NASZE INTERWENCJE. Czy skargi na zachowanie gminnego urzędnika są „zamiatane pod dywan”? Czy w urzędzie są osoby ze szczególnym „immunitetem”? Takie niepokojące spostrzeżenia otrzymaliśmy w korespondencji z gminy Opatów. Tego nie można pozostawić bez sprawdzenia
Na redakcyjną skrzynkę otrzymaliśmy korespondencję w sprawie urzędnika z gminy Opatów – zajmującego jedno z kierowniczych stanowisk. Jak czytamy w treści, kierowano już do urzędu gminy skargi i uwagi wobec tej osoby, ale „nie przyniosły żadnych efektów”. Przyszedł więc pomysł, by o zajęcie się sprawą poprosić gazetę. Stąd i list do naszej redakcji.
Ktoś nie do ruszenia?
Przesłano nam korespondencję wcześniej wymienianą z urzędem gminy. W piśmie do rady gminy prosi się o „wyjaśnienie niepokojących sytuacji”, które mają miejsce w podlegającej gminie jednostce, kierowanej przez wspomnianego urzędnika. Czytamy tam, że „mimo licznych i dość częstych skarg i interwencji w sprawie osoby kierownika nie podejmowane są żadne kroki mające na celu wyciągnięcie stosownych konsekwencji” wobec tego urzędnika. Stąd wyrażone dalej przypuszczenie, że kierownik „jest obdarzony co najmniej jakimś immunitetem, bo jak do tej pory czuje się bardzo pewny siebie i bezkarny”. Jak się przy tym zapewnia, „wszystkie skargi i dowody były przesyłane do sekretariatu gminy czyli trafiały do sekretarza i do wójta”. Jeśli wziąć pod uwagę tylko to, co w treści skargi – to brzmi to naprawdę bardzo niepokojąco.
Czyżby mobbing?
Zastrzeżenia wobec urzędnika są wyrażone konkretnie. „Od kilku lat tolerowane są wybryki tego Pana w godzinach pracy, załatwianie «bardzo ważnych, niecierpiących zwłoki spraw prywatnych», traktowanie nas, przeciętnych obywateli, jak gorszą kategorię ludzi, a wręcz poniżanie i zastraszanie pracowników”. Wspomina się też o tym, że to, jak urzędnik zwraca się do innych, mogło zostać nagrane.
Interesowaliśmy się tymi dowodami wprost, ale odpowiedziano nam, że z ich pokazywaniem ludzie są ostrożni. Wynika to z tego, że oceniają, iż na razie na ich dotychczasowe skargi brak reakcji urzędu. Więc czekają. Trzymają ten, jak go chyba traktują, argument ostateczny na czarną godzinę.
Zwraca naszą uwagę kwestia obecności urzędnika w pracy. Wiadomo: każdy opłacany z naszych podatków powinien sumiennie na swoją wypłatę zarobić i nie załatwiać w czasie pracy spraw prywatnych. Takie zachowania zresztą często trafiają na pierwsze strony gazet, więc rozważny urzędnik powinien mieć to na uwadze. Zastrzeżenia skarżących się radzie gminy idą – jak wynika z przekazanej nam treści – jeszcze dalej. Czytamy: „Niejednokrotnie jest problem, żeby zastać Pana Kierownika w pracy”. Mowa też o trudnościach w porozumieniem się z nim; niektóre dalej idące sugestie skarżących są jednak pozbawione dowodów wymaganych przez powagę oskarżeń – odrzucamy więc je z góry, bez wchodzenia w szczegóły.
Czy gmina jest głucha?
Merytorycznej strony skargi nie jesteśmy władni rozstrzygnąć. I nie to jest tu przedmiotem naszego zainteresowania. Ważne jest co innego. Cokolwiek robi urzędnik, reagować na to powinien jego przełożony. Najlepiej na tyle szybko i bez budzenia wątpliwości, by skarżący się nie odczuwali potrzeby pójścia po pomoc do mediów. W skardze czytamy: „niemożliwym jest fakt, że włodarz tej gminy, którym jest Pan Bogdan Sośniak, nic nie wie o licznych wybrykach swojego podwładnego i do tej pory nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji”.
