Podczas ostatniej sesji zwyczajnej rady miejskiej pytano o gazyfikację miasta. Wiadomo, że rozwój sieci tego rodzaju to bliska przyszłość gminy i powiatu. Jednocześnie mieszkańców interesuje stan spraw, bo czasem chodzi o podjęcie strategicznych decyzji co do wyboru systemu ogrzewania
Węgiel straszliwie zdrożał, pellet także przestał wyglądać atrakcyjnie, a tymczasem żmudny proces wymiany źródeł ciepła w gminie i w powiecie jest w toku. Niektórzy rozważają przejście na ogrzewanie gazem. Rynek pokazuje, że kalkulacje cenowe względem różnych paliw mogą się w krótkim czasie wywrócić zupełnie do góry nogami. Gaz, nieraz drogi, czasem przestaje razić ceną. Na pewno jest wygodny. Pytanie o postępy gazyfikacji gminy Kłobuck są więc też próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, jaki sposób ogrzewania domów będzie właściwym wyborem i jaki w ogóle będzie realny do zastosowania w danej miejscowości.
Temat gazyfikacji w końcowej części sesji przypomniała radna Barbara Ziętal. Jak stwierdziła, mieszkańcy są zainteresowani błękitnym paliwem, a obecne trudności z opałem jakby uczyniły tę alternatywę bardziej atrakcyjną.
– Co do gazyfikacji, to – jak państwo wiecie – to zadanie, które jest zatwierdzone, realizowane jest przez spółkę gazowniczą. To nie gmina się tym zajmuje, choć niektórzy mieszkańcy myślą, że to gmina realizuje te zadania. My tylko ułatwiamy kwestie realizacyjne i dotyczy to tylko obszaru miasta Kłobuck – podkreślał w odpowiedzi Jerzy Zakrzewski.
Co jednak z konkretami? Nie jest wykluczone także rozwijanie sieci poza samym Kłobuckiem. Ma to związek z inwestycjami w tę sieć w różnych miejscach w powiecie. Dla gminy Kłobuck istotna jest choćby gmina Popów. Dlatego, że doprowadzana tam sieć ma przebiegać przez Łobodno. Skoro nitka gazociągu będzie już w Łobodnie, pojawi się szansa na korzystanie z błękitnego paliwa przez mieszkańców.
Realia są takie, że sieć gazowniczą buduje się z zasady do odbiorców, którzy tego gazu potrzebują sporo. To są różne zakłady przemysłowe, często przetwórnie spożywcze – których u nas też nie brakuje. Jeżeli gdzieś jest tego rodzaju zakład – duży odbiorca – to gazownicy projektują i budują sieć, by tam gaz dostarczyć. Oczywiście gdy jest firmie potrzebny. Gazyfikacja miejscowości na trasie doprowadzania gazu odbywa się niejako przy okazji. Prywatni odbiorcy, którzy na przykład latem będą gazu używać głównie w kuchni, a więc w znikomej ilości i może jeszcze do bojlera z wodą – to za mało, by budowa gazociągu była opłacalna. Wielu mieszkańców powiatu może się czuć zawiedzionych, że rozwój sieci gazowniczej nie zapowiada się na taką skalę, jak przed dekadami rozwój sieci energetycznej. Mowa tu jednak o zupełnie innych realiach. Dziś decyduje rachunek ekonomiczny. Dlatego z perspektywy gminy Kłobuck ważni okazują się odbiorcy przemysłowych ilości gazu w gminie Popów. Bo przy okazji budowy nitki dla nich gazu doczekają się też mieszkańcy Łobodna.
– Gdyby sieć przebiegała przez Łobodno, byłaby szansa na rozprowadzenie gazu po poszczególnych ulicach. Ale zaznaczam to wyraźnie: tylko wtedy, gdy będą chętni. Sieć nie będzie budowana tam, gdzie nie ma chętnych – dodał Zakrzewski.
Część realizacji gazociągu na naszym terenie wynika z dawno podjętych już planów, a do ich realizacji gazownicy otrzymali dofinansowanie. Budowa sieci na dodatkowych odcinkach szczególnie mocno zależy jednak właśnie od dostępności odbiorców paliwa. Szczególnie tych, którzy zużyją go odpowiednio dużo.
Wciąż kwestia zapotrzebowania na gaz bywa dyskusyjna dla części mieszkańców. Gdy kilka lat temu gazownicy namawiali mieszkańców jednej z gmin, by składali deklarację, a wówczas możliwe będzie wybudowanie sieci – tych deklaracji wpłynęło ledwie kilka. Każdy pewnie myślał, że sobie napali w piecu byle czy, więc po co mu gaz. Dziś palić byle czym się nie da, węgiel jest drogi, gaz mógłby być całkiem niezłym rozwiązaniem, ale temat przegrano kilka lat temu. Przez litość nie napiszemy, w której z gmin wiejskich mieszkańcy okazali się tak krótkowzroczni.
Dziś na rynek gazu wpływają wydarzenia w skali międzynarodowej. Trochę trudno przewidzieć, jak się to wszystko rozwinie i jak wpłynie na dostępność i wartość gazu. Inwestycje tego rodzaju, które do wojny na Ukrainie rozwijały się szybko, zostały przyhamowane. Jest taki stan wyczekiwania. Gazu jest akurat tyle, ilu jest odbiorców. Trzeba więc poczekać, aż sytuacja w Europie i na rynku gazu bardziej się uspokoi.
Pytania o gazyfikację padają i będą padać. Zmiany w zakresie wymagań ekologicznych i zmiany w wartości różnych paliw potrafią mocno zmienić wszelkie kalkulacje. Sensowność interesowania się gazem z sieci dostrzegają też ci wcześniej „mało przewidujący”. To trochę tak, jak z internetem, który kiedyś wydawał się wielu zbędny, a dziś jest jak powietrze. Utrudni się dostęp do węgla, pomysły typu pellet będą drogie, to może i o gazie niejeden pomyśli jako o rozwiązaniu dobrym. Pytanie, czy wcześniej nie przeszkodził w rozwoju takiej sieci własną biernością. Tu wielki plus dla mieszkańców, którzy rozmawiali z radną Ziętal. Oni, jak widać, rozumieją, że warto mieć gaz w sieci co najmniej jako alternatywę. Tak czy inaczej trzeba będzie na ten moment poczekać. Skoro dziś inwestycje tu i ówdzie wyhamowały. (jar)



Facebook
YouTube
RSS