Aleksandra Śmigielska – pisarka, lekarka weterynarii, kobieta wielu pasji. Choć dziś mieszka i pracuje poza Kłobuckiem, to właśnie z tym miastem łączy ją wiele wspomnień, które – jak sama przyznaje – w znacznym stopniu wpłynęły na jej literacką drogę. Autorka debiutanckiej „Oszustki” i poruszającej, pełnej emocji powieści „Wiem o wszystkim”, opowiada o pisaniu jako sposobie na życie, wewnętrznej potrzebie opowiadania historii i inspiracjach, które czerpie z codzienności, pracy, dzieciństwa, a także… z przyrody. Jej bohaterki są autentyczne, złożone, często poranione – tak jak ludzie, których spotyka w gabinecie weterynaryjnym. Śmigielska nie boi się trudnych tematów: przemocy, depresji poporodowej, samotności. W rozmowie zdradza kulisy swojej twórczości, proces powstawania książek, rolę wsparcia społeczności lokalnej i marzenia związane z pisarską przyszłością.
Jakie wspomnienia z Kłobucka najbardziej wpłynęły na Pani twórczość literacką?
To w Kłobucku zakochałam się w książkach. W dzieciństwie babcia czytała mi do snu „Przygody Sherlocka Holmesa”. Ogromną rolę odegrały także kłobuckie biblioteki, zarówno te szkolne, jak i biblioteka na Okólnej. To tam po raz pierwszy natknęłam się na kryminały Agathy Christie, Joanny Chmielewskiej czy Joe Alexa.
Poza tym, gdy byłam dzieckiem, w Kłobucku miały miejsce dwa wydarzenia – śmiertelny wypadek na plebanii (miałam nieszczęście natknąć się na zwłoki) oraz gwałt i zabójstwo kobiety (na szczęście sprawcę szybko ujęto, ale pamiętam nastroje, jakie wówczas panowały). Tym wszystkim się nasiąka i później przenika to do książek.
Czy Kłobuck lub jego mieszkańcy stanowią inspirację dla miejsc lub postaci w Pani książkach?
Osówiec, który pojawia się w „Wiem o wszystkim”, to miejscowość pod Bydgoszczą, natomiast staw, który wykopałam na działce Janiny, jest odpowiednikiem jednego ze stawów rybnych z Zakrzewa, nad który jeździłam w młodości. Również atmosfera małego miasta to echo tych wszystkich lat, które spędziłam w Kłobucku.
Czy jako dziecko marzyła Pani o pisarstwie, czy to pasja, która pojawiła się w Pani życiu później?
Już jako dziecko chciałam być pisarką. Pod koniec podstawówki pod choinkę dostałam wymarzoną maszynę do pisania. Kupiłam podręcznik i w czasie ferii zimowych opanowałam pisanie na niej dziesięcioma palcami (bardzo mi się teraz ta umiejętność przydaje, chociaż w tej chwili korzystam oczywiście z komputera). To właśnie na tej maszynie w liceum napisałam pierwsze opowiadania, które były publikowane w czasopismach ogólnopolskich.
A później zadziało się życie – pochłonęły mnie studia i nauka zawodu, a pisanie zeszło na dalszy plan. Aż do czasu, gdy (jakieś trzy lata przed pandemią) zaliczyłam swój prywatny „lockdown”. Utknęłam wówczas w gabinecie i pracowałam na dwa etaty. Bardzo potrzebowałam jakiejś odskoczni. Wtedy wróciłam do pisania. Zaczęłam od opowiadań kryminalnych, które wysyłałam na konkursy, a po wielu wygranych stwierdziłam, że czas na powieść.
Jakie książki lub autorzy są dla Pani inspiracją?
Myślę, że wszystkie książki, które przeczytałam, wpłynęły na mój styl oraz charakter tworzonych przeze mnie historii. Poczynając od literatury młodzieżowej (Nienacki, Niziurski, Montgomery), przez piękną (Llosa, Steinbeck, Marquez, Saramago, Orbitowski, Twardoch) aż po kryminały (Christie, Doyle, Nesbo, Coben, Minier, Guzowska, Chmielarz, Czubaj i masa innych) i poezję (np. Leśmian).
Jak wygląda Pani proces twórczy? Czy pisze Pani według określonego planu, czy pozwala Pani historii rozwijać się spontanicznie?
Zawsze mam w głowie początek, zakończenie i najważniejsze punkty zwrotne – one pozostają niezmienne. Nim usiądę do pisania, układam plan, ale nie trzymam się go kurczowo. Gdy historia się rozwija, coraz lepiej poznaję swoich bohaterów i czasem okazuje się, że nie zrobiliby rzeczy, jakie dla nich zaplanowałam. Wówczas dostosowuję plan do możliwości moich postaci, nie są to jednak drastyczne zmiany, które przewracałyby do góry nogami całą fabułę.
