EKOLOGIA. Przez media w całej Polsce przewijają się informacje na temat wzmożonych kontroli spalin, których policja dokonuje bezpośrednio na drodze. Efektem – jak się następnie podaje – są liczne przypadki stwierdzonej nadmiernej emisji spalin i w konsekwencji wiele zatrzymań dowodów rejestracyjnych. Jak to wygląda u nas?
Chyba nikt nie wątpi, że samochody przesadnie kopcące z rury wydechowej trzeba albo naprawiać, żeby nie truły, albo eliminować z dróg. Obrazy starej ciężarówki czy autobusu zostawiających za sobą czarną chmurę dymu ma w pamięci zapisane niemal każdy. Choć trzeba przyznać, że to widoki na szczęście coraz rzadsze. Skoro nawet w telewizji słyszy się, że mimo wszystko policja zatrzymuje wiele dowodów rejestracyjnych z powodu emisji spalin, można się zastanawiać, czy akcja skupiona jest na tych najgorszych „kopciuchach” na kołach, czy też każdy powinien mieć obawy, czy jego pojazd między przeglądami niepostrzeżenie nie zaczął przekraczać symbolicznie wyznaczonych norm spalin – i czy nie czeka go problem z zatrzymaniem „rejestracji”. I często też kłopoty wynikające z braku sprawnego samochodu – dla wielu podstawowego narzędzia pracy. Jak to wygląda w praktyce naszego powiatu?
Akcję „Smog” prowadzono na naszych drogach w poprzednią środę. – Policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku wspólnie z pracownikami Wojewódzkiego Inspektoratu Transportu Drogowego z Częstochowy sprawdzali, czy samochody poruszające się po drogach powiatu kłobuckiego nie zanieczyszczają zanadto środowiska. Podczas działań mundurowi za pomocą „dymomierza” dokonywali pomiaru zadymienia spalin pojazdów – informuje mł. asp. Joanna Wiącek-Głowacz, rzeczniczka prasowa kłobuckiej policji.
Kontroli poddano w sumie 49 pojazdów. Warto też zaznaczyć, że jedynie w przypadku 9 z nich użyto analizatora spalin. Efekty? Pocieszające.
– W kontrolowanych pojazdach nie stwierdzono nieprawidłowości, których konsekwencją musiałoby być zatrzymanie dowodu rejestracyjnego pojazdu – informuje Wiącek- Głowacz.
Wniosek jest dość prosty: kontrole są, ale nie ma „polowania na czarownice” – sprawdza się spaliny pojazdów jeżdżących po naszych drogach, ale nie znaczy to, że w efekcie automatycznie zatrzymuje się ogromną liczbę dowodów rejestracyjnych. Natomiast zapewne stałoby się tak, gdyby podczas kontroli natrafiono na pojazd, który ewidentnie za mocno kopci. Bo i wówczas pomiar wykazałby najpewniej znaczne przekroczenie dopuszczalnych norm.
Swoją drogą w sieci można znaleźć filmiki z kontroli prowadzonych przez ITD. Żartuje się tam, że np. oto zatrzymano pierwszą osobówkę z silnikiem na węgiel – bo za autem unosi się chmura czarnego dymu niczym za autobusem z lat głębokiego PRL-u. Oczywiście taki pojazd nie powinien dalej jeździć do momentu, aż zostanie naprawiony.
Dodajmy, że podczas środowej akcji badano u nas nie tylko spaliny samochodów. Stróże prawa kontrolowali również stan trzeźwości kierowców. Z tym było gorzej, bo trafiono na delikwenta, który siedział za kierownicą, choć miał ponad pół promila, a inny z kolei był po użyciu alkoholu.



Facebook
YouTube
RSS