Skarga do rady też nie przyniosła satysfakcji. Skarżący… nie podpisali jej imiennie. W takiej sytuacji przewodniczący gminnej rady Mirosław Szewczuk odpowiedział pisemnie, że skarga zostanie pozostawiona bez rozpoznania – chyba że braki formalne zostaną uzupełnione. Należy tu podkreślić, że nie można mieć o to pretensji, bo prawo wymaga, by tak właśnie robić ze skargami bez podpisu. Warto o tym pamiętać, gdy się skargi składa. Jeśli ktoś boi się pod skargą podpisać, niech lepiej sobie odpuści skarżenie. Bo szkoda czasu.
Czy wójt się nie zainteresował?
Nas jednak sprawa interesuje głębiej. Bo jasne, że skoro skargę przekazano bez podpisu, to z mocy prawa nie będzie ona rozpatrywana. Ale jest jeszcze coś ważniejszego: to, co w tej skardze napisano, może poważnie niepokoić. Czy wójt, jako zwierzchnik osoby, na którą ktoś się skarży, nie powinien choć trochę zainteresować się, czy czasem faktycznie nie dzieje się coś złego? Bo my sądzimy, że powinien. Choćby w efekcie miał się tylko dowiedzieć, że sprawa jest „dęta”.
Kara jednak była
Skontaktowaliśmy się z wójtem gminy Opatów pisemnie, a dodatkowo też rozmawialiśmy telefonicznie.
– Nie jest prawdą, że sprawa została zamieciona pod dywan. Co do odpowiedzi wystosowanej przez radę gminy, wynika ona z przepisów i z tego, że skargi nie podpisano. Ale w całej tej sprawie jest więcej do powiedzenia – mówi nam wójt Bogdan Sośniak.
W kwestii szczegółów umawiamy się na pisemne odpowiedzi na nasze pytania. Co się okazuje?
Zgłoszono nam, że w urzędzie nic się ze skargami na urzędnika nie robi. Wójt pisze natomiast, że w całym okresie zatrudnienia tego urzędnika nie wpłynęła na niego oficjalnie żadna skarga. Poza informacją złożoną w styczniu przez dwóch pracowników, dla których urzędnik ten jest przełożonym. Bogdan Sośniak zaznacza przy tym, że ta sprawa – z informacji pracowników – została wyjaśniona i rozstrzygnięta na drodze służbowej. Poza pismem, w rozmowie telefonicznej, dowiedzieliśmy się też, że skończyło się to ukaraniem urzędnika.
Nieporozumienie?
A co z nieobecnościami urzędnika w pracy? Bo takie przypadki są równie karygodne, jak niewłaściwe odnoszenie się do podwładnych. Tu wójt sugeruje, że nieobecność kierownika w pracy jest pozorna. I wynika z tego, że to kierownicze stanowisko pełni on w wymiarze trzech czwartych etatu. A na jednej czwartej etatu jest inspektorem do spraw zamówień publicznych w tym samym urzędzie.
– Jego nieobecność w miejscu pracy kierownika może wynikać z wykonywania obowiązków inspektora. Sądzę, że to jest źródłem swego rodzaju nieporozumienia – mówi nam w rozmowie telefonicznej wójt Sośniak.
O skardze też się dowiedzą
Jest i dobra wiadomość w kwestii skargi. Choć formalnie, jako niepodpisana, kwalifikuje się do oddalenia bez rozpatrzenia, będzie jednak o niej mowa na kwietniowej sesji rady gminy. Nie da się wykluczyć, że pojawi się jakaś dyskusja w na ten temat. Możliwe też, że wszystkim przyda się tu świadomość, że dziś kwestie związane z zachowaniem urzędników szybko wychodzą na światło dzienne. A nawet znajdują zainteresowanie mediów. Więc… po prostu czasem lepiej się dwa razy zastanowić, nim na publicznym stanowisku się coś choćby raz zrobi czy powie.


Facebook
YouTube
RSS