Trochę przymroziło, więc piece poszły w ruch bardziej niż zwykle. I mamy przekroczone normy pyłu w powietrzy. Zdrowo oddychać na dworze już u nas nie jest
To w ogóle taki mit, że u nas, na prowincji, to powietrze jest dobre i tyle. Może latem. Ale gdy tylko trzeba grzać domy, to jest u nas niczym gdzieś pod jakąś hutą. Zresztą… pod hutami nie ma takiej niskiej emisji, więc pewnie u nas jest gorzej niż tam, niż w miejskich aglomeracjach, gdzie mają miejskie ciepłownie. Po prostu jest fatalnie.
Winowajcy? Po trochu niemal my wszyscy. Są tacy, co ładują w piec co popadnie. To najgorszy wariant. Są też tacy, którzy mają piece stare i już nadające się do wymiany – bo nie wszędzie to wszystko przebiega tak, jak założono w wojewódzkich przepisach prawnych co do terminów wymiany pieców. Ale to też nie wszystko. Winne są też nasze przyzwyczajenia. Zima jest, ale w domu musi być jak w saunie. Temperatura pewnie wyższa niż latem, gdy szukamy w domu ochłody i odpalamy klimatyzację lub wietrzymy nocami. Zimą jakoś trzeba cieplej. Przez piec przechodzą kolejne tony węgla – a przecież nawet ekologiczny i nowoczesny piec musi sporo wyemitować, gdy jest ładowany węglem bez opamiętania. Dwa-trzy stopnie mniej i nikt by nie zmarzł w domu, za to oddychać byłoby czym na ulicy. Może da się jednak zimą zrezygnować w mieszkaniu z krótkich spodenek, ale mieć za to zdrowsze powietrze na dworze?
To nie jest coś, czego nie dałoby się pomierzyć. Niczym jakaś zacofana kraina mamy w powiecie kłobuckim odnotowane przekroczenie poziomu informowania o ryzyku wystąpienia przekroczenia poziomu alarmowego dla pyłu zawieszonego PM10 w powietrzu. Może więc czas zastanowić się nad pożądaną temperaturą w domu, nad wymianą pieca czy już absolutnie koniecznie nad wrzucaniem na ruszt jakiegoś świństwa? (jar)



Facebook
YouTube
RSS