W ostatnich dniach poprzedniego tygodnia także u nas sporo padało. Były obawy o wystąpienie powodzi. Ale wielkiej wody u nas nie było. Mieliśmy tym razem szczęście
Mieszkańcy miejscowości położonych w pobliżu naszych lokalnych rzek z niepokojem obserwowali trwające kilka dni opady. Zwłaszcza że od drugiej połowy minionego tygodnia po jednym deszczowym dniu, nim woda miała szansę gdziekolwiek wsiąknąć czy odpłynąć, następował kolejny. Pytanie, czy ta woda zdoła się pomieścić w korytach rzek, było aktualne i ważne. Choć ci, którzy pamiętali sytuację z 1997 roku, mogli zauważyć, że pogoda jednak trochę się różniła. Wtedy padało może niezbyt mocno, ale praktycznie bez przerwy przez kilka dni. Teraz to siąpiło, to była ulewa, ale pomiędzy takimi stanami było też sporo czasu, gdy deszcz ustawał na szereg godzin. Jeśli ktoś śledził radary pogodowe, mógł zauważyć, że cała ta fala opadów zahacza o nasz powiat, ale częściowo mija go bokiem. Na pewno nie było tak fatalnie, jak w Sudetach, gdzie lało równo i mocno. A tamtejsze górskie rzeki dość szybko zamieniły się z malowniczych strumieni w potworny żywioł.
Niepokój był oczywiście i u nas. Mieszkańcy miejscowości wyglądali z niepokojem jakichś komunikatów, dotyczących zagrożenia falą powodziową. Nasze lokalne władze różnie podchodziły do potrzeby zaspokojenia tej potrzeby uzyskania informacji przez mieszkańców. W niektórych gminach – nie będziemy wytykać palcem, ale takie były – w sieciach społecznościowych mieszkańcy narzekali, że ich lokalne władze nie podają żadnych informacji. Nie każdy wiedział, gdzie szukać danych. Internetowe strony powiatu czy zawodowej straży też „milczały” na temat sytuacji notowanej na bieżąco. Zdenerwowanie było więc zrozumiałe.
Ludzie także we własnym zakresie obserwowali stan cieków wodnych. Zwłaszcza chyba Liswarty, która w 1997 roku pokazała, że z kilkumetrowej rzeczki potrafi się zamienić w rwącą rzekę wypełniającą całą kilkusetmetrową dolinę. Na mostach można było zauważyć mieszkańców przyglądających się rzece i robiących zdjęcia. Nawet przejeżdżający kierowcy zwalniali – zapewne rozglądając się, by zauważyć stan rzeki.
Wiele lokalnych samorządów udostępniało w internecie poradniki, co robić w przypadku powodzi. To było znacznie łatwiejsze niż odnosić się do realnego stanu rzek, ale nie można powiedzieć, że było niepotrzebne. Zarządzaniem kryzysowym na takich ternach, jak nasz, zajmują się na szczeblu powiatu. Tam temat zagrożenia powodziowego był podejmowany. W poniedziałek 16 września w Starostwie Powiatowym w Kłobucku zostało zwołane posiedzenie Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w związku ze zdarzeniami kryzysowymi, które zaistniały na terenie powiatu kłobuckiego w dniach 12-15 września 2024 roku. Na spotkaniu omówiono ewentualne zagrożenia podtopieniami, mogące wystąpić na terenie powiatu i działania podjęte przez Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej w Kłobucku, Ochotnicze Straż Pożarne z terenu powiatu kłobuckiego, Komendę Powiatową Policji w Kłobucku, Wydział Spraw Obywatelskich i Zarządzania Kryzysowego Starostwa Powiatowego w Kłobucku i inne służby w związku z dużymi opadami deszczu w tych dniach na terenie Śląska i kraju. Omówiono proces prawidłowej komunikacji i właściwej wymiany informacji oraz koordynacji działań w trakcie takich zdarzeń oraz podjęciu czynności do usuwania skutków tych zdarzeń.
