Amatorzy afrodyzjaków może poczują się zawiedzeni, ale Główny Inspektor Sanitarny wydał ostrzeżenie dotyczące obecności niedozwolonej substancji w produkcie określanym jako „Miód turecki na potencję”
Ostrzeżenie dotyczy produktu o nazwie handlowej: Themra Bitkisel Karisimli Macun (miód turecki na potencję), 240g. Numer partii: 20211218. Data minimalnej trwałości: 17.12.2024. Dystrybutor w Polsce zobowiązał się poinformować wszystkich swoich odbiorców o wycofaniu produktu z obrotu. Państwowa Inspekcja Sanitarna prowadzi postępowanie wyjaśniające w przedmiotowej sprawie. Zalecenia dla konsumentów? Nie należy spożywać partii produktu określonej w tym komunikacie. Co więcej, również inne partie należy traktować jako potencjalnie zafałszowane. Odnaleziona substancja, której w produkcie być nie powinno, nie może występować w żywności ze względu na jej działanie medyczne. Spożycie produktu wiąże się z ryzykiem dla zdrowia, szczególnie dla osób przyjmujących leki zawierające inhibitory fosfodiesterazy 5 lub uwalniające tlenek azotu.
Ktoś może będzie zaskoczony, że tą wykrytą i niedozwoloną substancją w „miodzie na potencję” jest… syldenafilu. Jest to bowiem jedna z substancji, na bazie której produkuje się leki na potencję. Można by więc pomyśleć, że skoro ktoś kupuje miód na potencję, to mu taki dodatek leku na potencję nie tylko nie szkodzi, ale nawet jest czymś w rodzaju „bonusu”. O co zatem chodzi? Czemu cały ten komunikat?
Przede wszystkim właśnie dlatego, że syldenafil to lek i nie każdy może go przyjmować, a poza tym nie powinien przyjmować nieświadomie. Jeżeli tu potencję miał poprawiać „miód turecki”, to zgodnie z takim opisem powinien to robić bez dodatku leku na potencję. Krótko mówiąc: nie jest to w porządku i stąd komunikat. Leki nie mają prawa znajdować się w składzie żywności. To nie wszystko. Jeśli ktoś myśli, że mu lek na potencję w tureckim miodzie nie przeszkadza, a nawet uzna, że… woli, aby taki dodatek tam był i miód razem z nim zadziałał realnie na potencję, to… Główny Inspektor Sanitarny dość jasno przestrzega, że można się taką „okazją” nieźle załatwić. Bo owszem, stwierdzono obecność leku na potencję w miodzie, ale jednocześnie nie jest znane pochodzenie tego składnika, jego czystość oraz dawka tej substancji w produkcie. Innymi słowy: po to partię miodu z niezadeklarowanym środkiem farmakologicznym usuwają z rynku, żeby nikomu nie zaszkodziła, bo nie wiadomo, czy to przypadek, czy ktoś może „podrasował” miód na potencję w jakiejś przysłowiowej szopie, nie martwiąc się, czy dobrze dawkuje i czy komuś nie zaszkodzi. Spożywanie takiego miodu, o którym mowa w komunikacie GIS, może więc być równie ryzykowne jak zażywanie leków kupionych gdzieś „na lewo” w internecie czy nawet jak zażywanie dopalaczy o niepewnym składzie i pochodzeniu. Zdecydowanie nie warto.
Należy także dodać, że w europejskim Systemie Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach inne kraje członkowskie zgłaszały już powiadomienia dotyczące produktów marki Themra tego samego producenta. Coś więc jest na rzeczy – i na pewno warto zachować ostrożność. Bo w ocenie GIS istnieje duże prawdopodobieństwo, że inne partie przedmiotowego produktu również mogą być zafałszowane. I mogą być niebezpieczne. (jar)



Facebook
YouTube
RSS