Wspomnienie

Wspomnienie o Tacie

Śp. Zygmunt Wierus.
Wspomnienie o Tacie

Życie jest tylko dzierżawą, jesteśmy jak trawa – żyjemy i usychamy.

Dziś zamieszczamy na naszych łamach bardzo szczególne, prywatne wspomnienie o śp. Zygmuncie Wierusie. Warto na tę ważną dla Kłobucka i powiatu postać spojrzeć także z tej perspektywy

Tata miał teatralne korzenie. Jego mama założyła teatrzyk szkolny w Zagórzu, a jego tata – ubóstwiany przeze mnie – grał jak wirtuoz na harmonijce ustnej. Tata jako pacholę zabawiał podobno Rodzinę i przyjaciół, umilając im czas na darowanych mu skrzypcach ze strunami z końskiego włosia. Z upływem czasu muzyka stawała się dominantą w jego życiu zawodowym i prywatnym.
Był pośród grupy słuchaczy uczestnikiem kursu dykcji, erudycji i wystąpień publicznych pedagoga i znakomitego aktora Profesora Kazimierza Rudzkiego, znanego między innymi z kultowego serialu „Wojna domowa”.
Rola bohatera drugiego planu czy statysty go nie interesowała. Lubił rozdawać karty w życiu publicznym czy w gronie kameralnym, gdzie czuł się swobodnie pośród znanych mu ludzi i przyjaciół, zabawiając ich po swojemu, akompaniując na akordeonie czy pianinie, wspominając odległe czasy. Miał dobrą pamięć, ze swadą sypał dowcipami, potrafił deklamować bardzo długie teksty podczas spotkań rodzinnych.
Przez lata prowadził liczne zajęcia podczas Międzynarodowego Obozu ZHP Malta w Chorzowie. Utożsamiałem się wówczas duchowo, kulturowo i językowo z grupami skandynawskimi i angielskimi. Wybór mojego kierunku studiów był w części pokłosiem pobytu pośród skautów i harcerzy z innego obszaru kulturowego i językowego. Tata uczył dziesiątki grup europejskich i pozaeuropejskich, promując naszą kulturę, ucząc ich piosenek i akompaniując na akordeonie. Postrzegał się jako adwokat słusznej sprawy, potrafił być pryncypialny w kwestii obrony praw dziecka uznając, iż tytuł Kawalera Orderu Uśmiechu dawał mu takie prawo – i stał się jego przywilejem i obowiązkiem. Bywało, że nie uznawał półśrodków, bywał stanowczy w kwestiach rozwoju życia kulturalnego – choć kontrolował swoje reakcje podczas dyskusji, wymiany zdań i argumentów z lokalnymi decydentami i urzędnikami w mieście i powiecie.
Sędzia sądu częstochowskiego była pod wrażeniem jego siły perswazji, argumentacji, elokwencji i czasem niezamierzonego dowcipu podczas rozpraw w postępowaniu o uregulowanie własności ośrodka harcerskiego w Zawadach. Skomentowała jego wywód wspierający ZHP słowami: „Gratuluję i zazdroszczę. W Pana wieku taka pamięć!”. Ojciec miał odpowiedzieć: „Nie ma czego, Pani Sędzio”, dorzucając mimochodem: „Tylko łydki mnie bolą”.
Do codziennych zajęć domowych raczej się nie garnął, równie łatwo było ujrzeć go z łopatą w ogrodzie jak znaleźć miejsce parkingowe w Kłobucku w dzień targowy. Stronił od dyskursów politycznych, przeszedł długą drogę, widział i słyszał wystarczająco długo, by nie dać zwieść się czczym obietnicom z prawa i lewa – choć brał udział w wyborach i był życzliwym recenzentem jednej opcji politycznej.
Żył nauczaniem i z nauczania, nie interesowało go wyjaśnianie tajemnicy bytu. Był w niedoczasie wobec nowoczesnych technologii. Autocenzura nie była jego mocną stroną, w sytuacjach granicznych dawał upust emocjom. W ostatnich latach bywał trudny, mógł irytować pracowników służby zdrowia, lokalnych urzędów, sklepów, aptek czy empatycznych, cierpliwych i profesjonalnych opiekunek z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wszyscy ze zrozumieniem przymykali oko na jego ekstrawagancje, mając na uwadze jego wiek i dolegliwości. Nie był pamiętliwy, a cierpkie słowa kierowane okazjonalnie w jego kierunku uciekały mu z pamięci. W jego życiu dobro dzieci, harcerzy – odgrywały najważniejszą rolę.
Spytałem go kiedyś czy brak mu jego przyjaciół sprzed lat. Odpowiedział: „Bardzo!”. W szczególności nie mógł przeboleć utraty bardzo drogiego kolegi po fachu, pana Mieczysława Robaka. Pod koniec życia osaczały go wspomnienia. Nie lamentował. Jego myśli zajmowały niezliczone wyjazdy, koncerty, występy, uczestnictwo w pracach jury oceniających występy artystyczne lokalnej młodzieży i zespołów muzycznych. Radował się ogromnie z faktu, że jego prawnuczka Apolonia uczy się w szkole muzycznej, gra na skrzypcach i występuje w szkolnych przedstawieniach. Nie mógł się doczekać, aby ją ujrzeć na żywo „koncertującą” pod naszym dachem.
W ostatnim czasie leżało mu na sercu zarchiwizowanie i uporządkowanie jego zbiorów, niezliczonych materiałów, wspomnień, notatek, nagrań i przekazanie jego dziedzictwa właściwym adresatom i jednostkom kulturalnym. Aby ocalić od zapomnienia…

Kliknij aby dodać komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wspomnienie

Masz ciekawy temat? Zadzwoń!

Tel. 514 786 400

Więcej w Wspomnienie

Odszedł Zygmunt Wierus

Jarosław Jędrysiak31 lipca 2023

Odszedł Damian Sośniak

Jarosław Jędrysiak19 stycznia 2019