POLICJA. Znów przyłapano na terenie powiatu kierowców nie tyle z odrobinę przekroczoną dopuszczalną normą alkoholu w organizmie, ale kompletnie pijanych. W samym centrum dużej miejscowości
Zdarza się, że policja przyłapuje na jeździe z nieco zbyt wieloma promilami kogoś, kto nie dość długo pospał po obchodzonych wieczorem imieninach. Oczywiście to żadne usprawiedliwienie, ale w takich przypadkach często dopuszczalna norma alkoholu przekroczona jest minimalnie, a kierowca – bardzo możliwe – siadał za kierownicę błędnie przekonany, że już jest w formie, by prowadzić. Na pewno inaczej trzeba ocenić sytuację – choćby w sensie moralnym – gdy ktoś jest kompletnie pijany, ma kilka promili, a pcha się do auta i jedzie lub tylko chce jechać. Te gorsze przypadki – co niepokoi – zdarzają się u nas ostatnio dość regularnie. W poprzedni piątek – w Truskolasach. I to aż dwa razy.
Mało było w szkle?
– W piątek przed godziną 16. oficer dyżurny kłobuckiej komendy odebrał telefon od osoby, która była bezpośrednim świadkiem jazdy „zygzakiem”. Według zgłaszającego osobowy citroen, którego kierowca może być nietrzeźwy, wjechał właśnie na parking przy jednym ze sklepów samoobsługowych w Truskolasach. Dyżurny szybko podał komunikat, aby patrol przemieścił się we wskazany rejon i zatrzymał podejrzany samochód – podaje rzecznik kłobuckiej policji, sierż. sztab. Marlena Wiśniewska.
Po co w takim stanie kierowca pojechał do sklepu? Mniejsza może o domysły. Ważne, że mundurowi się spisali i szybko pojawili się na miejscu. – Policjanci z Komisariatu Policji we Wręczycy Wielkiej skontrolowali kierowcę opisywanego auta. Okazało się, że citroenem kierował 46-letni mieszkaniec gminy Panki, od którego wyczuwalna była silna woń alkoholu. Podczas badania stanu trzeźwości okazało się, że miał on w organizmie ponad 3,5 promila alkoholu – opisuje sierż. sztab. Marlena Wiśniewska.
Policja chwali właściwą postawę świadka, który zgłosił jadącego „zygzakiem” i być może ocalił komuś życie. My też to gorąco popieramy. Są jakieś granice zdrowego rozsądku, których żadnemu kierowcy w imię źle pojętej solidarności pozwolić przekraczać nie wolno. Zalanych „w trupa” z drogi trzeba eliminować bezwzględnie.
Na granicy rekordu
Dawniej często opowiadano anegdotę o zagranicznym alkoholu, który ma na etykiecie wpisaną śmiertelną dawkę dla człowieka. I podobno gwiazdkę, że Polaków i Rosjan to nie dotyczy. Jeśli spojrzeć na autentyczne sytuacje, to można odnieść wrażenie, że u nas nie tylko ludzie potrafią balansować na tej granicy, ale jeszcze w takim stanie decydować się na jazdę samochodem. Kierowca zatrzymany również w poprzedni piątek w Truskolasach był blisko dawki teoretycznie śmiertelnej. – O godzinie 21.25 patrol prewencji z Wręczycy Wielkiej zatrzymał do kontroli kierującego. Jadącego, jak poprzednio wspomniany mężczyzna, również osobowym citroenem. Niestety badanie stanu trzeźwości kierującego wykazało aż 4 promile. Biorąc pod uwagę stan 49-letniego mężczyzny, mieszkańca gminy Panki, oraz aktualnie panujące ciężkie warunki na drogach, jego zachowanie było zdecydowanie nieodpowiedzialne – komentuje nad wyraz dyplomatycznie rzeczniczka policji.
Za to nieodpowiedzialne zachowanie będą konsekwencje. Obu skłonnym ryzykować życie innych ludzi na drodze grożą kilkuletnie zakazy prowadzenia pojazdów, wysokie kary finansowe, a nawet odsiadka. O ich dalszym losie zadecyduje prokurator i sąd. (jar)



Facebook
YouTube
RSS