Po ubiegłorocznych wyborach ruszyła lawina zmian obsady stanowisk we wszelkich instytucjach, w których nowa władza w kraju chce widzieć osoby z własnego nadania. W takich okolicznościach trudno nie zastanawiać się, w ilu przypadkach jest to oddawanie steru ludziom posiadającym wymagane kompetencje, a w ilu są to tylko „podobno eksperci”, a tak naprawdę – partyjni nominaci. Dlatego zawsze warto się takim zmianom przyglądać choć nieco bliżej
Zmiany kadrowe nastąpiły na przykład zupełnie niedawno w instytucjach mających istotny wpływ na sferę rolnictwa. W tych ich oddziałach, które mają wpływ na sytuację w naszym regionie także takie personalne roszady nastąpiły. Nowa władza, której pierwsze miesiące znaczone są protestami rolników, w odpowiedzi na które słyszy się, że protestujący mają rację, ale jak na razie nie podejmuje działań, które by przyczyny protestu usunęły, wprowadziła też zmiany na stanowiskach kierowniczych w instytucjach odpowiedzialnych za wsparcie tegoż rolnictwa na różnych płaszczyznach.
Z Tworek do rolniczej agencji
Nowym prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa został miesiąc temu Wojciech Legawiec. O powołaniu zdecydował obecny premier. Tym samym na czele jednej z podstawowych dla naszego rolnictwa instytucji stanął – można powiedzieć – „zawodowy dyrektor”, który wcześniej kierował… uzdrowiskiem, szpitalem psychiatrycznym, w Tworkach, a teraz ma, jak piszą, „uzdrowić ARMiR”. Można się zastanawiać, o jakie uzdrowienie tu chodzi. Owszem, świeży mianowany przez nową władzę szef agencji ponad dwadzieścia lat temu krótko doradzał też w resorcie rolnictwa, a kilkanaście lat temu był w audycie ARiMR. Nawet mając najszczersze chęci trudno nie podchodzić do takiej nominacji z pewnym sceptycyzmem. Na czele agencji tak ważnej dla rolnictwa oczekiwałoby się kogoś innego. Halina Szymańska, która instytucją kierowała dotąd, przed prezesurą miała w dorobku między innymi funkcję wiceprezesa ARiMR, a także wykształcenie w zakresie weterynarii i ekonomii.
Piszą o nim: „człowiek Kiepury”
Zmiana na szczycie władzy ARiMR, jak można się było spodziewać, pociągnęła za sobą rewolucję kadrową na niższych szczeblach agencji. Choć od dekad mówi się w Polsce, że powinien funkcjonować korpus niezależnych fachowców, którzy nie będą wymieniani wedle woli rozpychającej się po wyborach nowej władzy, o posadę często spokojni nie mogą być nawet przełożeni stosunkowo niskiego szczebla w instytucjach, na które wpływ ma władza centralna. I tak szefem śląskiej ARiMR z siedzibą w Częstochowie został po zmianie władzy w centrali Lesław Siedlak. Powołany 8 lutego na stanowisko Dyrektora Śląskiego Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa urzędnik był dotąd naczelnikiem Wydziału Gospodarki Nieruchomościami w naszym, kłobuckim starostwie powiatowym – pod kierownictwem ówczesnego starosty, a od niedawna posła Henryka Kiepury („Gazeta Wyborcza” pisze o nim w zasadzie niemal wprost jako o „człowieku Kiepury”).
Funkcja Lesława Siedlaka w naszym starostwie nie kojarzy się za bardzo z rolnictwem. Niemniej pochodzący z naszego powiatu urzędnik, obecnie 49-latek, ma mimo wszystko większe doświadczenie pracy w ARiMR niż… nowy szef całej tej instytucji. Tak oto dziś obsadza się „ekspertami” najważniejsze stanowiska. Choć w regionie nie jest to tak całkiem „od czapy”. No jednak Siedlak przez 12 lat zajmował stanowiska kierownicze w oddziale agencji, którym teraz pokieruje. Choć jego pierwotne wykształcenie bardziej pasuje do pracy, którą wykonywał w starostwie w Kłobucku. Jest bowiem geodetą. Ale ukończył też między innymi – zaznaczamy, że czytujemy to dosłownie za oficjalnym profilem częstochowskiej ARiMR na Facebooku – „Internetową Szkołę Kadr Bankowych w Warszawie ze specjalnością unijnych programów w rolnictwie”. (jar)





Facebook
YouTube
RSS