Powiat

„W nocy apteki sprzedają głównie prezerwatywy, a nie leki”

O dyżurach aptek rozmawiamy z Mariuszem Politowiczem, członkiem Naczelnej Rady Aptekarskiej.
„W nocy apteki sprzedają głównie prezerwatywy, a nie leki”

„Gazeta Kłobucka”: Ludzie zwykle zakładają, że kupią lek nawet w nocy, bo jest w powiecie apteka, która pełni dyżur. Wiadomo jednak, że apteki nie chcą brać na siebie takich dyżurów. Skąd ten problem?
Mariusz Politowicz: Na skutek złego prawodawstwa – artykułu 94 Prawa farmaceutycznego – rozkład dni i godzin pracy aptek (ustawodawca nie posługuje się pojęciem „dyżur”) ustala rada powiatu, która nie jest właścicielem aptek ani pracodawcą aptekarzy. Rada powiatu także nie płaci za te dyżury. Mówiąc szczerze: nikt nie płaci aptekom za tę dodatkową pracę. Na skutek wieloletnich zaniechań ustawodawcy mamy sytuację, że w przeliczeniu na jedną aptekę przypada za mało magistrów farmacji. A są to jedyne osoby uprawnione do samodzielnej pracy w aptece. Mamy więc za dużo aptek jak na taką liczbę farmaceutów. Nawet Ministerstwo Zdrowia podaje, że mamy zaledwie 1,78 magistra farmacji na aptekę. 83% farmaceutów to kobiety. W związku z tym nie da się pracować 24 godziny na dobę przez 7 dób w tygodniu, a w szeregu powiatów taki tryb pracy określa ich uchwała.
GK: W powiecie kłobuckim te dyżury też są tygodniowe. Ale pełnią je różne apteki. Taki dyżur wypada więc raz na jakiś czas. Czy tego nie da się pogodzić z możliwościami funkcjonowania aptek?
MP: Nie da się tego pogodzić. Zwłaszcza w przypadku aptek jednoosobowych. Takich jak choćby moja. Jeżeli pracuję w ciągu dnia, nie mogę w nocy. Jeżeli będę w nocy, nie mogę być w dzień. A nie mogę sobie pozwolić na to, by następnego dnia aptekę zamknąć, żeby odpocząć. Nie da się pracować i w dzień, i w nocy. Skoro większość ruchu, zapotrzebowania, jest w ciągu dnia, to oczywiste jest, że na tej części doby będą się koncentrowały apteki. Jest to korzystne dla chorych.
GK: Ale nie każda apteka ma tylko jednego pracownika.
MP: Nie bez powodu zaznaczyłem, że 83% magistrów farmacji to kobiety. Teraz, w okresie COVID-u, wiele kobiet musiało iść na urlopy opiekuńcze. W przypadku aptek oznacza to, że personel apteczny drastycznie się zmniejszył. Apteka kilkuosobowa mogła nagle stać się apteką jednoosobową lub zamknąć swe podwoje. Epidemia znów się nasila. Dyżurowanie, ale i praca za dnia mogą stać się niewykonalne. Jednocześnie, według posiadanych przez ministerstwo danych o obrocie aptek, większość dyżurowej sprzedaży to wcale nie leki, ale prezerwatywy, kubki na mocz i testy ciążowe. Czyli coś, co nie jest niezbędne do ratowania życia.
GK: Skargi związane z dyżurami aptek, które docierają do nas, dotyczą sytuacji, w których ktoś chciał wykupić lek zapisany wieczorem w ambulatorium. Na przykład dla dziecka. Nie słyszałem skarg na brak możliwości zakupu prezerwatyw.
MP: Dane aptekarzy i tym samym dane Ministerstwa Zdrowia pokazują jednak coś innego. Rozumiem, że pacjent może swoją sytuację przedstawiać w nieco innym świetle. Niestety, twarde dane, które każdej doby spływają z aptek, pokazują, co faktycznie jest standardem sprzedaży dyżurowej. Co więcej, Ministerstwo Zdrowia też niedawno przyznało, że po godzinie 23.30 ruch w aptekach w zasadzie zamiera. Niestety, dla pacjenta będzie to trudne do zaakceptowania, ale jeśli sytuacja jest poważna zdrowotnie, to po pierwsze nie idzie się do apteki, tylko do lekarza, na SOR. I jeżeli zagrożenie jest realne, chory nie wychodzi z izby przyjęć, tylko jest kładziony na oddział. W innych przypadkach nie ma mowy o groźbie utraty zdrowia czy życia. De facto dyżur jest bezpłatną wygodą, a nie koniecznością.