W jaki sposób Pani doświadczenie jako lekarka weterynarii wpływa na kreowanie bohaterów i fabuły w Pani powieściach?
Zawód lekarza weterynarii należy do tych najbardziej obciążających psychicznie, mamy jeden z najwyższych współczynników samobójstw. Ciężko chore zwierzęta, czasem zaniedbane przez właścicieli, konieczność wykonywania eutanazji w sytuacjach, gdy jest już naprawdę źle, agresywne zachowania niektórych właścicieli zwierząt – to wszystko wiąże się z naprawdę trudnymi emocjami, które trzeba gdzieś skanalizować. Ale wiąże się też z obserwacją tzw. ludzkiej natury. Moja praca to ciągłe rozmowy z ludźmi, nie tylko o ich pupilach. To możliwość poznania różnych punktów widzenia. Oraz wiedza anatomopatologiczna i farmakologiczna – krótko mówiąc, wiem, w jaki sposób uśmiercić bohatera i co się z nim będzie działo po zgonie. Dodatkowo analityczne myślenie, niezbędne do leczenia zwierząt, konieczne jest także podczas zaplatania wątków intrygi kryminalnej. A w przypadku „Oszustki”, w której główną bohaterką jest lekarka weterynarii, research zrobił się sam, ponieważ opisałam świat, który doskonale znam. Dzięki tej książce czytelnik może zajrzeć za kulisy mojego zawodu i dowiedzieć się o rzeczach, o których zwykle się nie mówi.
Czy któryś z bohaterów Pani książek jest wzorowany na realnej osobie?
Nie, moje książki to fikcja literacka i wszystkie postaci są wymyślone. Jednocześnie każda z nich stanowi zlepek cech charakteru, doświadczeń, historii, przeżyć osób, z którymi kiedyś się zetknęłam i które zechciały się nimi ze mną podzielić. W ramach researchu do „Wiem o wszystkim” czytałam dodatkowo wypowiedzi członków jednej z facebookowych grup zrzeszających ofiary przemocy. Chciałam lepiej poznać moją bohaterkę, Weronikę. Te wszystkie pomysły nie rodzą się w próżni, ale jednocześnie żadna z postaci nie istnieje w realnym świecie.
Jakie znaczenie mają dla Pani kobiece postaci w literaturze? Czy czuje Pani, że w polskiej literaturze brakuje określonego typu bohaterek?
Wydaje mi się, że wciąż za mało mówi się o osobach (niezależnie od płci), które są ofiarami. Ofiarami alkoholowej relacji, ofiarami depresji poporodowej, ofiarami przemocy psychicznej. Że uwaga skierowana jest na kata, a nie na człowieka, któremu wyrządzono krzywdę. A może o tym się mówi, ale społeczeństwo ma problem z przyjęciem pewnych faktów do wiadomości? Chociażby kwestia depresji poporodowej – jedna z bohaterek „Wiem o wszystkim” doświadczyła jej przed laty i teraz stale zmaga się z poczuciem winy, że nie kochała swojego dziecka wystarczająco mocno. Po spotkaniach autorskich podchodziły do mnie kobiety, które przeszły przez to samo i dziękowały, że napisałam taką książkę.
„Oszustka” to Pani debiutancka powieść. Jakie wyzwania napotkała Pani podczas jej pisania i jak ocenia Pani odbiór tej książki przez czytelników?
Największym wyzwaniem było znalezienie czasu na pisanie. Gdy powstawała „Oszustka”, bardzo dużo pracowałam (o wiele więcej niż teraz), a że jestem obowiązkowa, więc najpierw zajmowałam się tym, czym powinnam (czyli pracą zawodową), a na przyjemności (pisanie) nie pozostawało wiele czasu. Odbiór książki jest bardzo dobry, większości czytelnikom historia Marty naprawdę się spodobała.
Jak wyglądała Pani droga do wydania pierwszej powieści? Czy było trudno znaleźć wydawcę?
Było to zadziwiająco łatwe i wszystko działo się bardzo szybko. Zwykle autorzy rozsyłają swoją pierwszą książkę do wydawnictw, miesiącami czekają na odpowiedź, nie dostają żadnej, piszą kolejną książkę, znów rozsyłają, czekają… A do mnie wydawca odezwał się już następnego dnia po wysłaniu tekstu. A później dostałam pozytywne odpowiedzi również z innych wydawnictw. Po części to zasługa tego, że nim rozesłałam książkę do wydawców, długo nad nią pracowałam, a po części – rekomendacji napisanej przez Wojciecha Chmielarza, u którego kiedyś byłam na warsztatach literackich i który był jednym z pierwszych czytelników tej książki.
Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas premiery debiutanckiej książki? Czy coś Panią zaskoczyło w reakcjach czytelników?
