NASZE INTERWENCJE. Mieszkanka Kalei uważa, że sąsiad zajął część drogi między posesjami i utrudnił jej wjazd. Sprawa, jak się okazuje, ma drugie dno
– Sąsiad postawił sobie płot tak, że przekroczył granice swojej działki. I zajął część drogi, która jest między nami. Ja mam po tej drodze wjazd na podwórko. Teraz wąski. Jestem starszą osobą. Jest mi ciężko – mówi nam mieszkanka domu przy ulicy Głównej. Kobieta dodaje w rozmowie telefonicznej, że wedle jej wiedzy droga między posesjami jej i sąsiada jest publiczna. Czyli gmina powinna się zająć tym, że sąsiad postawił płot nie tak jak należy.
– Zgłaszałam to. Ale gdzie tam! Ten poprzedni wójt to pomógł. A ten? Powiedział mi, że może mi przysłać geodetę, ale to ja będę musiała zapłacić. Ja, w moim wieku i przy moim zdrowiu. A to przecież gminna droga – dodaje nasza rozmówczyni.
Dzwonimy więc do gminy, by się dowiedzieć, co jest grane – i czemu gmina nie interesuje się tym, że ktoś postawił płot na jej drodze.
– To jest wszystko nieprawda – tak wójt Tomasz Osiński komentuje w pierwszych słowach to, co mu zreferowaliśmy z rozmowy naszej z mieszkanką.
Okazuje się, że sprawa ma drugie dno. Mieszkanka już od dawna jest w sporze z sąsiadami oraz z władzami i różnymi instytucjami. Przy czym sprawa dotyczy nielegalnych rur, którymi mają być odprowadzane ścieki do rowu. Wójt mówi nam, że tam wielokrotnie dokonywano kontroli i nigdy nie stwierdzono takich „lewych” spustów. Jedyny odpływ był… od zgłaszającej problem mieszkanki. Jeśli sięgnąć pamięcią, to kilka lat temu nawet na naszych łamach był materiał o tych właśnie „nielegalnych rurach”. I kilku towarzyszących temu sprawach. Z wnioskami na koniec podobnymi jak te, o których teraz przypomina wójt Osiński.
No dobrze, ale co z drogą? Mieszkanka w końcu nie prosiła nas o interwencję w sprawie rur, ale w sprawie drogi, którą – jak przekonywała – sąsiad częściowo zagarnął i zagrodził płotem.
– To przekonanie, że zostały tam naruszone granice geodezyjne, ta pani bierze z jej wiedzy o pomiarach, które były w tym miejscu prowadzone wcześniej. Rzecz w tym, że geodeta, który te pomiary wykonywał, nie podziela wniosków, które formułuje ta pani – mówi wójt gminy Wręczyca.
Jak rozumiemy: ktoś czegoś tu może faktycznie nie zrozumiał. No ale to jeszcze nie zbrodnia. Czy faktycznie nie można rozwiać wszelkich wątpliwości i wykonać nowych pomiarów? Takie, żeby było pewne, gdzie przebiega droga, gdzie może być płot – i tak dalej?
– Tam drogi gminnej jest tylko kawałeczek, ale możliwe, że w pewnej perspektywie, ze względu na lokalizację tej drogi, dla gminy byłoby korzystne uregulowanie tu kwestii własnościowych. Co do samych pomiarów, to właśnie mamy zamiar takie przeprowadzić. Mamy już nawet umówiony termin, dokładnie 9 września. Specjalnie zlecimy to niezależnemu geodecie, niezwiązanemu z gminą, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości – mówi wójt.
Czy pomiary wyjaśnią, jaki jest stan fatyczny? Kto tu wchodzi w cudze granice, a kto nie? Zapewne tak. A czy przy rogu Głównej i Cmentarnej w Kalei ucichną w końcu międzysąsiedzkie emocje? Cóż, to już zupełnie inna sprawa. (jar)



Facebook
YouTube
RSS