PRZESTRZEŃ MIEJSKA. Liczba obywateli Ukrainy w naszym otoczeniu ogromnie wzrosła. Przyczyny są wszystkim znane. Główny sprawca tej wymuszonej „wędrówki ludów” siedzi „o pięćset mil na swej stolicy”. Czy tymczasem nie warto by ułatwić wszystkim funkcjonowania, dodając parę napisów informacyjnych w języku znanym uchodźcom?
Propozycja wprowadzenia oznaczeń i tłumaczeń w języku ukraińskim do przestrzeni publicznej miasta pojawiła się w Częstochowie. W formie interpelacji klubowej Klubu Radnych Niezależnych „Wspólnie dla Częstochowy”. Interpelacja nie jest, co jasne, decyzją w tej sprawie. Ale można uznać, że poza swym formalnym, samorządowym charakterem, poddaje tę kwestię pod publiczną dyskusję. Radni z Częstochowy sugerują, by takie uzupełnienie napisów informacyjnych objęło tamtejszy magistrat, spółki świadczące bezpośrednio usługi dla mieszkańców, strefę płatnego parkowania wraz z parkomatami. Czyli miejsca, gdzie osoby przybyłe teraz w dużej liczbie, a nieznające polskiego, mogą mieć codzienny kontakt z naszą infrastrukturą i czynnikami oficjalnymi.
Być może jest to kwestia warta rozważenia także poza Częstochową, także u nas. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o wprowadzenie jakiejś dwujęzyczności, bo to ani potrzebne, ani sensowne. Ale tam, gdzie uchodźcy pojawiają się często, wszystkim byłoby wygodniej, gdyby mogli kluczową informację sami przeczytać, a nie czekać, aż im ktoś z miejscowych przetłumaczy, wyjaśni, pokaże. To by po prostu służyło obu stronom, a przyjezdni – dzięki dostępowi do takich informacji bardziej samodzielni – nie czuliby się ciężarem, no i nie byliby przez nikogo tak odbierani. Nie w tym rzecz, by tłumaczyć od razu wszystko. Ale te kluczowe informacje czy oznaczenia, jakieś wskazówki, gdzie się kierować, gdzie dopytać o to czy owo, gdzie załatwić sprawy, które uchodźca może mieć do załatwienia – może by warto podać zainteresowanym w ich języku? Teraz, w tym szczególnym okresie, mogłoby to być pomocne. No a chyba wszyscy liczymy, że ta pełna bestialstwa wobec cywilów wojna jednak długo nie potrwa i nasi dzisiejsi goście, zgodnie z często słyszanymi deklaracjami, wrócą do siebie, gdy tylko zniknie bezpośrednie zagrożenie dla życia – zwłaszcza życia ich dzieci. (jar)



Facebook
YouTube
RSS