ŚLADEM NASZYCH INTERWENCJI. Edward Kasprzyk złożył skargę na miedzieński GOPS po śmierci swojego syna, Andrzeja. Ostatecznie skargę tę rozpatrywała w środę przed tygodniem rada gminy. To jednak najpewniej nie kończy sprawy
Jarosław Jędrysiak
O okolicznościach choroby i śmierci Andrzeja Kasprzyka oraz o istocie pretensji jego bliskich krewnych wobec Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Miedźnie pisaliśmy w połowie sierpnia. W tej sprawie jest tyle faktów, że nie sposób je wyliczać tu znowu. Edward Kasprzyk poskarżył się pisemnie na GOPS, a skarga jego trafiła zgodnie z procedurą pod obrady gminnego samorządu.
Każdy swoje
W czwartek 25 sierpnia skargę rozpatrywała komisja rewizyjna rady gminy. W dwóch etapach. W pierwszym wysłuchała krewnych zmarłego, czyli jego ojca Edwarda i siostry Janiny. Tu w zasadzie przede wszystkim rodzina wymieniła te swoje pretensje, które wcześniej opisaliśmy w artykule. Mocno przy tym precyzując, że główny powód ich skargi to – jak są przekonani – bezczynność szefowej GOPS-u w okresie od wyroku sądu, na podstawie którego Andrzej Kasprzyk miał trafić do domu pomocy społecznej (uprawomocnił się w lutym) do maja, gdy okazało się, że chory będzie z końcem czerwca wypisany z zakładu opiekuńczo-leczniczego. Rodzina jest pewna, że gdyby GOPS w tym czasie zgłosił chorego do DPS w Lublińcu, to tam czekałoby już na niego miejsce – a przynajmniej pozostawanie w kolejce dałoby mu szanse na przedłużenie pobytu w ZOL-u. Ostatecznie, jak to opisywaliśmy, chory trafił do domu dla bezdomnych, wkrótce zaś stan jego tak się pogorszył, że zmarł. Jak ze łzami w oczach mówi jego ojciec: gdyby trafił do DPS-u, mógłby żyć do dzisiaj.
Czytaj więcej w najnowszym numerze GK lub na e-wydaniu.



Facebook
YouTube
RSS