To cenna oddolna inicjatywa. W Pankach uczczono stulecie śmierci dawnego dzierżawcy tutejszego majątku ziemskiego. Osoba ta miała spory wkład w rozwój lokalnych instytucji w tej okolicy, a zginęła w wyniku morderstwa
Sto lat temu – 13 marca 2023 roku – bandyci zastrzelili go w ruinach byłej huty, gdzie dziś stoi kościół w Pankach. Waldemar Zejdler był osobą publicznie aktywną i zasłużoną dla Panek i okolicy w wielu sprawach. Jego rodzina miała związki z Więckami – tam urodził się 28 kwietnia 1882 roku. Potem był dzierżawcą dworu w Pankach i powiązanych z tymi dobrami około 120 hektarów. Ten związek z Pankami zaczął się w 1916 toku, czyli jeszcze podczas okupacji z czasów pierwszej wojny światowej. Zejdler, jako ewangelik, był jednak nie tylko dzierżawcą wyznaczonym przez władze – wówczas jeszcze niepolskie, bo Polski przecież wtedy jeszcze nie było, a dopiero miała się odrodzić. Na pamięć zasłużył sobie przede wszystkim tym, że swą pozycję społeczną wykorzystywał na rzecz lokalnej społeczności. Jego starania pomogły w powstaniu szkoły w Konieczkach w 1916 toku. Później, już w roku 1918, doprowadził do utworzenia straży pożarnej w Pankach i za swoje pieniądze kupił dla tej jednostki pompę i odpowiedni powóz. W tym samym roku pomagał w utworzeniu Urzędu Gminy w Pankach. Rok później założył Spółdzielnię Spożywców (późniejszą Gminną Spółdzielnię). Był więc z zamiłowania organicznikiem, osobą aktywnie uczestniczącą w odradzaniu się państwa polskiego w jego lokalnym, gminnym wymiarze.
Waldemar Zejdler był też sędzią pokoju w Truskolasach. Nie wiadomo, co spowodowało, że stał się ofiarą morderstwa. Można się dziś domyślać, czy chodziło o jakiś zwykły napad, o czyjąś chęć osiągnięcia korzyści w wyniku jego śmierci, a może o jakieś porachunki związane z tym, że pełnił funkcję sędziego – w końcu te tereny, wówczas pograniczne, nie były wolne od ciemnych interesów opartych na przemycie, więc osoba związana z wymiarem sprawiedliwości mogła mieć wrogów w takich szemranych kręgach. Niestety możemy się tylko zastanawiać. W każdym razie życie zasłużonego obywatela zakończyło się nagle i w dramatycznych okolicznościach. Owego 13 marca przed stu laty Waldemar Zejdler wracał do Panek bryczką. Była jedenasta w nocy. Tuż obok ruin huty – czyli obok dzisiejszego kościoła i obok stawu – bandyci zatrzymali bryczkę i wywlekli z niej swą ofiarę. Zejdlera zaprowadzono do piwnic ruin huty i pozbawiono życia czterema strzałami.
O tym, jak cenioną był postacią, poniekąd świadczą przekazywane w niektórych rodzinach wspomnienia. Gdy go chowano na cmentarzu w Truskolasach, kondukt pogrzebowy z Panek ciągnął się aż za górę, która jest na początku tej miejscowości. Wielu odebrało to morderstwo jako stratę człowieka cennego dla lokalnej społeczności. Choć ze zrozumiałych przyczyn nie ma już świadków, którzy by go pamiętali, to dobre wspomnienie o zamordowanym zostało przekazane następnym pokoleniom i przez nie przechowane do naszych czasów. To możliwe tylko wówczas, gdy wspominana osoba bardzo dobrze zasłużyła się wielu ludziom.
Dziś obchody setnej rocznicy śmierci Waldemara Zejdlera były stosunkowo skromne jak na skalę jego zasług, choć przede wszystkim ważne jest, że pojawiła się oddolna inicjatywa, by tę rocznicę uczcić. Organizacyjnie ogarnął to mieszkaniec Panek, Czesław Mirek. Msza święta za duszę społecznika sprzed lat, celebrowana przez księdza prałata Eugeniusza Sikorskiego, odprawiona została w poniedziałek. Uczestniczyła w niej delegacja z urzędu gminy z wójt Urszulą Bujak na czele, poczty sztandarowe z trzech jednostek OSP z gminy Panki oraz grono mieszkańców Panek i okolicy świadomych wagi kultywowania pamięci o takich zasłużonych postaciach sprzed lat. W organizacji obchodów pomogli też członkowie rodziny Zejdlerów, którzy jednak z uwagi na wiek i stan zdrowia nie mogli przyjechać z daleka do Panek. Jeszcze przed mszą świętą na grobie w Truskolasach złożone zostały kwiaty i zapłonęły znicze. (jar)





Facebook
YouTube
RSS