KONTROWERSJE. Pani Wanda przez 10 dni nie doczekała się w szpitalu na Parkitce operacji złamanej nogi. Córka w końcu zabrała ją do innego szpitala publicznego, gdzie operację umieli przeprowadzić już po dwóch dniach roboczych. Teraz przestrzega innych przed częstochowskim szpitalem, który nie ma najlepszej opinii w regionie
Pani Danuta skontaktowała się z naszą redakcją w ostatni wtorek, 26 marca. To tuż po tym, jak jej mamie, która 15 marca w piątek niefortunnie upadła w domu i złamała szyjkę kości udowej, wstawiono endoprotezę. Operacji tę przeprowadzono jednak nie tam, gdzie poszkodowana, pani Wanda, mama pani Danuty, trafiła zaraz po tym, jak odniosła uraz.
Nikt nic nie wie
Z relacji pani Danuty dowiadujemy się, że jej mama ma 82 lata. Gdy złamała nogę, pani Danuta zadzwoniła pod 112. Jeszcze tego samego dnia, około 12-13., pani Wanda została zawieziona karetką pogotowia do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. Jak się potocznie mówi – na Parkitkę. Po pierwszych badaniach została wg córki około 15-16. przyjęta na Oddział Ortopedii i Chirurgii Urazowej. Poinformowano przy tym, że złamanie wymaga leczenia operacyjnego – wszczepienia endoprotezy.
– Po przyjęciu na oddział, w godzinach popołudniowych w piątek, gdy kierownik oddziału nie był już obecny, lekarz pełniący dyżur na oddziale poinformował rodzinę, że termin operacji niezobowiązująco to środa-czwartek – podaje nam pani Danuta.
W poniedziałek 18 marca córka pani Wandy rozmawiała z kierownikiem oddziału.
– Uzyskałam informację, iż termin operacji to jednak raczej czwartekpiątek, a nie środa-czwartek, gdyż jest duża liczba pacjentów – mówi nasza czytelniczka.
Zwróćmy uwagę, że pani Wanda uległa wypadkowi, trafi ła do szpitala bez możliwości poruszania się, a najbliższy termin operacji wskazano na dzień przypadający dopiero tydzień po złamaniu nogi. Co więcej – i tego terminu nie dotrzymano.
– W środę już było wiadomo, że operacji nie będzie w czwartek, bo mamy nie umieszczono w planie takich zabiegów na ten dzień. Jeszcze tego dnia próbowałam pytać o to lekarzy dyżurnych. Bo tylko ich mogłam zastać, gdy pojechałam do szpitala po pracy. Ci panowie w ogóle nie chcieli z nami rozmawiać, bo „oni nie wiedzą”, bo „wszystko szef” – opowiada nam podenerwowana rozmówczyni.
Pozostało liczyć, że operacja będzie jednak w zapowiadany wcześniej piątek, 22 marca.
– W czwartek mama zadzwoniła, że jej operacja nie jest planowana nawet na piątek. A to już tydzień po tym, jak mama została przywieziona do tego szpitala – mówi pani Danuta. – Mamy nie ujęto w harmonogramie nawet na poniedziałek, na 25 marca! – dodaje.
Szpitalne realia
– Mama znalazła się na sali 6-osobowej, w której wszystkie panie były w bardzo złym, ciężkim stanie, łącznie z tym, że były to stany związane z psychicznymi zaburzeniami. Prośby o zmianę sali ze względu na ciężkie warunki (smród, zachowanie innych chorych) nikogo nie obchodziły. Pielęgniarki nie chciały robić sobie kłopotu, chociaż w innych salach były wolne miejsca – mówi pani Danuta.
Na te uciążliwości niepotrzebnie narażona była aż przez 10 dni chora, która – cytując jej córkę – ma 82 lata, jest po wypadku, ma obciążenia w rodzaju migotania przedsionków, nadciśnienia tętnicze, jest po usunięciu nerki, ma depresję…
– Co ciekawe, nawet jej złamana noga nie została w żaden sposób zaopatrzona (w but rotacyjny, obciążenie czy jeszcze jakieś inne fachowe rozwiązania) – podaje pani Danuta.
Gdzie indziej dali radę
Już przed ostatnim weekendem pani Danuta dojrzała do tego, by mamę zabrać ze szpitala, gdzie przez ponad tydzień trzymano ją ze złamaną nogą i nie przeprowadzono operacji. Nie podając też żadnego wiążącego terminu jej przeprowadzenia.
– Z rozmów z rodzinami innych pacjentek dowiedziałam się, że wszyscy czekają po dwa tygodnie! – bulwersuje się nasza czytelniczka.
Zamówionym prywatnym transportem chorych panią Wandę – decyzją rodziny – zabrano do innego szpitala publicznego w regionie. W niedzielę 24 marca, dziesiątego dnia jej pobytu w szpitalu na Parkitce.
