PROBLEM. W gminie Przystajń, ale i w każdej innej, kanalizacja sanitarna nie służy do tego, aby do niej trafiały wody opadowe. A tymczasem zdarza się, że ktoś się tego dopuszcza – i poniekąd szkodzi wszystkim. Problem dotyczy też sąsiedniej gminy Panki – bo obie gminy mają jeden system kanalizacji sanitarnej
W gminie uznali, że przypadkom odprowadzania deszczówki do kanalizacji czas postawić tamę i wydali specjalny apel do mieszkańców z informacją, że takie działanie jest po prostu zabronione. Żeby nie rzucać słów na wiatr, za przypomnieniem wszystkim, czego robić nie wolno, pójdą też kontrole. Takie, przy których żadne „cwaniakowanie” w tym zakresie nie ujdzie na sucho.
– W czerwcu pracownicy Związku Międzygminnego Panki–Przystajń ds. Ochrony Wód będą prowadzili kontrole poprzez zadymianie studzienek kanalizacyjnych, mające na celu ujawnienie nielegalnego odprowadzania wód deszczowych do kanalizacji sanitarnej. Wytwornica dymu produkuje białą mgłę z roztworu płynu z odpowiednimi atestami do stosowania w pomieszczeniach zamkniętych. Wytwarzany dym jest bezwonny i nieszkodliwy dla ludzi i zwierząt. Metoda polega na wtłoczeniu dymu do studzienki kanalizacyjnej na sieci ulicznej, który następnie znajduje ujście w rynnach, jeżeli są podłączone do przewodów sanitarnych – informują w urzędzie gminy w Przystajni.
Sroga kara
Warto tu wiedzieć, że to nie jest tak, że jak kogoś przyłapią, to pogrożą palcem i sprawa rozejdzie się po kościach. Ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków nakłada na osoby niestosujące się do wyżej wspomnianego zakazu karę grzywny do aż 10 tysięcy złotych! Ba, może też zostać orzeczona kara ograniczenia wolności. Wszystko za „niewinne” odprowadzanie deszczówki lub wód drenażowych do kanalizacji sanitarnej.
Nie wolno, bo…
Ktoś zapyta: a w czym tak przeszkadza ta deszczówka? Po pierwsze jest jej bardzo dużo. Wielokrotnie więcej niż normalnych ścieków. Zresztą tu nie trzeba tęgiej głowy, by sobie wyobrazić, ile wody płynie z deszczem, a jak proporcjonalnie mało rurami ściekowymi z, dajmy na to, kuchni czy łazienki. Ten nadmiar wody może doprowadzić do zalanie obiektów oczyszczalni ścieków, do wypłukania z nich osadu. Nie jest to czysta teoria. Zdarzały się już przypadki, że taki nadmiar wody doprowadzonej w postaci deszczówki do oczyszczalni znalazł ujście… w piwnicach niżej położonych budynków. Można więc narobić kłopotu sąsiadom. Albo nawet sobie. Poza takimi sytuacjami awaryjnymi zalana deszczówką instalacja kanalizacyjna zużywa też znacznie więcej energii. Urządzenia potrzebują prądu, by to poprzerabiać, przepompować. W przypadku awarii straty mogą iść w kwoty znacznie wyższe niż ta wspomniana wyżej kara.
Co robić z deszczówką? To nie jest pytanie trudne, ale… może warto przypominać, że można ją też gromadzić. Ba, nawet głośno było o programach dofinansowania dla specjalnych zbiorników. Jeśli ktoś okazji nie przespał. Zresztą tak czy inaczej: urzędnicy sprawdzą, kto kombinuje i leje z rynien do kanalizacji. No i mają narzędzia, by pokazać, że to się po prostu nijak nie opłaca. (jar)


Facebook
YouTube
RSS