Kłobuck ma zapewnione z Polskiego Ładu prawie 7,2 miliona złotych dofinansowania na przebudowę i budowę infrastruktury sportowej na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kłobucku oraz takiego samego typu infrastruktury przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Kamyku. Zawyżone koszty okazują się jednak takie, że prawdopodobnie żadnej budowy nie będzie
Były piękne ceremonie wręczania przez polityków czeków Polskiego Ładu o wielkości tablicy reklamowej. Program zapewnia niespotykanie wysoki procent dofinansowania do inwestycji. Ale w praktyce to wszystko na nic. Choć są od rządu z Polskiego Ładu grube miliony na duże inwestycje w gminach, to w obecnej sytuacji gospodarczej w państwie rynek okazuje się bezlitosny. Wszystko zabijają koszty. Możliwe, że pozostaną więc piękne zdjęcia z symbolicznymi czekami na miliony, które rząd rozdaje, ale których w praktyce i tak nie można wziąć. Na realizację inwestycji praktycznie nie ma szans.
Ambitne plany, potrzebne inwestycje
Korzystając ze środków Polskiego Ładu w Kłobucku zamierzano zrealizować duże zadanie związane z infrastrukturą sportową. Środki z dotacji oferowano wysokie, wkład własny gminy wystarczyłby skromny, więc aby sięgnąć po jak najwięcej rządowej pomocy w Kłobucku – jak zresztą w wielu gminach – zamierzano załatwić od razu kilka pilnych spraw. To jedno duże zadanie zawierało w sobie cztery elementy. Występując o środki z Polskiego Ładu założono realizację z ich pomocą termomodernizacji hali na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji w Kłobucku, budowę bieżni na kłobuckim stadionie, budowę trybun w tej samej lokalizacji oraz rozbudowę infrastruktury sportowej w Kamyku.
Przy wszelkich dofinansowaniach procedury są czasochłonne, w przypadku tych zadań korzystano więc z najnowszej dostępnych wówczas kalkulacji kosztów – przy czym były to opracowania wykonane jeszcze przed ogromnym skokiem cen i kosztów, który nastąpił na rynku budowlanym w Polsce. Po prostu gdy ustalano te kosztorysy, zupełnie inaczej wyglądała inflacja, zupełnie inaczej kosztowały paliwa, różniła się też sytuacja na rynku pracy i inne kwestie, które wpływają na koszt realizacji inwestycji. W efekcie Kłobuck dostał na te wspomniane cztery zadania z zakresu rozbudowy infrastruktury sportowej dotację z Polskiego Ładu w wysokości blisko 7,2 miliona złotych. Polski Ład ma to do siebie, że teoretycznie pozwala gminom na dołożenie ledwie kilku procent z lokalnego budżetu. I powinno wystarczyć. Wiele gmin miało więc nadzieję na realizację dawno odkładanych kosztownych inwestycji. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Także w Kłobucku.
Gigantyczne koszty lub brak chętnych
Cztery zadania z zakresu infrastruktury sportowej rozpisano w Kłobucku na trzy przetargi. W efekcie na termomodernizację hali na terenie OSiR-u nie uzyskano ani jednej oferty. Realizację zagospodarowania terenu przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Kamyku zaproponowano za cenę ponad 3,3 miliona złotych. Natomiast na budowę bieżni i trybun w Kłobucku wpłynęła jedna oferta – oferent zrealizowałby te dwie z czterech części zadania budowy infrastruktury sportowej w gminie Kłobuck za kwotę ponad 8,2 miliona złotych.
Łatwo zauważyć: na wszystkie cztery części miasto dostało z Polskiego Ładu 7,2 miliona, na dwie z czterech musiałoby wyłożyć o ponad milion więcej. A do tego znaleźć ponad trzy miliony dodatkowo na inwestycję w Kamyku i kolejne miliony na termomodernizację hali – jeśli by się w końcu znalazł ktoś chętny zrealizować to zadanie. Zamiast kilku procent i kilkuset tysięcy do kwoty dotacji z Polskiego Ładu miasto musiałoby dołożyć do tych rządowych siedmiu milionów pewnie drugie tyle. Pytanie tylko, skąd miałoby wziąć takie pieniądze.
Wsparcie, którego nie uda się wziąć?
W mediach ogólnopolskich politycy reprezentujący formację rządową niejednokrotnie powtarzają informacje o niespotykanie wysokich dofinansowaniach do lokalnych inwestycji samorządowych, z których można skorzystać właśnie w ramach Polskiego Ładu. Ta informacja „idzie w eter”. Mieszkańcy słyszą, że ich gminy dostają jakieś gigantyczne pieniądze. Lada moment podniosą się głosy, że samorządowcy mimo tych pieniędzy niczego nie robią. Tymczasem nie robią – bo nie mogą. Nie mają za co, żeby dołożyć do obecnych kosztów. To jest więc tak – idąc w obrazowe przykłady – jakby statystyczny Kowalski dostał trzysta tysięcy na nowe mieszkanie, zadowolony poszedł z tym do dewelopera i dowiedział się, że w tym roku za to mieszkanie musi wyłożyć sześćset tysięcy. Skoro takich środków nie ma – to na nic mu te otrzymane pieniądze, bo na nic innego wydać mu ich nie wolno.
Polski Ład to faktycznie spore kwoty dofinansowania, ale i ściśle określone zasady korzystania z nich.