Podczas premiery byłam szczęśliwa, że mam wokół siebie tylu wspaniałych, wspierających ludzi – znajomych i nieznajomych, w tym również mieszkańców Kłobucka. Wydając „Oszustkę” wchodziłam do nowego świata i nie wiedziałam, czy się w nim odnajdę. Bardzo mnie to stresowało. Założyłam profil autorski na Facebooku, informacja o książce pojawiła się najpierw na stronie naszej kłobuckiej biblioteki, a później Gazety Kłobuckiej i wówczas otrzymałam masę wsparcia od mieszkańców Kłobucka. To było dla mnie chyba nawet ważniejsze niż samo wydanie książki. Oczywiście, możliwość wzięcia do ręki własnej powieści to niesamowite przeżycie, ale jednak radość z powodu wsparcia ze strony otoczenia była nieporównywalnie większa. Również reakcje czytelników, którym spodobała się „Oszustka”, pokazywanie jej w swoich SM, pisanie o niej na grupach książkowych czy na Lubimy Czytać – to wszystko sprawiło mi niesamowitą radość.
Czy po sukcesie „Oszustki” czuła Pani większą presję przy pracy nad kolejną książką?
Pracę nad drugą książką rozpoczęłam wiele miesięcy przed debiutem i myślę, że sukces „Oszustki” nie miał wpływu na jej powstawanie. Natomiast fakt, że mam wyznaczony termin oddania drugiej książki, już niestety wpłynął na proces twórczy. Bardzo dobrze działam w stresie – o ile jest to jakaś konkretna czynność do wykonania (np. zatamowanie krwotoku u psa), natomiast twórczość wymaga swobody. A tej niestety nie miałam, dlatego pierwszą wersję książki, którą napisałam niemalże w terminie, wyrzuciłam – nie byłam w stanie wejść głębiej w bohaterki, nie czułam tej historii. I dopiero później, gdy stało się oczywiste, że nie oddam książki na czas, odnalazłam tę swobodę, której potrzebuję podczas pisania. Bardzo cieszyłam się też, że dzięki sukcesowi pierwszej książki mam grono czytelników, którzy czekają na kolejną. Bez czytelników to wszystko nie miałoby sensu.
W „Wiem o wszystkim” przedstawia Pani historie trzech kobiet uwikłanych w mroczne tajemnice. Skąd czerpała Pani inspirację do stworzenia tak złożonych postaci i ich losów?
Inspiracją do stworzenia tych bohaterek były historie moich znajomych oraz klientek gabinetu, które opowiedziały mi o zmianach, jakie zaszły w ich życiu po urodzeniu dziecka. O wielkiej miłości, która bywa trudna, a także o utracie niezależności i jakiejś cząstki siebie, która kiedyś była dla nich ważna. Dodatkowo posiłkowałam się rozmowami z psychologiem i czytaniem zwierzeń ofiar przemocy domowej. Bohaterki „Wiem o wszystkim” nie narodziłyby się jednak, gdyby wspomniane rozmowy nie zderzyły się z obserwacją świata przyrody, a konkretnie łysek (wodnych ptaków), które ze strachu o młode na moich oczach zadziobały niewinnego szpaka, który się do nich zbliżył.
Czy „Wiem o wszystkim” to książka, którą od początku planowała Pani napisać, czy może jej fabuła ewoluowała w trakcie pracy?
Jednocześnie od początku planowałam napisać tę książkę i jej fabuła ewoluowała. Wiedziałam dokładnie, jaki będzie początek i zakończenie, wiedziałam, o czym chcę czytelnikom opowiedzieć, natomiast podczas pisania droga, którą przebyły moje bohaterki, ulegała zmianie.
Jakie przesłanie chciała Pani przekazać czytelnikom poprzez tematykę sekretów i ich wpływu na życie bohaterów w „Wiem o wszystkim”?
Pisząc książkę, nie myślałam tymi kategoriami. Pod lupę wzięłam kobiety i zmiany, które zachodzą w ich życiu po urodzeniu dziecka. To, jak bardzo macierzyństwo wpływa na codzienność i że nie wszystkie zmiany są na plus. Media społecznościowe pełne są zdjęć uśmiechniętych mam i uśmiechniętych dzieci, nikt nie pokazuje tych wszystkich godzin zmęczenia i zniechęcenia, które dotykają matki, tego wszystkiego, z czego rezygnują, by zadbać o swoje dzieci. Chciałam za pośrednictwem tej książki zadać czytelnikowi pytanie, jak daleko wolno nam się posunąć, by ochronić osobę, którą kochamy, w którym miejscu przebiega granica między miłością do dziecka a okrucieństwem wobec innych.
W Pani książkach pojawiają się wątki psychologiczne i kryminalne – co najbardziej fascynuje Panią w tych gatunkach?
