--> Przez podpalaczy braknie wody pitnej? – Gazeta Kłobucka
Opatów, Rębielice Królewskie, powiat

Przez podpalaczy braknie wody pitnej?

Podpalanie traw wiąże się z ogromnymi stratami wody pitnej, którą straż czerpie z hydrantów. Czy da się z tym coś zrobić?
Przez podpalaczy braknie wody pitnej?

NASZE INTERWENCJE. Trawy płoną na wielką skalę. Bo pozimowa susza, bo mało opadów. Czasem płoną też lasy. Zwykle to umyślne podpalenia. Mieszkańcy słusznie boją się, że może też spłonąć ich dobytek. Ale pojawia się też nowa obawa: o brak wody. Bo tej na gaszenie idą niewyobrażalne ilości

Naszych czytelników zaniepokoił pożar lasu w Rębielicach Królewskich. I obserwacja, jak wozy strażackie dla walki z ogniem wiele razy czerpały wodę z hydrantów.
Oni podpalają, a my nie mamy wody pitnej
– Dziś od dziesiątej rano pali się las pod Rębielicami Królewskimi. To już kolejny podobny pożar, bo w zeszłym roku były takie ze dwa lub trzy. Ktoś to celowo podpala. Dzisiaj straż pożarna jeździła nabierać wodę z hydrantu w Opatowie. Wiele razy. Ileż to tysięcy litrów wody pitnej idzie na zmarnowanie? Jakiś szaleniec podpali las, a my potem nie mamy wody! Przecież gdy tylko przychodzi lato, to wody w sieci brakuje i każą nam oszczędzać, nie podlewać ogródków. A tu tyle się wylewa, żeby ugasić las czy trawy, które ktoś z głupoty podpalił – zwraca uwagę mieszkanka Opatowa.
Nasza czytelniczka słusznie podnosi kwestię, o której w zasadzie się nie mówi. Pożary wywoływane przez szaleńców – trudno ich inaczej nazwać – to nie tylko ryzyko dla zdrowia i mienia ludzi. To nie tylko koszty akcji strażackich. Nawet jeśli straż uwinie się sprawnie i obroni ludzkie domy i gospodarstwa, to musi zużyć do gaszenia ogromne ilości wody.
– Ci, co podpalają te trawy czy lasy, to przyczyniają się do tego, że potem nie mamy wody. Oni sami jej potem przecież nie mają. Ale może trudno apelować do ich inteligencji, bo chyba coś z nią jest nie tak u człowieka, który świadomie wywołuje pożar. Może jednak warto zaapelować do wszystkich innych, którzy na co dzień muszą się mierzyć z oszczędzaniem wody. Ludzie, nie kryjcie tych podpalaczy, jeśli wiecie, kto to! Przez nich potem nie macie wody! – apeluje nasza czytelniczka.
Duży pobór wody do gaszenia pożaru może rzeczywiście spowodować jej niedobór w sieci w danym momencie. Ci, którzy podpalają wiosną trawy, szkodzą nam więc i w ten sposób. To nie jest tak, że trochę podymi, straż przyjedzie, zgasi – i nikomu nie dzieje się krzywda. Skutki każdy może odczuć, mierząc się z niedoborami wody w sieci.
Czemu czerpią z sąsiedniej gminy?
Mieszkanka gminy Opatów zwróciła też uwagę, że skoro pożar był na terenie gminy Popów, to woda do gaszenia powinna być chyba brana z hydrantów w tamtej gminie A nie w Opatowie.
– U sąsiadów się pali, a to my potem mamy braki wody. Nie chodzi mi o to, że w sytuacji zagrożenia mamy odmówić takiej wody. Ale może coś tu jest jednak źle rozwiązane, skoro straż musi po wodę jeździć do sąsiedniej gminy? – dorzuca pytanie nasza czytelniczka.
Straż pożarna ma tu jednoznaczne stanowisko.
– Podczas akcji kierujemy się tym, gdzie znajdują się najbliżej położone hydranty. Liczy się tylko ich dostępność. Nie mają tu znaczenia granice administracyjne gmin. Jeśli tylko jest dostępny odpowiedni hydrant, który zapewnia odpowiednie ciśnienie wody, co najmniej 10 litrów na sekundę, to z niego korzysta się podczas gaszenia pożaru – wyjaśnia nam mł. bryg. Mariusz Gosławski, oficer prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Kłobucku. Podobnie naświetla sprawę wójt gminy Opatów. – Straż zawsze korzysta z najbliższego i jednocześnie pewnego w zakresie zapewnienia ciśnienia wody hydrantu. Przy tej akcji korzystano z hydrantów w Opatowie i zdaje się też w Wilkowiecku. Nikt się w sytuacji zagrożenia nie bawi w granice gmin. I ja też bym nie chciał, żeby tak się działo – mówi Bogdan Sośniak.
Teraz paliło się w gminie Popów, ale w zasadzie tuż przy gminie Opatów. W Rębielicach nie było hydrantu, który by dawał odpowiednie ciśnienie, więc wodę czerpano najbliżej jak się dało – w Opatowie. Sośniak mówi, że nie chciałby doczekać, że ktoś kiedyś odmówi dostępu do wody w takiej sytuacji tylko dlatego, że straż podjeżdża pod hydrant w jednej gminie, a pali się w drugiej. Ilustruje to przykładem: jeśli będzie się palić w gminie Opatów, a najbliższy hydrant będzie w gminie Lipie, to straż powinna pojechać tam, np. 2 kilometry, a nie jechać 5 kilometrów do Opatowa, gdyż liczy się czas.
