regionie, co może dobrze świadczyć o bezpieczeństwie tutejszych węzłów. Ale wkrótce pojawi się ich więcej w naszym województwie, a pewnie z czasem będą wszędzie, gdzie mogą zapobiegać tragicznym błędom kierowców. Tak formalnie rzecz biorąc te tablice to nawet nie są znaki drogowe. Bo znaków nie stawia się tam, gdzie nie powinno być kierowców – a nie powinno ich być jadących pod prąd na drodze jednokierunkowej. Drogowcy podkreślają jednak, że chodzi o wzmocnienie obowiązującej organizacji ruchu. Mniejsza już, czy przy pomocy znaku czy tablicy, która po prostu znak drogowy przypomina. (jar)



Facebook
YouTube
RSS