W kryminale uwielbiam zagadkę, możliwość ułożenia literackiego odpowiednika zadania matematycznego, gdzie wszystkie dane, których potrzebuje czytelnik, znajdują się w zasięgu jego ręki (czy może raczej: wzroku), ale zostały tak ukryte, by trudno było je dostrzec. Z kolei wątki psychologiczne nadają powieści głębi. Nie byłabym w stanie napisać książki czysto rozrywkowej, bez drugiego dna, bez tematu, który stanowi serce całej historii.
Jak ważne są dla Pani opinie czytelników? Czy śledzi Pani recenzje i komentarze na temat swoich książek?
Co jakiś czas przeglądam recenzje z czystej ciekawości, jak ludzie odbierają to, co napisałam, co im się podobało, a co nie.
Czy zdarzyło się, że czytelnicy interpretowali Pani książki inaczej, niż Pani to sobie wyobrażała?
Tak, stale się to zdarza. Nie jest tajemnicą, że w powieści każdy widzi to, co już nosi w sobie, a że książki czytają bardzo różne osoby, więc i ich interpretacje tekstu są skrajnie różne. Na tym właśnie polega magia literatury.
Czy kiedykolwiek napotkała Pani na krytykę swojej twórczości, która skłoniła Panią do zmian w sposobie pisania?
Gdy pisałam „Oszustkę”, doskonale znałam Martę, główną bohaterkę tej powieści i wiedziałam, dlaczego podejmowała takie, a nie inne decyzje. Marta to DDA, która zamiast przepracować przeszłość, postanowiła od niej uciec, stąd wielu czytelnikom, którzy nie mają problemów z nawiązywaniem zdrowych, bliskich relacji, jej zachowanie wydaje się nielogiczne. Natomiast narratorką „Oszustki” jest właśnie Marta, która oczywiście nie zdaje sobie sprawy z mechanizmów, które kierują jej postępowaniem, nie mogła więc tłumaczyć czytelnikowi, dlaczego podejmuje takie a nie inne decyzje, bo sama nie znała odpowiedzi na te pytania. Dlatego w „Wiem o wszystkim” zastosowałam narrację trzecioosobową i trzy różne punkty widzenia, co pozwoliło na pogłębienie postaci.
Jakie są największe wyzwania, przed którymi stoi współczesny pisarz w Polsce?
Myślę, że największym wyzwaniem jest pogodzenie pracy na etacie (dzięki której większość autorów stać na chleb) z pisaniem, działaniami promocyjnymi wokół książek (w tym prowadzeniem SM) i życiem osobistym. Dla większości autorów pisanie to drugi etat, taki, na którym nie zarabia się dużo, ale który z różnych względów jest dla nich ważny, a doba nie jest z gumy.
Czy planuje Pani kolejne powieści osadzone w realiach małych miast, takich jak Kłobuck, czy może skłania się Pani ku innym sceneriom?
Jeśli nic się nie zmieni, akcja kolejnej powieści będzie osadzona właśnie w małym mieście, ale nie w Kłobucku, ponieważ potrzebowałam nieco innej scenerii. Mam jednak nadzieję, że wymyślę wreszcie fabułę, która mogłaby się zadziać w Kłobucku i że to właśnie tutaj ulokuję bohaterów którejś z przyszłych książek.
Czy myślała Pani o napisaniu książki w zupełnie innym gatunku, na przykład fantasy lub science fiction?
Na razie nie, świat rzeczywisty jest na tyle fascynujący, że nie czuję potrzeby wymyślania nowych miast czy krain, a poza tym mam słabość do kryminałów. Nie twierdzę natomiast, że będzie tak zawsze.
Gdyby „Oszustka” lub „Wiem o wszystkim” miały zostać zekranizowane, czy ma Pani wymarzoną obsadę do głównych ról?
To trudne pytanie, ponieważ nie kojarzę nazwisk większości aktorów. Byłabym jednak przeszczęśliwa, gdyby któraś z moich powieści doczekała się ekranizacji.
Jakie są Pani plany na najbliższy rok – zarówno zawodowe, jak i literackie?
Zamierzam skończyć powieść, nad którą aktualnie pracuję, i nadal leczyć zwierzęta.
Konkurs z książkami Aleksandry Śmigielskiej!
Z okazji publikacji wywiadu z Aleksandrą Śmigielską, Gazeta Kłobucka organizuje konkurs, w którym do wygrania są trzy egzemplarze najnowszej książki autorki – „Wiem o wszystkim”. Jeśli chcesz wziąć udział, odwiedź nasz profil na Facebooku, sprawdź szczegóły i daj się porwać literackim emocjom! To świetna okazja, by poznać historie, które skrywają mroczne tajemnice, a także zainspirować się twórczością, która wzrusza i skłania do refleksji. Czekamy na Wasze zgłoszenia! (WW)



Facebook
YouTube
RSS