UWAGA. Stara metoda oszustów, występująca w niezliczonych wersjach, wciąż jest stosowana. To znaczy, że ciągle mogą się zdarzyć osoby, które dają się nabrać
Pewnie się z tym zetknęliście. Na skrzynkę mejlową przychodzi wiadomość. Ktoś pisze, zwykle niezbyt poprawną polszczyzną, że jest pełnomocnikiem, adwokatem czy kimś tam jeszcze. I że chodzi o przekazanie dużej kwoty pieniędzy. Tu padają zwykle miliony dolarów. Piszący podaje, że to środki pozostawione przez jego zmarłego klienta. Czasem inaczej – podaje, że to środki zablokowane przez skorumpowane władze, które chce odzyskać, korzystając z pomocy osoby, do której pisze. Wariantów jest naprawdę mnóstwo. Zostańmy przy tym ze zmarłym klientem, który pozostawił rzekomo wielkie pieniądze. Aby te środki nie przepadły, trzeba je jakoś pilnie podjąć. W mejlu można na przykład przeczytać, że zmarły miał takie samo nazwisko jak osoba, do której mejl został wysłany. Albo podobne nazwisko. Ponieważ zmarły nie ma spadkobierców, w związku z tym podobieństwem pojawia się pewna szansa…
Czasem oszuści podają więcej szczegółów, czasem tylko zachęcają do uzyskania ich w dalszym kontakcie. Duża kwota, o której mowa w mejlu, może kogoś zachęcić do odpisania. Może po prostu zakładać, że dowie się więcej. Trzeba mieć tutaj pewność, że cała sprawa jest wymyślona i jest wstępem do oszustwa. Metody te stosowane są przez oszustów na całym świecie, a powszechnie znana nazwa tej metody – ”nigeryjski szwindel” – bierze się stąd, że w pierwszych wersjach chodziło o transfer środków właśnie z Nigerii. Oczywiście podobnie jak z metodą „na wnuczka”; wersji historii, na którą próbuje się złapać ofiarę, jest mnóstwo. W ostatnim czasie znów przychodzi więcej takich mejli. Na przykład rzekomo z Turcji. Jak oszuści okradają ofiary?
Ktoś skuszony „okazją” podejmuje kontakt. Oczywiście poznaje szczegóły historii i tym, żeby go do końca przekonać, zajmują się już przestępcy mający dobrze opanowane metody manipulowania. Zwykle okazuje się, że aby rzekomy spadek czy inne środki uzyskać, trzeba wyrobić jakieś dokumenty, założyć konto, czasem podjąć nawet bardziej skomplikowane działania. Na własny koszt – ale ofiara decyduje się, bo liczy, że z milionów dolarów uszczknie dla siebie obiecany procent. W pewnym momencie okazuje się, że trzeba za jakąś niezbędną czynność zapłacić, że trzeba wykonać próbny przelew – no cokolwiek takiego, co wymaga zaryzykowania przez ofiarę jakiejś kwoty. Gdy te pieniądze zostaną wydane, wszelki kontakt z oszustami się urywa. Nie ma żadnych milionów. Są przykre doświadczenia. A jeśli się przekazało bandytom wrażliwe dane, to i strach, co jeszcze się straci. Albo i świadomość, że już się straciło.
Najlepszym sposobem przeciw metodzie „na wnuczka” okazało się szerokie nagłośnienie sposobu działania oszustów. Ofiary dziś zwykle orientują się, że ktoś próbuje je oszukać – i się nie dają. Z korespondencją na zasadzie nigeryjskiego szwindlu nieco trudniej się spotkać. Znajomość tej metody bandytów i tu może być najlepszą formą ochrony. Zwłaszcza dla starszego pokolenia, które czasem nauczyło się korzystać z dobrodziejstw cyfryzacji, ale nie zawsze docenia skalę możliwych zagrożeń, które niesie światowa sieć. (jar)




Facebook
YouTube
RSS