GK: Czyli leki może wykupić rano?
MP: Tak jest. Odczucia subiektywne a obiektywna ocena stanu pacjenta to są zupełnie inne sprawy. Znów dochodzimy do tego, co mówi ustawodawca. Pozwala radzie powiatu na ustalenie dni i godzin pracy aptek niezależnie od ich sytuacji logistycznej. Czyli posiadania sił i środków. Ludzi i opłacalności. Jeśli ustawodawca mówi: „dyżuruj, pracuj, nie obchodzi nas to, czy zarobisz – masz być”, prędzej czy później dojdzie albo do likwidacji apteki, albo do pomyłki aptekarza, skutkującej utratą zdrowia lub życia pacjenta. Albo do utraty zdrowia lub życia aptekarza – na skutek przemęczenia.
GK: To skrajna sytuacja…
MP: Ależ oczywiście. Ale nawet w moim mieście, w Pleszewie, w ubiegłym roku w trzydziestej którejś godzinie szpitalnego dyżuru zmarł lekarz kardiolog. A ten sam powiat pleszewski nakazuje mi pracę przez 7 dób dyżurów w tygodniu. Nie mam zamiaru ryzykować, że przydarzy mi się to, co spotkało tego lekarza.
GK: Wspomniał pan o opłacalności. W społecznym odczuciu apteki to dobry biznes. Czy więc nie stać ich na to, by raz na jakiś czas „dołożyć do interesu” i pełnić dyżur? W interesie społecznym?
MP: A dlaczego apteka miałaby „dołożyć do interesu”? Dlaczego hydraulik, lekarz lub ktokolwiek miałby „dołożyć do interesu”? Z jednej strony jako aptekarze mamy mieć „misję i etykę”, a więc, jak pan to ujął, „dołożyć do interesu” i dyżurować bez oglądania się na warunki ekonomiczne. Jednakże misją nie zapłacimy za prąd, a etyką w hurtowniach za leki. Z drugiej strony, gdy mówimy, że też potrzebujemy odpoczynku, pracowników, ułatwień, słyszymy: „ależ jest wolny rynek, radźcie sobie sami”. Tak się nie da prowadzić interesu. Żadnego. Apteki to firmy prywatne, a nie dotowane służby państwowe. A czy są dochodowe? Pacjent płacąc za leki, widzi duże kwoty. Natomiast zarobkiem jest różnica między ceną detaliczną a ceną zakupu w hurtowni. Nie jest nim zapłata pacjenta. Większość obrotu to leki refundowane z niewielką marżą urzędową. To kwoty kilku- lub kilkunastozłotowe. Można sobie sprawdzić.
GK: Nie będziemy tu szukać wątpliwości.
MP: Przede wszystkim każdemu należy się zapłata za pracę. Czy to będzie wspomniany hydraulik, lekarz czy aptekarz. Żaden z pacjentów chcących dyżurów na dłuższą metę nie wyraziłby zgody na choćby minutę darmowej pracy. Zwłaszcza w nocy, w święta, w niedziele.
GK: Ale są zawody, które związane są z pewną misją. Czy aptek to nie dotyczy?
MP: Strażak, żołnierz, lekarz czy policjant też mają misję. Ale strażak za swoje pieniądze nie kupuje wozu gaśniczego, żołnierz broni i amunicji, policjant kajdanek, a tym bardziej lekarz wyposażenia szpitala. Po swoim dyżurze mają wolne, a my nie. W związku z tym aptekarze słusznie oczekują, że jeżeli ktoś chce od nas dodatkowej – podkreślam – dodatkowej pracy, to również musi mieć świadomość, że za nią musi nam dodatkowo zapłacić. Za dyżury płaci się i wspomnianym strażakom, i lekarzom, i policjantom. Ale zapłata jest tu wtórna. Pierwszoplanowym kłopotem jest brak personelu.
GK: Gdzie tkwi rozwiązanie problemu?
MP: Jak wspomniałem na początku, problem jest w złym, starym prawie farmaceutycznym. To przepisy wywodzące się jeszcze z czasów PRL-u, gdy wszystkie apteki były państwowe. Państwo wtedy płaciło za dyżury. Nie dziwię się mieszkańcom, że ich chcą, skoro za nie nie płacą. Byłoby inaczej, gdyby musieli płacić za każde otwarcie apteki. Tak, jak jest w Niemczech, gdzie od każdej dyżurowej sprzedaży, także za dnia, płaci się dodatkowe 2,5 euro, niezależnie od tego, że apteki mają płacone ok. 400 euro za taki dyżur.
