PROBLEM. Sznur stojących na poboczu aut, bo na krajówce po lodzie nie dało się zjechać z górki. Jeden wielki korek w drodze na Częstochowę. – Trzy godziny jechaliśmy z Rakowa do Kłobucka! – mówi pan Mariusz, mieszkaniec naszego powiatu. Od drogowego horroru zawrzało też w internecie. – Ja się pytam, gdzie są drogowcy! – komentowała na gorąco pani Małgorzata, jedna z poruszających się po drogach naszego powiatu użytkowniczek Facebooka
Jarosław Jędrysiak, Piotr Wiewióra
Co roku mówi się, że zima zaskoczyła drogowców. Czasem trochę na wyrost. Ale nie tym razem. Niektórzy musieli spędzić nawet po kilka godzin w gigantycznym korku.
W oczekiwaniu na piaskarkę
W ubiegłym tygodniu źle było już po nocnych mrozach z niedzieli na poniedziałek. Kto jechał w poniedziałek do pracy, miał szansę zobaczyć drogi białe od śniegu z lodem, ale jeszcze nietknięte przez drogowców. W ciągu dnia było troszkę cieplej, śnieg się stopił, wieczorem chwycił mróz – i rozpoczął się prawdziwy horror. Na jezdniach zrobiło się lodowisko. Tempo jazdy: kilka kilometrów na godzinę. A i tak nie wszędzie było to możliwe.
Odpowiedzialni kierowcy tirów nie zdecydowali się zjeżdżać z górki od strony Kłobucka w kierunku Opatowa, lecz zatrzymywali się po kolei na poboczu, czekając na nadjechanie tutaj piaskarki i posypanie drogi. Wielu kierowców osobówek też tu utknęło w korku. Zresztą w obu kierunkach – bo sznur aut stał zarówno przed zjazdem z górki, jak i od strony Krzepic, gdzie ciągnął się od Opatowa w zasadzie do samej obwodnicy miasta.
Jak mogło dojść do tego, że nieprzejezdna była droga, która ma tutaj najwyższą rangę i jest użytkowaną przez tysiące pojazdów osią komunikacji kołowej naszego powiatu? Na drogowców posypały się gromy zdenerwowanych mieszkańców.
Więcej w najnowszym numerze GK (48) lub na e-wydaniu.



Facebook
YouTube
RSS