PROBLEM. Z bliskiego sąsiedztwa Ostrów nad Okszą pochodzą pewne obserwacje, które mogą wskazywać, że ustawy dotyczące odbioru odpadów nie są w pełni skuteczne
Wydawałoby się, że skoro praktycznie każdy ma kosz i tak za niego płaci, to wywożenie śmieci do przysłowiowego lasu straciło sens. Ale chyba jednak nie dla każdego.
– Chodzi mi o odcinek po prawej stronie tego lotniska, jadąc od Łobodna w kierunku Ostrów. Wygląda to fatalnie. Śmieci jest tam mnóstwo. Są jakieś stare kozetki, jakieś leżanki – zauważył Zbigniew Graj. Radny uważa, że należałoby coś z tymi śmieciami szpecącymi otoczenie zrobić. Dziwi się też, że proceder zaśmiecania trwa mimo tego, że obowiązuje ustawa o gospodarowaniu odpadami – więc i tak za odbiór śmieci się płaci. Czyli teoretycznie można się ich pozbywać w sposób legalny.
Na sesji w Miedźnie o tym nie mówiono, ale swego czasu podobny temat pojawił się też po sąsiedzku, w Popowie. Tam padały głosy, że za śmieci wyrzucane „po staremu”, czy też za te, którymi zapychane są publiczne kosze, wcale nie służące do tego rodzaju odpadów, odpowiadać mogą osoby przejeżdżające po prostu przez teren gminy lub przyjezdne. Czy tak może być i rejonie drogowego odcinka lotniskowego pod Ostrowami? Teoretycznie jest to miejsce położone stosunkowo niedaleko od odwiedzanego przez turystów rejonu Zalewu Ostrowy. Tu faktycznie pojawiają się osoby z zewnątrz, które mogą nie mieć pomysłu na to, co zrobić z odpadami. Przy czym byłyby to wtedy raczej śmieci innego rodzaju niż wspomniane przez radnego stare leżanki. Czyżby więc jednak była to sprawka mieszkańców gminy? (jar)



Facebook
YouTube
RSS