Na temat tuczarni i biogazowni w Krzepicach rozmawiamy z Jackiem Jagiełłowiczem, prezesem zarządu Agro-Duda Sp. z o.o. – spółki, która, jak twierdzi prezes, jest biernym uczestnikiem awantury wszczętej w mieście jesienią ubiegłego roku
„Gazeta Kłobucka”: WIOŚ przekazał krzepickiemu magistratowi wyniki kontroli państwa tuczarni. Sprawiły one, że krzepiccy radni przyjęli kilkanaście wniosków zobowiązujących władze miasta do ściślejszej kontroli działalności tuczarni. Zastrzeżenia WIOŚ dotyczyły przede wszystkim szczelności laguny na gnojowicę. Jak firma reaguje na tę zmianę stanowiska radnych?
Jacek Jagiełłowicz: Jesteśmy dziś w jednej dużej i permanentnej kontroli. Sprawdzają nas wszystkie powołane do tego instytucje. Nie mamy jeszcze oficjalnego stanowiska z urzędu miasta, w jaki sposób by chciano nas kontrolować, natomiast miasto uczestniczy też już w tych obszarach kontroli, w których może. Prawdą jest, że mieliśmy usterkę polegającą na pęknięciu poszycia przykrycia laguny. Natychmiast zabezpieczyliśmy to tak, że dziś laguna jest szczelna i nie wydostaje się z niej gnojowica. Obecnie ustalamy przyczynę zdarzenia i ewentualną możliwość udziału osób trzecich. Warto podkreślić, że to pierwszy taki przypadek nie tylko w zakładzie w Krzepicach, ale w ogóle we wszystkich naszych spółkach z Grupy PKM Duda. Poddajemy się kontroli i nadzoru budowlanego, i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Zdajemy sobie sprawę, że jest to najważniejsze, żeby nie doszło do skażenia środowiska. To ważna informacja także dla radnych – tych, którzy do tej pory, jak pan wspomniał, przyglądali się, byli w wyczekiwaniu – że tak naprawdę ferma nie zagrażała i nie zagraża środowisku. Co zresztą potwierdziły kontrolujące nas instytucje. My nie doprowadziliśmy do skażenia środowiska.
Czytaj więcej w najnowszym numerze GK lub na e-wydaniu.



Facebook
YouTube
RSS