GK: Jak to powinno być rozwiązane u nas?
MP: Z resortu zdrowia płyną sygnały, że widzą konieczność zmiany przepisów o dyżurach. Bo dziś spory między aptekarzami i powiatami niejednokrotnie kończą się w sądach administracyjnych. Apteki wygrywają. Aby zmienić przepisy, musi być wola ustawodawcy. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło niedawno, że planuje taką zmianę. Na razie informacje są nieprecyzyjne. Narodowy Fundusz Zdrowia miałby płacić za dyżury trwające do godziny 23. Czyli dopóki jest ruch w aptekach. Natomiast jeśli miejscowy starosta chciałby, aby dyżury trwały po godzinie 23., to tenże starosta musiałby za nie płacić. Ile? Od kiedy? Tego jeszcze nie wiadomo.
GK: Czyli tych przepisów w zasadzie jeszcze nie ma.
MP: Nie. To jest tylko zapowiedź, którą wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski złożył w sierpniu w odpowiedzi na zapytania senackiej komisji do spraw m.in. petycji. Petycję złożył Związek Powiatów Polskich (ZPP) w związku z brakiem prac nad nowelizacją art. 94. ZPP współpracował z samorządem aptekarskim, właśnie na skutek spraw w sądach administracyjnych przegranych przez powiaty. Pod auspicjami resortu zdrowia doszliśmy do porozumienia i zaproponowaliśmy przygotowanie nowelizacji art. 94. Ten projekt został złożony już prawie 3 lata temu. Nic z nim nie zrobiono. Wspominam o tym z przykrością. Przekazano nam też, że ministerstwo nie ma woli, aby stosować jakiegoś typu sankcje przeciwko niedyżurującym aptekarzom. Także obecnie art. 94 nie zawiera dla nich sankcji. Jeśli ktoś myśli, że można aptekarzy ukarać za brak dyżurów, to jest w błędzie. Zresztą, jeśli sankcją byłoby zamknięcie apteki, to stracą na tym sami pacjenci, a lokalni politycy będą się przed nimi gęsto tłumaczyć.
GK: Czy są środki nacisku, by przyspieszyć prace nad zmianą przepisów? Bo powodują one konflikty tu, między „ludźmi na dole”.
MP: Jeśli nie ma zrozumienia ze strony radnych powiatowych i starostów, to konflikt „ludzi na dole” jest zaogniany. Jak w tym roku w przypadku powiatu kartuskiego i świdnickiego. Wracając do pytania: 6 października br. odbyło się w sejmie posiedzenie Komisji Zdrowia w sprawie ustawy o zawodzie farmaceuty. Jedna z poprawek poselskich dotyczyła znowelizowania przepisów o dyżurach. Ich koszt miałyby ponosić powiaty. Poprawka została odrzucona, niemniej sprawa wybrzmiała i nie będzie zamieciona pod dywan. Prędzej czy później nowelizacja nastąpi. Będę się z tego bardzo cieszył, bo mam serdecznie dość tłumaczenia komukolwiek, że aptekarze nie są w stanie pracować według obecnych przepisów i jeszcze za darmo. Nikt z pacjentów też nie chciałby pracować na takich zasadach.
GK: Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Jarosław Jędrysiak

Zobacz komentarze (1)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiat

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Powiat

Jak poprawnie głosować?

Jarosław Jędrysiak7 kwietnia 2024

„Bezpieczny cyklista”

Jarosław Jędrysiak30 marca 2024

Pijany kierowca traci swój pojazd

Jarosław Jędrysiak27 marca 2024

Policjantka pomogła mamie znaleźć dziecko

Jarosław Jędrysiak24 marca 2024

Groźny wirus w truskawkach z Maroka

Jarosław Jędrysiak23 marca 2024

Znów narkotyki w naszym powiecie!

Jarosław Jędrysiak12 marca 2024