PRZESTRZEŃ MIEJSKA. Temat wycinania drzew regularnie powraca na sesjach rady miejskiej. Obok tych wycinek miały być też nasadzenia. Powstałą nawet specjalna komisja. I co? Są jakieś efekty?
Ostatnio zezwolono na wycięcie kolejnych kilkunastu drzew na terenie gminy Kłobuck. To dotyczy mniej więcej ostatniego miesiąca. W różnych okresach ta liczba się waha – raz jest większa, raz mniejsza. Ale drzew ubywa cały czas. A wraz z nimi ubywa cienia. I darmowych producentów tlenu. O walorach estetycznych nawet nie wspominając. Czy to taka „droga jednokierunkowa”? Czy będą już tylko wycinki?
– Wycinamy te drzewa, a co z nasadzeniami? Była powołana w tej sprawie komisja. Jakie są wnioski z prac tej komisji? Kiedy możemy się spodziewać jakichś nasadzeń? – pytał na ostatniej sesji Bartłomiej Saran.
Radnemu odpowiedział burmistrz.
– Komisja oczywiście działa. Mamy już zlecone kwestie dotyczące pierwszego etapu nasadzeń. Mówimy tutaj o parku. Na tym się skupiliśmy. Pani przewodnicząca komisji i pani sekretarz gminy były w terenie z wykonawcą. Mamy otrzymać w najbliższym czasie dokumentację, która pozwoli nam tego nasadzenia dokonać – wyjaśniał Jerzy Zakrzewski.
Komisji przewodniczy kierownik Anna Grabowska-Graj z kłobuckiego ratusza. W tym gronie sprawą zajmuje się też sekretarz Sylwia Piątkowska. Rzeczywiście swego czasu były informacje, że komisja zajmuje się planowaniem nasadzeń. No ale jest pytanie o nieco bliższe konkrety.
Jak wynika z informacji burmistrza, nowe nasadzenia będą zrealizowane najpierw właśnie w kłobuckim parku. I ma to być pierwszy etap realizacji nowych nasadzeń w gminie. Potem drzewa planowane są także w innych lokalizacjach. Jak rozumiemy – to jeszcze jest ustalane, gdzie konkretnie.
Co do stale odbywających się wycinek, na które zwrócił uwagę radny – burmistrz zaznacza, że miasto nie ma na to wpływu. Jeśli tylko taka wycinka jest uzasadniona, a drzewo jest na prywatnym terenie, to właściciel posesji w zasadzie po prostu zgłasza taką wycinkę i jej następnie dokonuje. Nie ma przesłanek, aby odmawiać.
Procedura wydawania decyzji o wycince drzew towarzyszy nam już od lat. Jak łatwo się zorientować, ma ona iluzoryczny wpływ na to, jak często do wycinek dochodzi. Krytycy zauważają, że jest ona ograniczeniem prawa własności. W praktyce jednak trudno tu mówić o ograniczeniu. Po prostu dochodzi „kłopot” ze zgłoszeniem wycinki. No ale tak poza tym, to się ją potem robi i tyle. Czy potrzebna zatem ta cała biurokracja, skoro efekt jest znikomy? Cóż, tak to wyznaczają przepisy. Natomiast receptą na wycinki zawsze pozostają nasadzenia. Być może tam, gdzie drzewa nie będą nikomu przeszkadzać. (jar)



Facebook
YouTube
RSS