OŚWIATA. Radzie gminy przedłożono na sesji uchwałę o sprzedaży lokalu po przedszkolu w Podłężu Szlacheckim. Sołtys wsi, zdziwiony propozycją, protestował. Rozpętała się dyskusja na temat przyszłości przedszkola i nieruchomości, jaką zlokalizowany tu oddział zajmował. Jaki dała rezultat?
Jarosław Jędrysiak
Chodzi tu o niespełna 90-metrowy lokal w budynku, w którym gmina jest tylko jednym z współwłaścicieli, bo są tam też mieszkania prywatne. Przez lata działał tu oddział przedszkolny. Gdy od ubiegłego roku szkolnego zawieszono go z powodu zbyt małej liczby dzieci, formalnie był częścią Gminnego Przedszkola Publicznego w Przystajni, które w czasie działania oddziału posiadało też trwały zarząd nad nieruchomością. Teraz już placówka tego zarządu nie posiada, i to był też pierwszy formalny krok, aby to gmina mogła tym lokalem, jako swą własnością, swobodnie rozporządzać. Skoro teraz stoi pusty, powstał pomysł wystawienia go na sprzedaż. Tyle tylko, że większość radnych podczas marcowej sesji wyglądała na zaskoczonych propozycją – której nie poświęcono dość czasu na omówienie, najlepiej podczas obrad komisji rady.
Nie tylko radni byli zaskoczeni. W Przystajni praktyka sesyjna wygląda tak, że nie zawsze obecni są na obradach wszyscy sołtysi. Chyba że mają jakieś ważne sprawy. Tym razem przybył więc sołtys Podłęża Szlacheckiego – nie tylko przybył, ale na długo przed omawianiem uchwały o zgodzie na sprzedaż przedszkola zabrał głos. Jak podkreślił, lokalna społeczność nic nie wie o tym, że w urzędzie gminy szykuje się sprzedaż lokalu po zawieszonym oddziale przedszkolnym.
Doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego rzeczywiście nie rozeznano opinii mieszkańców, skoro ich ewentualne decyzje w znacznym stopniu dotyczą. Skoro przecież są racjonalne argumenty za zbyciem nieruchomości, to czyżby założono, że nie trafią do lokalnej społeczności i nie przekonają najbardziej zainteresowanych?
Radni też mieli szereg wątpliwości. Zapis dyskusji oraz argumenty za sprzedażą, które przedstawił wójt, podajemy obok. Niektóre inne zabrzmiały nawet dość humorystycznie. Gdy wójt powiedział, że dla sensowności funkcjonowania oddziału przedszkolnego potrzeba choćby dziesięciu dzieci, zareagował przedstawiciel Podłęża.
– Czy to muszą być dzieci jednego rocznika? – pytał sołtys. – Jeśli nie, to będzie ich tyle – zadeklarował za swoją społeczność, wywołując tą śmiałą deklaracją pewne rozbawienie samorządowców.
– Jak pan sołtys zapewnia, to na pewno tak będzie – kwitował w tej żartobliwej konwencji wójt Henryk Mach.
Finalnie radni zdecydowaną większością postanowili, że uchwała wróci do omówienia w ramach komisji. Czyli żadnej wiążącej decyzji przed dokładnym przedyskutowaniem wszystkich argumentów na razie nie podjęto. Czy o zdanie zapytają też mieszkańców Podłęża? Deklaracje w tym zakresie nie padły, choć wydaje się, że to tam właśnie, w gronie sołectwa, sprawa powinna być równie dokładnie przedyskutowana.


Facebook
YouTube
RSS