– Zresztą nie ma takiej możliwości, by nie udostępnić straży hydrantów. Proszę zwrócić uwagę, że w wymaganiach technicznych dotyczących wodociągów jest nie tylko zapewnienie wody mieszkańcom, ale i umieszczenie na nich hydrantów przeciwpożarowych. Dostajemy dofinansowania na budowę wodociągów, mamy więc zapewniać wodę nie tylko na potrzeby bytowe swoich mieszkańców, ale i na potrzeby straży pożarnej. Jeśli w Rębielicach hydrant okazał się niewydolny, to straż po prostu przyjechała do nas, do Opatowa, bo było najbliżej – dodaje wójt Sośniak.
Czemu hydrant w Rębielicach nie działał jak należy? Wójt gminy Popów mówi nam, że oni dokonują przeglądów tych urządzeń. Oczywiście mogło się zdarzyć, że akurat jedno z nich miało za niskie ciśnienie. Zdarzają się też awarie. Wójt z Opatowa dorzuca, że czasem ktoś z tych hydrantów „na lewo” podbiera wodę, być może do podlewania pól – i wtedy je uszkadza. Gdy się pali, nie ma czasu na takie dywagacje.
– My mamy swoje hydranty i rozmawiałem ze strażakami, aby w miarę możliwości korzystali właśnie z tych na terenie naszej gminy. Gdy tylko jest to zasadne dla sprawnego przeprowadzenia akcji gaśniczej – mówi Jan Kowalik.
Wójt Popowa rozmawiał z wójtem Opatowa i temat hydrantów również się w tej rozmowie pojawił. Potem Jan Kowalik zwrócił się do strażaków, by korzystali z hydrantów we własnej gminie, gdy tylko to możliwe. Sądzimy, że jest to zgodnie z oczekiwaniami naszej rozmówczyni.
A nie mogą z rzeki?
– Zastanawiam się, czy straż przez cały czas musi brać wodę pitną z hydrantów, skoro pod nosem płynie rzeka – mówi także nasza czytelniczka.
Wtóruje jej inny mieszkaniec gminy Opatów, który zadzwonił do nas najwyraźniej po rozmowie z sąsiadką.
– Ja sam mam wieloletnie doświadczenie służby w ochotniczej straży. Wody do gaszenia potrzeba w dużej ilości i pilnie, gdy trwa walka z ogniem. Ale potem przecież dłuższy czas trwa jeszcze dogaszanie. Wtedy można by było poszukać wody w innych miejscach niż hydrant – mówi mężczyzna.
Nasz czytelnik widzi tu problem w braku zbiorników przeciwpożarowych.
I w braku zorganizowania możliwości korzystania przez straż z wody z rzek.
– Można by wodę piętrzyć na potrzeby akcji gaśniczych i czerpać bezpośrednio z rzeki. Taki wóz strażacki to 5 tysięcy litrów wody pitnej. Teraz napełniany był wiele razy. Można sobie policzyć, na jak długo by tej wody pitnej starczyło mieszkańcom, gdyby dogaszano wodą z rzeki. Tylko to trzeba zadbać o infrastrukturę, a nie „kraść” ludziom wodę do picia – podsumowuje nasz czytelnik.
– To nie jest tak, że da się czerpać wodę z rzeki w dowolnym miejscu – mówi nam wójt Sośniak. – Tam, gdzie był pożar, płynie Opatówka. To za mały ciek, by dało się z niego w krótkim czasie pobierać metry sześcienne wody – uważa.
Wójt mówi, że pomyślano teraz o piętrzeniu wody. Jak rozumiemy – po przemyśleniu przebiegu akcji gaśniczych. W pewnym stopniu jest więc jakiś ruch we właściwym kierunku. By choć częściowo do gaszenia używać wody rzecznej, a nie tej, która nadaje się do picia.
– To nie jest też tak, że gdy teraz w kwietniu pobrano więcej wody do gaszenia pożaru, to jej braknie mieszkańcom w lipcu. Te zasoby się uzupełniają. Niedobór może wystąpić, ale w czasie poboru – uspokaja wójt Kowalik.
Może warto przemyśleć
Trudno nie uznać za słuszne, że gdy się pali, to najlepsze jest najbliższe wydajne źródło wody. I nie liczą się wtedy żadne granice administracyjne ani obawy o ciśnienie wody w kranach w czasie takiej strażackiej akcji. Ale trudno też nie uznać, że część strażackich działań mogłaby stawiać na wodę inną niż ta, która nadaje się do celów spożywczych. Mamy zapewnienia, że tak się dzieje. Ale może warto właśnie teraz przeanalizować, czy w naszych miejscowościach jest możliwość korzystania przez strażaków z wody innej niż ta z sieci. Czy są przygotowane miejsca, gdzie można ją czerpać z rzek czy zbiorników wodnych? Czy są sztuczne zbiorniki, gdzie taka woda jest gromadzona? A może dałoby się też zbierać do tego deszczówkę? Może czas przeanalizować możliwości? W końcu susza i braki wody stają się naszym corocznym problemem.

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opatów, Rębielice Królewskie, powiat

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Opatów, Rębielice Królewskie, powiat