©JAROSŁAW JĘDRYSIAK
WYSTAWA. Wielu mieszkańców Kłobucka wybrało się w niedzielę do zagórskiego pałacu, by obejrzeć wyjątkową wystawę fotografii miasta i jego mieszkańców z czasów dawno już minionych
Wizerunki ludzi, którzy żyli wiele lat temu i dziś spoglądają na nas z fotografii, mają szczególną moc. Dla części z setek mieszkańców miasta, którzy w sobotę odwiedzili wystawę połączoną z prezentacją wydawnictwa książkowego zawierającego takie fotografie, było to zarazem odnajdowanie wizerunków miasta sprzed lat i ludzi, których kiedyś mieli szansę znać, a dziś mogą wspominać. Zainteresowanie oglądaniem fotografii wystawionych w kilku salach zagórskiego pałacu było więc ogromne, a podczas całej niedzielnej imprezy nie ustawał gwar rozmów, w których wiele treści wypełniały wspomnienia przywoływane właśnie przez te obrazy przed laty utrwalone na fotograficznym papierze.
Sale pałacu wypełnił już tłum mieszkańców, gdy formalnie dokonano otwarcia tego spotkania z uwiecznioną w fotografii historią miasta. O samej wystawie i o przygotowanej równolegle publikacji książkowej, którą zainteresowani mogli nabyć, mówiła, witając gości, kierująca Towarzystwem Przyjaciół Kłobucka Sylwia Piątkowska. Głos zabierały także dwie pozostałe z trzech pań odpowiedzialnych za przygotowanie tego wystawowego i książkowego spotkania z historią: Małgorzata Leszczyńska i Agnieszka Roman. Kilka słów powiedział też burmistrz Jerzy Zakrzewski. Szczególnym momentem było natomiast wystąpienie przedstawicieli jednej z rodzin żydowskich, której przodkowie mieszkali przed wojną w Kłobucku. Jak można było usłyszeć, wojna rozdarła życie tej rodziny – jak i wielu rodzin żydowskich ówczesnej Polski – i sprawiła, że nigdy już nie zdecydowali się na powrót do naszego miasta. Zarazem jednak, mieszkając w Izraelu, zachowali ciepłe wspomnienia dotyczące grodu nad Okszą. Jak powiedziała jedna z pań, dopiero teraz, gdy sama zobaczyła Kłobuck, mogła te świeże obrazy wpleść w obrazy przekazane jej w formie wspomnień przez przodków – i zasypać nieco tę przepaść w dziejach rodziny, którą spowodowała wojna.
Dodajmy jeszcze, że tę oficjalną, związaną z wystąpieniami część niedzielnego popołudnia z historią w zagórskim pałacu uzupełniono pięknie wykonywaną muzyką, łączącą elementy polskie i żydowskie. To miasto – co po części obrazują też i zgromadzone i teraz opublikowane tysiące fotografii – było kiedyś miejscem współistnienia dwóch od wieków towarzyszących sobie kultur, tak więc i ten fakt został tu w oprawie artystycznej uwzględniony. Wiemy już, że i wystawa, i publikacja książkowa z licznymi fotografiami dla wielu osób stała się inspiracją do wspomnień, a wiele postaci z tych fotografii, dotąd anonimowych, zostało rozpoznanych i są już znane pod swoimi nazwiskami. Być może jedną z takich historii przedstawimy w którymś z kolejnych numerów. (jar)










Facebook
YouTube
RSS