– W tym drugim szpitalu lekarz dyżurny chwycił się za głowę, że w ciągu dziesięciu dni nie zrobiono nic. Że mama nie miała zabezpieczonej tej chorej nogi w żaden but derotacyjny czy jakkolwiek inaczej. Że to było takie położenie jej na łóżku na zasadzie „leż, kobieto, i czekaj” – relacjonuje pani Danuta. Tu czekanie trwało krótko. Pacjentka dojechała w niedzielę. We wtorek ją zoperowano. Tak samo jak inną pacjentkę, która dotarła tu wcześniej w ten sam weekend. To tyle, ile dowiadujemy się z relacji pani Danuty. Finał jest więc szczęśliwy. Pytanie tylko: po co była ta dziesięciodniowa męczarnia?
Co na to szpital?
– W odpowiedzi na e-mail z dnia 26 marca 2019 w sprawie pacjentki naszego Szpitala informuję, że w dniu wczorajszym trwało postępowanie wyjaśniające oraz została przeprowadzona kontrola doraźna – odpowiada nam niezwłocznie, w czwartek rano, dyrektor placówki Bogusława Miłkowska.
W wyniku kontroli ustalono m.in. czas przyjęcia pacjentki na SOR i na oddział (nieco wcześniej, niż nam podała pani Danuta, bo o godz. 13.34) oraz fakt opuszczenia oddziału na własne żądanie 24 marca.
– W Oddziale zlecone zostały pacjentce badania laboratoryjne, badanie EKG, konsultacja kardiologiczna oraz przeprowadzone zostało szkolenie w zakresie programu edukacyjnego dla pacjentów ze złamaniem nasady bliższej kości udowej z rehabilitantem oddziałowym – podaje dyrektor.
Zadaliśmy pytania o przyczyny nadzwyczaj długiego oczekiwania na operację, o brak dokładnego informowania o jej terminie i w ogóle o dostęp do informacji – jak podała nam pani Danuta, tylko u kierownika oddziału.
– Wydłużony okres oczekiwania pacjentki na zabieg operacyjny spowodowany był tym, iż w tamtym czasie ilość pacjentów przebywających na oddziale przewidzianych do zabiegów operacyjnych była znaczna (stopień wykorzystania łóżek ponad 90%) – odpowiada Bogusława Miłkowska. – Pacjenci nie mają wglądu w harmonogram zabiegów operacyjnych. Pacjenci, którzy zaplanowani są do zabiegu operacyjnego na kolejny dzień, otrzymują informację o tym fakcie od lekarza prowadzącego i (lub) Kierownika w przeddzień operacji. Plan zabiegów operacyjnych opracowywany jest z jednodniowym wyprzedzeniem z uwagi na brak możliwości przewidzenia zdarzeń nagłych powodujących zmiany w planie pracy całego Traktu Operacyjnego – dodaje dyrektor.
A co z możliwością uzyskania informacji na temat pacjenta od lekarzy w szpitalu, na co też skarży się córka pani Wandy?
– Informuję, że Zarządzeniem Dyrektora Szpitala nr 111 a z dnia 26.09.2017 r. wprowadzony został Regulamin Oddziału Ortopedii i Chirurgii Urazowej. Zgodnie z Pkt V, dotyczącym uzyskiwania informacji o stanie zdrowia pacjenta, „Informacji o stanie pacjenta udziela również lekarz prowadzący lub lekarz sprawujący opiekę nad pacjentem w trakcie dyżuru”. Regulamin dostępny jest na tablicy ogłoszeń na terenie Oddziału. Ponadto wprowadzona została procedura P-PP-80 dotycząca realizacji praw pacjenta w WSzS, w której również został zawarty zapis w zakresie otrzymywania zrozumiałych informacji o stanie zdrowia. W myśl jej postanowień „Każdy z lekarzy prowadzących i dyżurnych ma obowiązek udzielenia informacji na temat stanu zdrowia pacjenta również osobie wskazanej przez pacjenta do otrzymywania informacji”. W dokumentacji medycznej pacjentki został odnotowany fakt wskazania córki, jako osoby upoważnionej m.in. do uzyskiwania informacji o stanie zdrowia pacjentki. W związku z powyższym nie ma potrzeby, aby Kierownik Oddziału przebywał w pracy w godzinach popołudniowych – podaje dyrektor Miłkowska.
Musimy tu zauważyć, że skoro pełnej informacji mogą udzielać także inni lekarze, a nie tylko kierownik oddziału – to pani Danuta, choć była osobą wskazaną do uzyskiwania tego rodzaju informacji, nie otrzymała ich w stopniu, który byłby w jej ocenie satysfakcjonujący. W tym zakresie trudno więc uznać, że wszystko zadziałało jak należy.
W odpowiedzi szpitala znajdujemy jeszcze istotne zdanie.
– Uprzejmie informuję, że dołożymy wszelkich starań aby zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości – dodaje dyrektor Bogusława Miłkowska. Finał sprawy znamy. Córka zabrała matkę z Parkitki. Operacja urazu została przeprowadzona w innym szpitalu. A my ocenę całej sytuacji pozostawiamy naszym Czytelnikom.
A jakie Wy macie doświadczenia ze służbą zdrowia w tym szpitalu? Na Wasze opinie czekamy pod adresem: biuro@serwer267746.lh.pl.





Facebook
YouTube
RSS