CIEKAWOSTKA. Sprawa z regionu, ale piszemy o tym, bo sytuacja może się kiedyś zdarzyć każdemu, więc warto wiedzieć, jak jej zaradzić. Inspektor ITD był do tego przeszkolony
Sytuacja dość niecodzienna. Wydarzyła się w poprzedni wtorek w Katowicach. Jedną z głównych ulic jechała autem kobieta. Pech, że coś się z tym autem nagle stało, gdy akurat trzeba się było zatrzymać na światłach. Silnik wymknął się spod kontroli, nabrał wysokich obrotów, a z rury wydechowej zaczął walić dym. Chmura zakryła drogę. Kobieta próbowała wyłączyć silnik – wyjęła kluczyk ze stacyjki. Ale to nic nie dało.
Tą samą drogą przejeżdżał akurat inspektor ITD. Wsiadł za kierownicę auta, wrzucił najwyższy bieg i równocześnie wcisnął hamulec. Obciążony silnik zgasnął. Inspektor ITD, który w ramach pracy jest też diagnostą i kontroluje auta, po prostu wiedział, jak się zachować.
Co się tak właściwie stało? Sytuacja może dotyczyć auta z silnikiem diesla. Dochodzi do samodzielnego spalania oleju w silniku po niekontrolowanym samozapłonie. Proces zwiększa mocno obroty turbosprężarki. Nazywa się to rozbieganiem silnika. Osiąga on obroty znacznie wyższe niż normalnie. Kierowca traci kontrolę nad nim – jeśli brać pod uwagę zwykłe metody. Ten stan może trwać, aż silnik się uszkodzi albo aż wypali się całe paliwo. Aby zatrzymać taki silnik, trzeba zrobić to, co inspektor ITD. Potocznie mówiąc: „udusić go”. Wcisnąć hamulec i jednocześnie wrzucić wysoki bieg. Obciążony w ten sposób silnik – gdy auto jest zahamowane, więc nie ruszy – się zatrzyma.
Fachowcy wskazują, że choć przypadki takie nie są częste, to obserwuje się wzrost ich ilości. Może to taki efekt uboczny obecnych mocno wyrafinowanych technologii. Warto więc wiedzieć, jeśli się ma diesla, jak zaradzić problemowi. (jar)


Facebook
YouTube
RSS