– Jest problem, bo Polski Ład został tak skonstruowany, że gmina składa wniosek na zadanie pod nazwą „rozbudowa infrastruktury sportowej”, w w ramach niego mieszczą się te cztery konkretne zadania. Żeby te pieniądze z dotacji skonsumować, trzeba wykonać od razu wszystkie te zadania składowe. Nie można ograniczyć się tylko do części z nich – mówił podczas ostatniej sesji Jerzy Zakrzewski.
Burmistrz podkreślił, że w obecnej sytuacji, po tym niedawnym przetargu, nie da się dołożyć z własnych środków i skorzystać z tych ponad siedmiu milionów dotacji, aby ruszyć z budową bieżni i trybun. Po prostu nie można zadania okroić, zrezygnować z termomodernizacji hali i inwestycji w Kamyku, bo wtedy miasto tych 7,2 miliona z Polskiego Ładu nie dostanie.
Większość samorządów nie skorzysta z Polskiego Ładu
Szansa na realizację dużych inwestycji z pomocą środków Polskiego Ładu wyglądała na wcześniej niespotykaną doskonałą okazję na zabezpieczenie wielu potrzeb mieszkańców. W praktyce okazuje się to wszystko wielkim zawodem – tym większym, że po rozbudzonych już nadziejach i po nagłośnieniu, jakie to środki i na co dostają gminy. W naszej okolicy wielkie plany wobec doinwestowania strefy przemysłowej mieli w Krzepicach, ale mimo kilku milionów dotacji z Polskiego Ładu koszty okazały się wynosić kilkanaście milionów. A takich kwot mała gmina nie ma skąd dołożyć. Problem dotyczy bardzo wielu samorządów.
– Potwierdzają się informacje z pierwszej transzy Polskiego Ładu, gdzie wiele gmin nie rozstrzygnęło przetargów i chyba ich nie rozstrzygnie. Czyli po prostu z tych środków nie skorzysta – poinformował radny Zakrzewski.
Burmistrz ma informacje z forum Śląskiego Związku Gmin i Powiatów. Ja referował, zrealizowano tam ankietę, z której wynika, że ze środków z pierwszego rozdania Polskiego Ładu aż około 60 procent gmin albo nie skorzystało wcale, albo zdecydowało się znacząco dopłacić, by środki z dotacji móc wziąć. Żadna z ofert przetargowych nie była choćby porównywalna z kosztorysami, które zostały opracowane wcześniej. Warto zaznaczyć, że przez wiele lat tak gigantycznych rozbieżności między kosztorysami i ofertami z przetargów nie bywało – a zawsze kosztorys uwzględnia ceny z okresu nieco przed przetargiem, bo po prostu powstaje wcześniej. To obecnie nastąpił taki gigantyczny skok cen i kosztów, że te kwoty po prostu zupełnie się rozjechały. I nie da się nic zrobić.
Co robią więc gminy?
Te, które mogą i decydują się dopłacić, robią to i jednak biorą dotacje z Polskiego Ładu. Przy czym o ile teoretycznie program zakładał kilkuprocentowy udział gmin w kosztach inwestycji, to obecnie realnie rośnie on gigantycznie. Zakrzewski podał, że wspomniana ankieta wykazała, że najmniejsza dopłata, którą dokonała śląska gmina, by wziąć środki z dotacji, wyniosła 9 procent. A największa – aż trzysta procent. Pomijając nawet konkretne cyfry: żeby w ogóle skorzystać z dotacji, w praktyce gminy często muszą szukać i dokładać dodatkowe miliiony. Nie tak to miało wyglądać.
Co zrobią w Kłobucku?
– Jaki mamy pomysł na rozwiązanie kwestii tych inwestycji z Polskiego Ładu? Bo wychodzi na to, że przetargi są anulowane ze względu na brak ofert albo oferty wpływają tak wysokie, że chyba nie będziemy w stanie realizować takich inwestycji – Pytał na sesji Bartłomiej Saran.
Radny też ma za sobą kontakty z samorządowcami z Lublińca, z Częstochowy – i tam problemy z przetargami i kosztami wyglądają podobnie do tych kłobuckich. Co więc dalej?
– Mamy jeszcze dziewięć miesięcy, by móc skorzystać z tych środków z Polskiego Ładu. Będziemy ogłaszać kolejne przetargi – zapowiedział Jerzy Zakrzewski.
Teoretycznie są szanse, że coś się zmieni. Bo i teraz, choć na termomodernizację sali nie złożono żadnej oferty, to firmy składały wiele zapytań, więc zainteresowanie postępowaniem jednak było. W opinii burmistrza na wysokie ceny ofertowe wpływa też sposób rozliczania się z wykonawcami, którzy obecnie zmuszeni są brać kredyty, by mieć środki na zadania, które realizują. To też podnosi koszty. Miasto wreszcie byłoby pewnie gotowe dołożyć (tu decyzja należy do radnych), gdyby jednak rozbieżności w kwotach nie były tak ogromne. Bo skoro na bieżnię i trybuny ma się zaplanowane nieco ponad 3 miliony – już nawet po podniesieniu kwot z kosztorysu o 30 procent – a oferta wpływa na ponad 8 milionów, to podjąć się realizacji takiego zadania nie ma jak. W efekcie miasto teoretycznie ma miliony dotacji – i zero szans na realizację inwestycji. (jar)



Facebook
YouTube
RSS