Zamiar lokalizacji na południu Kłobucka stacji demontażu pojazdów spotkał się ze sprzeciwem grupy mieszkańców miasta, którzy nie życzą sobie takiego sąsiedztwa. Mają obawy związane z jego oddziaływaniem na środowisko. Co na to władze miasta? Czy taki zakład powstanie?
Informacja o wszczęciu urzędowej procedury dotyczącej – jak to się ujmuje – przedsięwzięcia mogącego pogorszyć stan środowiska pojawiła się w biuletynie informacji publicznej dla gminy Kłobuck jeszcze w końcu lipca.
Protest mieszkańców
Mieszkańcy, posiadając informację o planowanym przedsięwzięciu budowy stacji demontażu pojazdów wycofanych z eksploatacji, podjęli działanie i zaprotestowali w sposób formalny. Powstanie takiej stacji demontażu zaplanowane jest przy ulicy Dębowej, na trzech działkach ewidencyjnych. To miejsce w sąsiedztwie ostatnich dziś budynków przy tej ulicy, po jej zachodniej stronie.
W przesłanych nam z kłobuckiego osiedla nr 7 materiałach mieszkańcy wskazują, że jest to fatalna lokalizacja. W odległości około 200 metrów znajdują się elementy infrastruktury wodociągowej w postaci zbiorników wyrównawczych wody pitnej dla Kłobucka. Sąsiedztwa zakładu, który może zawsze znacząco oddziaływać na środowisko naturalne, nie wyobrażają sobie tutaj wcale.
– Inwestycja planowana jest na szczycie wzniesienia. To będzie powodowało, że w przypadku ulewy lub wiosennych roztopów wiele zanieczyszczeń będzie spływało w dół wzniesienia i będzie zanieczyszczało glebę – ujmuje obawy w słowa kontaktujący się z nami przedstawiciel mieszkańców.
Kłobucczanie zauważają, że miejsce na tego rodzaju działalność nie jest dobre także z powodu sąsiedztwa rezerwatu przyrody Dębowa Góra. To, jak zauważają, rejon w ogóle ważny dla rekreacji. A rodzaj planowanej działalności mocno koliduje z wizerunkiem rekreacyjnych obszarów zielonych.
– Jako mieszkańcy Kłobucka stanowczo sprzeciwiamy się realizacji tej inwestycji w tej konkretnej lokalizacji – dorzuca w imieniu swoim i sąsiadów kłobucczanin.
Obawy dotyczą bezpieczeństwa
Skoro działalność ma oddziaływać na środowisko, mieszkańcy wyrażający protest obawiają się konkretnych przykładów tego oddziaływania.
– Czyli inwestor rocznie zamierza „uraczyć nas” 200 tonami niebezpiecznych odpadów jak kwasy z akumulatorów, zużyty olej silnikowy i tym podobne? – pyta nasz czytelnik.
Dostajemy namiary na badania, z których wynika, że jeden litr zużytego oleju jest w stanie skutecznie skazić aż 5 milionów litrów wody pitnej. W ocenie mieszkańców potrzebna jest analiza ryzyka i korzyści z tego rodzaju inwestycji w mieście. Sądzą, że korzyści są znikome. A ryzyko – w przypadku awarii czy wypadku – może być ogromne. Obawiają się, że może dojść do zanieczyszczenia wody pitnej, z której korzystają wszyscy mieszkańcy miasta.
Będzie spotkanie
Podanie informacji o rozpoczętej procedurze to standardowy krok władz miasta, który wynika z przepisów. Ważne, że mieszkańcy w określonym terminie – do końca sierpnia – zareagowali i złożyli protest. Co dalej?
– Na pewno chcemy zorganizować spotkanie mieszkańców z przedstawicielami firmy. Myślę, że to może być krok ku rozwiązaniu tej sytuacji. Nie sądzę, by działalność prowadzona w takiej lokalizacji, wobec której są protesty mieszkańców, była dobrym rozwiązaniem – mówi nam Jerzy Zakrzewski.
Burmistrz podkreśla, że przede wszystkim w tej sprawie nie wydano jeszcze żadnych decyzji. Liczy się to, że mieszkańcy złożyli swój protest. Natomiast procedury jeszcze są w toku. Być może postępowanie zostanie przedłużone.
Procedury z perspektywy gminy są jednak określone w przepisach. Jeżeli wszelkie upoważnione instytucje, odpowiedzialne za środowisko, kwestie sanitarne itd. opiniują inwestycję pozytywnie, to wójt czy burmistrz w praktyce nie podejmuje decyzji środowiskowej według uznania i zważenia argumentów, ale musi ją wydać na podstawie opinii wspomnianych instytucji. Jeśli tego nie zrobi, ruszy procedura odwoławcza, w której kolejne instancje w zasadzie na pewno potwierdzą, że głowa samorządu ma obowiązek wydania pozytywnej decyzji. Krótko mówiąc to sprawę tylko przedłuża, ale nie rozwiązuje. Podobnie było zresztą w przypadku planowanej inwestycji w rejonie ulicy Zamkowej. Możliwe więc, że główna szansa na uniknięcie ciągle trwającego konfliktu to te wspomniane przez burmistrza rozmowy. (jar)


Facebook
YouTube
RSS