Oczekiwaną gotowość wykazywali na ogół strażacy. Te służby – zawodowe i ochotnicze – mamy na doskonałym poziomie, gotowe nieść pomoc nie tylko u nas, ale na wezwanie także wszędzie tam, gdzie zostaną skierowani. Co do sytuacji u nas, również z tego źródła pochodziła część informacji, które były udostępniane mieszkańcom, a dotyczących realnego stanu rzek i poziomu możliwego zagrożenia. Dla przykładu w poniedziałek strażacy z OSP w Starokrzepicach podali, że od ósmej wieczorem w piątek do 9 rano w niedzielę w ich miejscowości spadło aż 96 litrów deszczu na metr kwadratowy! To tak, jakby na równą powierzchnię wylać prawie 10-centymetrową warstwę wody. Jeśli wziąć pod uwagę, że popadywało również w poprzednich dniach i ziemia była już nasiąknięta wodą, to łatwo sobie wyobrazić, że i ten nadmiar wody musiał się gdzieś pomieścić.
Stan zwłaszcza Liswarty bacznie obserwowano. W wielu miejscach rzeka była widocznie wzburzona, brązowa, z większą niż zwykle ilością wody w korycie. Dla przykładu w poniedziałek gmina Lipie podała komunikat, z którego wynikało, że choć stan rzeki jest dość stabilny, to świeże informacje wskazują na ryzyko nadejście fali powodziowej wyższej nawet o metr. Na baczności winni mieć się zwłaszcza mieszkańcy z bezpośredniego sąsiedztwa rzeki. Ostrzeżenie z tego komunikatu szczęśliwie nie stało się opisem sytuacji faktycznej, bo spodziewaną falę udało się wypłaszczyć, rzeka zasadniczo utrzymała się w swym korycie.
Sporo udało się osiągnąć w zakresie pilnowania stanu Liswarty dzięki starannemu posługiwaniu się jazami na nurcie rzeki i dzięki pilnowaniu, by nic przypadkowego nie blokowało przepływu wody. Te może mało dla postronnych widoczne działania i kontrole dały nam szansę uniknąć najbardziej niechcianej sytuacji zalania naszych miejscowości. Wszystkim, którzy mieli w tym udział, należą się wielkie podziękowania.
W miarę stabilna sytuacja u nas i prawdziwy dramat, który rozgrywał się w południowo-zachodniej Polsce, powodowa też decyzje o przygotowywaniu naszych lokalnych służb ratunkowych do niesienia pomocy poza granicami naszego powiatu. W poniedziałek pod wieczór została postawiona w stan gotowości Kompania nr 6 Śląskiej Brygady Odwodowej w Kłobucku. Miejscem koncentracji była Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Kłobucku. W gotowości były OSP z Krzepic, Starokrzepic, Lipia, Szyszkowa, Mokrej, Ostrów, Wilkowiecka, Panek, Rębielic Królewskich, Przystajni, Wręczycy i Czarnej Wsi. Jednak wyjazd został odwołany.
Nim na dobre opadła woda w najbardziej dotkniętych powodzią terenach, mieszkańcy powiatu – czasem osoby indywidualne, czasem organizacje, w tym wiele OSP, a nieraz także lokalne samorządy ruszyły do organizowania akcji pomocy dla powodzian z poszkodowanych powiatów. W tych dniach mamy okazję pokazać naszą ofiarność i solidarność, przekazując pomoc materialną. O tej wielowątkowej akcji piszemy też w innym miejscu niniejszego numeru.
Wielka woda nas tym razem oszczędziła. Czy jest potrzeba wyciągania wniosków? W zakresie poziomu oficjalnego informowania o bieżącym stanie zagrożenia – z pewnością tak. Cieszy jednak, że nasze lokalne służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo czekały w pogotowiu i reagowały na pojawiające się zagrożenia. Podobnie jak wola mieszkańców powiatu, by pomagać tym, którzy w ostatnich dniach mieli znacznie mniej szczęścia niż my.



Facebook
YouTube
RSS