Sukcesem zakończyły się starania władz gminy Kłobuck o środki na to, aby zająć się niebezpiecznymi odpadami, jakie zostały porzucone w Kamyku. Tak głośna sprawa – budząca zrozumiałe obawy mieszkańców, dotyczące potencjalnej szkodliwości odpadów dla nich i dla całego otoczenia – doczeka się więc rozwiązania. A milionowe koszty nie obciążą lokalnego budżetu Kłobucka
O tym zagrożeniu pisaliśmy wiele razy, bo też sprawa porzuconych w Kamyku odpadów niebezpiecznych budziła sporo emocji, była wielokrotnie omawiana na sesji rady miejskiej i w rozmowach pomiędzy mieszkańcami. W trosce o bezpieczeństwo mieszkańców prowadzono badania wpływu tego składowiska na otoczenie, poszukiwano też sposobów na obarczenie odpowiedzialnością podmiotów, które tę bombę ekologiczną w gminie Kłobuck „zainstalowały”. Od początku było wiadomo, że ktoś te odpady porzucił nie przez przypadek – że chodziło o ogromne koszty ich utylizacji i chęć ich uniknięcia, obarczenia nimi kogoś innego – w tym wypadku finalnie gminy Kłobuck. Administracja burmistrza Jerzego Zakrzewskiego okazała się jednak skuteczna w rozwiązywaniu tej zawiłej sprawy i mowa teraz o sporym dofinansowaniu, które pozwoli na usunięcie problemu. Cennego poparcia dla sporawy udzielił też nasz poseł – dowodzą po raz kolejny, jak ważne jest posiadanie posłów nie gdzieś z regionu, ale z własnego powiatu. Aż dziwne więc, że wobec ewidentnego sukcesu w tym tak głośnym temacie, poruszanym przez wiele osób, teraz – gdy burmistrz ogłosił, że sprawy idą we właściwym kierunku – praktycznie pierwszą reakcją było milczenie samorządowców. Na szczęście mieszkańcy na pewno docenią, że niepokojący ich problem niebezpiecznych odpadów w Kamyku zmierza do końca. Nielegalne składowisko będzie zlikwidowane.
Co dokładnie się stało obecnie? Pozytywnie zakończono ocenę wniosku złożonego przez Kłobuck do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w sprawie dofinansowania do zadania usunięcia i zagospodarowania odpadów niebezpiecznych z terenu hali magazynowej w Kamyku. Doskonałą wiadomością jest to, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska zarekomendowało udzielenie dotacji na to zadanie w wysokości 100 procent kosztów kwalifikowanych – w kwocie 5 508 000 złotych. Pozostało w tym momencie wynegocjowanie odpowiedniej umowy z NFOŚiGW. To dofinansowanie oznacza, że gmina tego rodzaju kwoty nie będzie musiała wykładać z własnych środków. Bo oznaczałoby to pozbycie się pieniędzy na jakieś 2-3 ważne inwestycje. To po prostu oczekiwany sukces w załatwieniu tej sprawy. Nie tylko zniknie bomba ekologiczna i obawy mieszkańców, które powodowała, ale do tego gmina Kłobuck nie zostanie przygnieciona potężnymi kosztami takiego przedsięwzięcia. – Czuję niedosyt, bo w informacji burmistrza przekazałem państwu, że udało nam się pozyskać ponad 5 milionów złotych na usunięcie śmieci, za które byłem „młotkowany” niejednokrotnie przez różne portale i media – zwrócił się do radnych burmistrz Jerzy Zakrzewski podkreślając, że ta informacja nie wywołała na sesji żadnego echa, żadnych pytań czy konkluzji. – Wiem, że państwa zaskoczyło i jesteście w euforii, aż wam tchu zabrakło – ironizował pod adresem rady.
Rzeczywiście – gdy problem był na tapecie, krytykom usta się nie zamykały, choć to nie miasto naśmieciło, a tylko musiało poradzić sobie z problemem, który ktoś wywołał. Teraz, gdy miasto dało radę i problem będzie rozwiązany – do tego dzięki 100-procentowej dotacji – dyżurni krytycy temat „taktycznie” przemilczeli.
– Myślę, że to ważna i bardzo pozytywna informacja – podkreślił poważnie Zakrzewski. – Jestem dobrze wychowany i potrafię docenić zaangażowanie pana ministra w tej sprawie, bo byliśmy razem w Warszawie w NFOŚiGW – podkreślił burmistrz Kłobucka.
Zaangażowanie naszego ministra i wsparcie starań miasta zakończyły się sukcesem – to szczególnie istotne, bo w województwie podobnych niebezpiecznych wysypisk jest więcej i ważne, że środki na ich usunięcie trafią właśnie do gminy Kłobuck. Niebezpieczne odpady będą mogły być zutylizowane w przyszłym roku.
– Ta informacja powinna do mieszkańców dotrzeć. Bo choć może już tak tą sprawą nie żyją, to problem nadal pozostaje i będzie istniał, dopóki nie uprzątniemy tego składowiska, dopóki nadal będzie ono zagrożeniem. W ślad za tym musi iść informacja do wszystkich mieszkańców, aby kontrolowali swoje posesje i nie wynajmowali ich dziwnym ludziom, dziwnym najemcom pustostanów, hal, stodół czy magazynów. Aby do takiej sytuacji ponownie nie doszło – przestrzegł Jerzy Zakrzewski.
Ryzyko istnieje. Niedawno takie niebezpieczne wysypisko pojawiło się po sąsiedzku w Mykanowie. Trzeba być czujnym. Teraz gmina dobiła się środków na usunięcie niebezpiecznych odpadów. Ale sytuacja nie może się powtórzyć. (jar)



Facebook
YouTube
RSS